System prawa chroni podział władzy i trwałość piastowania urzędu. Do tego system nie jest na przygotowany na tak skrajną sytuację jaka dziś wokół TK istnieje. Pozostaje zamach stanu.
Nadzieja umiera ostatnia
W prorządowych mediach aż kipi od nadziei na przejęcie Trybunału Konstytucyjnego. Najpierw się śmiałem, ale teraz zacząłem się bać. Nie o siebie. Stary jestem. O Polskę i Polaków. Postanowiłem więc bliżej wyjaśnić tę kwestię, bo nadzieja nie tylko umiera ostatnia, ale też czyni z ludzi wariatów. I po stronie rządowej to właśnie widać.
Zacznę od podkreślenia, że obecna sytuacja faktyczna TK jest nie tylko owocem wieloletniego pełzającego sporu politycznego. To w głównej mierze efekt bezprawnych działań rządzącej koalicji. Ta koalicja, chcąc odwrócić zmiany dokonane przez poprzedników, zresztą podkreślę – zmiany dokonane w drodze stanowienia prawa, które dotychczas nie zostało uchylone, a zmiany personalne na podstawie prawa, a więc legalne – idzie na skróty. Piszę “na skróty”, bo w języku ludzi kulturalnych nie ma słowa, jakim należałoby to trafnie określić. Wszyscy znamy te działania. Widzimy próby regulowania uchwałami materii, która wymaga ustawy, rozporządzenia wydawane wbrew Konstytucji, próby bezpośredniego aplikowania wyroków trybunałów międzynarodowych w krajowym systemie prawnym, a nawet odwoływania z funkcji bez podstaw prawnych na bazie ekspertyz itp. To nie tylko łamanie praworządności, to mieszanka prostego braku wiedzy i wynikającej z tego bezsilności.
Ale to także naturalny efekt konstrukcji systemu prawa. System jest obliczony na ochronę podziału władzy i trwałość jej piastowania. Do tego w systemie prawnym nie da się wszystkiego uregulować. Zawsze jest gdzieś koniec postępowania i ostateczność władczego rozstrzygnięcia. Opiera się to na zaufaniu państwa, że osoby piastujące funkcje związane z decyzjami ostatecznym posiadają nie tylko wystarczającą wiedzę, ale też odpowiedni charakter i walory etyczne. Po prostu będą zachowywać się nie tylko zgodnie z prawem, ale też godnie – odpowiednio do zajmowanego stanowiska.
Oczywiście system przewiduje też czasem jednostkowe procedury nadzwyczajnego wzruszania ostatecznych rozstrzygnięć i różne procedury dyscyplinujące osoby pełniące państwowe funkcje (odpowiedzialność karną, dyscyplinarną, konstytucyjną). Te ostatnie nie wpływają na kwestie merytoryczne, nie cofają złych rozstrzygnięć, ale mają dotknąć osobę, która zawiodła zaufanie państwa. Oczywiście tylko wtedy, jeśli są tak skonstruowane, że da się je przeprowadzić.
Droga do fotela sędziego TK, jak i do gabinetu Prezesa TK to bilet w jedna stronę. W systemie prawa przewidziano zasady wyboru sędziego i powołania Prezesa. W prawo wyboru sędziego wyposażono Sejm. Niestety dla osób wybieranych, przewidziano jeszcze element uruchomienia możliwości pełnienia tej funkcji w formule ślubowania, przypisując w niej kluczową rolę Prezydentowi. Z kolei akt powołania Prezesa przynależy w całości do kompetencji Prezydenta. Alternatywnej drogi na wybór i powołanie nie ma.
Co więcej, żadna z tych kompetencji nie jest odwracalna. Inaczej mówiąc nie ma procedury wzruszenia wyboru sędziego TK, jak i powołania Prezesa TK. Nawet jakby odkryto, że w wyborze sędziego, czy powołaniu Prezesa TK odkryto 77 lub więcej wad i błędów. Kiedy się je już obejmie pozostaje tylko apelowanie do godności takiej osoby – prośba o rezygnację.
Jedynie w pierwszym przypadku jest możliwość niedomknięcia procedury, kiedy Prezydent nie umożliwi osobie wybranej przez Sejm złożenia ślubowania. Ja nie zamierzam tu dyskutować, czy jest to zgodne z prawem, czy nie. Swoje zdanie już kilkakrotnie przedstawiałem publicznie. Wspominam o tym, bo po prostu istnieje już taka praktyka ustrojowa oparta o wykładnię operatywną dokonywaną przez pośredniego adresata przepisu (Prezydenta), która miała już miejsce – trzy razy. I nawet TK ją dopuścił w szczególnych sytuacjach (K34/15). Powołanie na Prezesa TK to działanie jednostronne. Prezydent powołuje i Prezes TK się pojawia. I trwa.
