Budżet TK: Tani chwyt czy wielki blef?
  • Mariusz MuszyńskiAutor:Mariusz Muszyński

Budżet TK: Tani chwyt czy wielki blef?

Dodano: 
Siedziba Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie
Siedziba Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie Źródło: PAP / Marcin Obara
Prezydent Karol Nawrocki nie może ustąpić. Ani w sprawie ślubowania sędziów TK, ani w sprawie budżetu. Bo przegra wszystko.

Minister Domański zapowiedział, że rząd nie uwzględnia w projekcie budżetu państwa na rok 2027 środków na finansowanie Trybunału Konstytucyjnego, ponieważ TK nie był w stanie przedstawić zgodnie z prawem projektu swojego budżetu. Media szybko o tym napisały nazywając to opcją atomową. A ja uważam, że ta zagrywka w walce o TK to tani chwyt lub wielki blef.

Instrument: presja

Po pierwsze, tak naprawdę jest to presja na Prezydenta. Skoro od bliskich doradców Prezydenta dochodzą sygnały, że w ocenie Kancelarii minister Berek nie spełnia formalnych wymogów do objęcia stanowiska sędziego TK, jest to sygnał, że może pojawić się problem ze ślubowaniem. Rząd nie może sobie pozwolić na to, by minister Berek dołączył do grona „bibliotekarzy”. Musi zrobić wszystko, by ślubowanie się odbyło w formule wymaganej prawem. I tu nie chodzi o samego ministra, czy zapowiadane cuda, które ma robić w Trybunale. Po prostu tego rodzaju sytuacja byłaby bardzo poważną polityczną kompromitacją.

Stąd granie budżetem TK. Rząd doskonale wie, że nawet minister Berek nie jest w stanie nic dla nich zrobić w TK oprócz jeszcze większego bałaganu. Budżetu nie ma, bo nie ma kworum. A skoro nie ma kworum, to może Prezydent ustąpi? Może nie tylko wycofa zastrzeżenia wobec nowego kandydata na sędziego TK, ale też wobec wspomnianej czwórki? I wtedy środki finansowe szybko zostaną wpisane do ustawy w Sejmie, a brak uchwały Zgromadzenia Ogólnego TK nie będzie już problemem. Bo Trybunał będzie wzięty.

Po drugie, jest to niewątpliwie presja na Prezesa Święczkowskiego. Może nie tyle bezpośrednio na niego, bo jednak jest twardy. I oświadczenie majątkowe też ma imponujące. Z głodu nie zginie. A funkcjonowanie bez pensji już przerabiał. Da radę.

To bardziej presja na innych sędziów TK i pracowników. Sędziowie, zmęczeni wizją nowego konfliktu i ponowną utratą wynagrodzenia, a pracownicy wizją utraty pracy, mają wywierać presję na Święczkowskim, by dopuścił do czynności służbowych te osoby, które nie złożyły ślubowania. Bo zgodnie z prawem tylko Prezes może nawiązać stosunek służbowy. Zgromadzenie Ogólne, nawet to przejęte, nic tu nie pomoże.

Choć w kwestii projektu budżetu TK presja ta jest już spóźniona, bo termin dla działania Zgromadzenia Ogólnego TK już upłynął. Teraz dopisanie środków do części budżetowej przypisanej TK należy już do zadań Sejmu. Ale zawsze może być potraktowane jako nagroda.

Związane ręce Prezydenta

Po trzecie, nie można też wykluczyć drugiej pieczeni, jaką rząd chce upiec na trybunalskim ogniu. Taki projekt budżetu państwa, bez środków finansowych dla TK ma za zadanie wytrącić Prezydentowi jedyny oręż w sprawie budżetu w sposób generalny. Przypomnijmy, że Prezydent co do zasady nie może zawetować budżetu. Może jedynie wysłać go do TK. Ale jeśli Prezydent wyśle budżet do TK, to do czasu wyroku, albo przyjęcia nowej ustawy budżetowej (po ewentualnym stwierdzeniu niekonstytucyjności), rząd będzie pracował na podstawie projektu budżetu, czyli na podstawie tego dokumentu, który właśnie wychodzi z rządu do Sejmu. W efekcie nie będzie środków na TK w 2027 r. Nawet jeśli Sejm dopisałby do ustawy budżetowej takie środki dla TK.

