Węgier – jankes dwa bratanki
  • Piotr SemkaAutor:Piotr Semka

Węgier – jankes dwa bratanki

Dodano: 
Węgierski minister spraw zagranicznych i handlu Péter Szijjártó (z prawej) wita wiceprezydenta USA J.D. Vance’a (w środku) oraz drugą damę Ushę Vance
Węgierski minister spraw zagranicznych i handlu Péter Szijjártó (z prawej) wita wiceprezydenta USA J.D. Vance’a (w środku) oraz drugą damę Ushę Vance Źródło: PAP/EPA / Zsolt Szigetvary
Francuzi, Niemcy czy Włosi w Ameryce to dobrze znane zjawisko. O obecności tych nacji za wielką wodą powszechnie wiadomo. Ale Madziarzy? Wielka wystawa w Muzeum Narodowym w Budapeszcie opowiada, jak wyglądał węgierski wkład w budowanie USA w ciągu ostatnich 250 lat istnienia tego państwa

Jest w tej ekspozycji dużo typowej dla ludów środkowej Europy fascynacji nowym kontynentem, a także gorzkiej świadomości, że wskutek niegdysiejszej biedy oraz późniejszych wstrząsów historycznych Nowy Świat żywił się talentem i ciężką pracą setek tysięcy osób, które mogłyby wzbogacić swoim znojem starą ojczyznę. Ameryka jednak także Węgrom od swego zarania kojarzyła się z nadzieją na lepszy los. Nic więc dziwnego, że nad wejściem do sali ekspozycji wypisano nazwy, które kojarzyły się z amerykańską arkadią: „Ziemia obiecana”, „Nowa ojczyzna”, „Kolebka demokracji”.

Wystawa zaczyna się od komputerowej grafiki pokazującej, że samolotem pasażerskim można przemieścić się dziś z Budapesztu do Nowego Jorku w 9,5 godziny. Jest to wstęp do przypomnienia, że w poprzednich wiekach wędrowcy z Węgier musieli przebyć znacznie dłuższą trasę do atlantyckich portów, aby dotrzeć do Ameryki. Ich podróż była żmudniejsza niż w przypadku Anglików, Holendrów, Francuzów czy Szkotów. Przypomniał mi się album złożony ze zdjęć przybyszy z Europy, którzy przybywali na nowojorską wyspę Ellis, gdzie fotografowano ich bardzo często w oryginalnych strojach z Europy. I właśnie patrząc na ich zmęczone wielotygodniową podróżą twarze, widać było, jak wyzierała z ich spojrzeń w kamerę nadzieja zmieszana z obawą przed nieznanym.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także