Freudowska koncepcja
Dlatego napisze wprost – Roma locuta, causa finita. Nie ma żadnej prawnej procedury umożliwiającej pozbawienie sędziego Święczkowskiego funkcji Prezesa TK. Jeśli miałoby to nastąpić, to wyłącznie w drodze kontynuacji tego co sam Prezes Święczkowski nazwał zamachem stanu.
Te koncepcje, że dr Berek przyjdzie, zbierze pospolite, przepraszam „sędziowskie” ruszenie i dokona zmian w TK na miarę Jamesa Bonda i na chwałę premiera to iście freudowskie, nocne fantazjowanie. Wszyscy propagujący te koncepcję robią krzywdę samemu kandydatowi, przyklejając mu łatkę politycznego bandytyzmu, która zostanie z nim przez całe zawodowe życie. Pierwszy powinien to oprotestować.
I żeby było jasne. Nie jest to możliwe również w procedurach karnej i dyscyplinarnej. Więcej, system prawa nie tylko tego nie przewidział, ale też uprzywilejował Prezesa TK w sposób szczególny w porównaniu z sędziami TK. Dlaczego tak uważam? Opowiem o tym odnosząc się częściowo do ujawnianych w mediach planów. I tak:
po pierwsze, Zgromadzenie Ogólne, które rzekomo miałoby pozbawić Prezesa jego prezesury musiałby zwołać sam zainteresowany Prezes TK (zob. art. 6 ust. 2 pkt 3 ustawy o organizacji i trybie postepowania przed TK oraz art. 22 ustawy o statusie sędziów TK);
po drugie, nawet jeśli zwołałby je ktoś inny (zob. art. 7 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postepowania przed TK), to pomijając nielegalność przypomnę, że kompetencje Zgromadzenia określa ustawa (vide art. 6 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK). I jest to katalog zamknięty. Nie ma tam kompetencji pozbawiania Prezesa mandatu prezesowskiego, jak i nie ma kompetencji rozstrzygania kwestii dopuszczenia osoby wybranej na stanowisko sędziego TK do pełnienia funkcji. Ta ostatnia to ustawowa kompetencja Prezesa TK (art. 5 ustawy o statusie sędziów TK). Zgromadzenie ani nikt inny nie może jej po prostu przejąć od Prezesa. Z kolei pozbawiania Prezesa mandatu prezesowskiego Zgromadzenie nie może sobie przypisać w drodze rozszerzenia kompetencji. Tj. ani nie może dopisać sobie takiego uprawnienia przyjmując specjalna uchwałę kompetencyjną, czy wpisując je sobie do Regulaminu TK. Obie kwestie to element prawa powszechnie obowiązującego. Wiem, że piszę oczywistą oczywistość, ale dziś poziom koalicyjnej myśli prawniczej i rządowej legislacji szoruje po dnie. Ja wcale nie mogę wykluczyć, że jakiś geniusz nie wpadnie na pomysł dopisania tego do Regulaminu TK pod hasłem „mamy większość w Zgromadzeniu, a to Zgromadzenie przyjmuje Regulamin, to możemy dopisać tam co chcemy”. Z ostrożności podkreślę też, że również Premier, czy rząd nie mogą tego uprawnienia przypisać Zgromadzeniu w żadnym rozporządzeniu czy rządowej uchwale. Wreszcie nie jest możliwe użycie znanej nam z Krajowej Rady Sądownictwa kombinacji pt. unieważnimy uchwałę o wskazaniu Prezydentowi kandydatów na Prezesa TK. Uchwała została już skonsumowana. Trzeba byłoby przewrócić postanowienie Prezydenta. A nie ma jak.
Tu nawet zgodne z prawem stworzenie stosownej procedury nie mogłoby dotyczyć obecnego Prezesa.
W związku z ta ostatnia kwestią dodam – po trzecie – że powołanie Prezesa TK reguluje Konstytucja RP, która nie przewiduje odwołania, ani w aspekcie kompetencyjnym ani proceduralnym. I zalicza akt powołania prezesa TK do prerogatyw Prezydenta. Nawet jeśli ktoś pokusiłby się o stworzenie przepisu upoważniającego inny organ lub osobę i tworzący procedurę odwołania, to jeśli nastąpiłoby to na poziomie aktu niższej rangi niż Konstytucja, byłby niekonstytucyjne i nieskuteczne.
Czyli reasumując, stan prawny jest taki: jest prezydencki akt powołania – jest Prezes TK. Procedury i organu właściwego do przewrócenia prezesury nie ma.