W ten sposób rządzący mają rozwiązane ręce. Będą mogli w Sejmie wstawić do ustawy budżetowej różne dziwne rzeczy. I zasłonić je przydziałem środków finansowych dla TK. W tym przypadku nie chodzi mi o finansowanie różnych cudów, ale też nowelizacje obecnych rozwiązań ustawowych. A Prezydent będzie miał w ten sposób (przynajmniej trochę) związane ręce, by to zablokować wysłaniem ustawy budżetowej do TK. Dlatego warto śledzić pracę nad ta ustawą pod kątem różnych wrzutek.

I teraz puenta. Członkowie rządu podejmują poważne ryzyko. Przygotowanie projektu budżetu to konstytucyjne zadanie rządu. Owszem, rząd nie może zmieniać projektów przysłanych przez tzw. święte krowy budżetowe, ale musi do Sejmu wysłać projekt kompletny, dotyczący wszystkich organów państwa. Tłumaczenie ministra Domańskiego, że TK nie przedstawił projektu to lipa. Prezes TK przysłał mu przygotowany plan dochodów i wydatków TK. Dokładnie taki sam, jaki wysyłano do ministra finansów przez ostatnie 30 lat.

Zgodnie z ustawą o finansach publicznych, ani minister finansów, ani rząd, nie mogą kontrolować dokumentacji przekazanej z TK. Ani pod względem materialnym, ani formalnym. Ustawa (art. 139 ust. 2) mówi, że minister finansów „włącza do projektu ustawy budżetowej” dochody i wydatki Trybunału Konstytucyjnego. Logika przepisu jest jasna. „włącza” oznacza nakaz określonego działania. Ewentualne wątpliwości co do dokumentacji mogą być rozważane dopiero w Sejmie i tylko Sejm może dokonać korekty tego co wyszło z TK. Bo to Sejm przyjmuje ustawę budżetową. Ale krekta tez ma swoje granice. Racjonalny przydział środków musi nastąpić.

Ustawka

Dlatego rządowy projekt budżetu bez środków na funkcjonowanie TK nie spełnia wymogów konstytucyjnych i ustawowych i powinien upaść na komisji sejmowej, albo zostać uzupełniony. Inaczej mówiąc, wysyłanie projektu z zerową sumą wpisaną do części budżetu przeznaczonej na TK to nie tylko naruszenie dyscypliny budżetowej i związana z tym odpowiedzialność. To prosta droga do Trybunału Stanu. I to nie tylko dla ministra finansów, ale dla całego rządu.

Oczywiście członkowie rządu mają przekonanie graniczące wręcz z pewnością – i to nie bezpodstawnie – że przy pociąganiu ich do odpowiedzialności w odległej i niepewnej przyszłości nie będzie w Sejmie wymaganej większości 3/5 głosów (art. 156 ust. 2 Konstytucji). Stąd uważają, że ich odpowiedzialność istnieje tylko teoretycznie.

Ale w ten sposób wszystko staje się jasne. Teraz wiemy dlaczego blokowane było Zgromadzenie Ogólne TK przez nowo wybranych sędziów. I skąd ta cała akcja z wchodzeniem prokuratora do TK. To wszystko było zaplanowane, by Trybunał nie był w stanie przyjąć projektu budżetu. Nie pomyślano tylko o tym, że taka ustawka stanowi działanie penalizowane karnie. Po co Trybunał Stanu? Wystarczy dobry prokurator.

W tej sytuacji Prezydent nie może ustąpić. Ani w sprawie ślubowania sędziów, ani w sprawie budżetu. Wszystko ma być zgodnie z prawem. Tak samo zresztą twardy musi być Prezes TK.

Tym bardziej, że takie działanie ma szersze skutki polityczne groźne dla państwa. To co dziś nas oburza za chwilę będzie oczywistością. Sytuacja utrwali się, zmieni się standard polityczny i za chwile każdy rząd bedzie mógł co roku sprawą budżetu blokować każdy organ, który mu nie odpowiada. Szczególnie te obsadzane kadencyjnie. Kto zagwarantuje, że po zmianie władzy nie dotknie to np. Rzecznika Praw Obywatelskich, czy Najwyższa Izbę Kontroli itp. Bo skoro Trybunał Stanu to fikcja.

Tym bardziej, że z prawnego punktu widzenia rząd robi to już drugi raz. Przypomnijmy, że rok temu, w budżecie TK też nie było środków na pensje dla sędziów. A podwójny precedens to już praktyka, która w naszej obecnej rzeczywistości przekształci się szybciutko w zwyczaj. Bardzo zły zwyczaj.

Czytaj też:
KRS i kwadratura koła
Czytaj też:
Transkrypcja homoaktów małżeńskich: arogancja, czy ignorancja?

Źródło: mariuszmuszynski.pl
Czytaj także