Na wychodźstwie
Po czwarte, najbardziej podobają mi się spekulacje o dwóch tzw. zdrajcach w starym składzie, którzy wspomogą lewicową rewolucję w TK, bo „skrycie popierają rząd”. Jak w marnym filmie, ciekawe, ale raczej nieprawdziwe. I merytorycznie też absurdalne. Owszem, w TK zawsze były spory i dyskusje. Ale dyskusje to jedno, a przekroczenie granic prawa i absurdu to drugie. Liczenie, że ktoś z urzędujących sędziów pójdzie w te cyrkowe koncepcje o Trybunale na wychodźstwie, szczególnie rok przed wyborami, to śmiała fantazja. Szczególnie musiałby działać w zestawie z czwórką osób bez ślubowania. Byłoby jak w mafii, pierwsze zabójstwo wiąże z grupą. W polityce przerabiał to już Szymon Hołownia. Niby się urwał, ale czy naprawdę? A całe dalsze życie funkcjonować w strachu? Po co? Wątpię, czy nawet ta nowa trójka sędziów tak łatwo na to się zgodzi.
I wreszcie kwestia merytoryczna. Nawet gdyby taka dwójka się przyłączyła to co z tego? Prawo jest jasne. Zgromadzenie Ogólne ma swoje kompetencje a Prezes swoje. Nie ma tu żadnego przepływu między tymi organami. Nawet gdyby wszyscy obecni sędziowie uznali, że nie lubią Prezesa, to w ten sposób Zgromadzenie nie przejmie jego kompetencji. Najwyżej wywoła totalny paraliż TK. I tak między nami mówiąc zastanawiam się, czy to nie o ten paraliż chodzi w tej grze. Rządzącym to wystarczy. A wcześniej czy później wymusi to na stronach politycznego dojście do jakiegoś kompromisu. Zacznie się budowa na gruzach. A tu rządzący będą mieli tu lepszą pozycję startową niż opozycja.
Po piąte, dość infantylna jest też idea ponownego wystąpienie o zdjęcie immunitetu sędziowskiego Prezesowi Święczkowskiemu i w konsekwencji procedowanie postępowania karnego. I nie chodzi mi tu nawet o to, że nie ma szans, by postępowanie karne zakończyło się prawomocnie przed wyborami parlamentarnymi 2027. Pomijam też kwestię, że takie procedowanie Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK już się odbyło i nie przyniosło rządzącym sukcesu. Dlatego wykluczone są ponowne obrady nad tym samym przedmiotem. Tak wiem, rządzący twierdzą, że skład był wadliwy. I co z tego? Wniosek składa się do Prezesa TK, który – cokolwiek o nim sądzić – to jednak szybko się uczy. A wyciągnięcie konkluzji z kazusu wniosku o immunitet Marszałka Grodzkiego nie jest wcale takie trudne. Także w kontekście ewentualnego nowego wniosku pod innym wymyślonym oskarżeniem.
Wszystkim rządowym fantastom przypominam również, że także zatrzymanie sędziego Święczkowskiego na rzekomym „gorącym uczynku” nic nie da, bo zgodnie z art. 196 Konstytucji, o zatrzymaniu sędziego Święczkowskiego należałoby niezwłocznie poinformować Prezesa TK, którym jest sędzia Świeczkowski. I Prezes Święczkowskiego może nakazać natychmiastowe zwolnienie sędziego Święczkowskiego. W każdej chwili.
Z kolei, aby aresztować sędziego Święczkowskiego, trzeba złożyć wniosek o wyrażenie przez Zgromadzenie Ogólne zgody na pozbawienie wolności. Ten wniosek też składa się do Prezesa TK. O tym, że sprawę immunitetu lub zgody na aresztowanie rozpatrzy Zgromadzenie Sędziów TK na wychodźstwie dyskutował nie będę. To żenujące.
Pokażę natomiast wszystkim na jakim poziomie upadku państwa się znajdujemy, kiedy przypomnę, że pozbawienie immunitetu, jak i aresztowanie sędziego Święczkowskiego nie pozbawi go ani statusu sędziego, ani funkcji Prezesa TK. Ustrojodawca i ustawodawca po prostu nie przewidział, że rząd będzie polował na Prezesa TK. I nawet w takiej sytuacji Prezes Święczkowski będzie zarządzał TK z aresztu.
Najstarszy stażem
Ponieważ jednak potrafię sobie wyobrazić bezprawne zatrzymanie i bezprawny areszt z pełna izolacją, co miałoby uniemożliwić pełnienie tych funkcji. A celem tej izolacji byłoby uruchomienie art. 12 ust. 4 ustawy o organizacji i trybie postepowania przed TK. To na jego mocy Prezesa zastępowałby ten sędzia najstarszy stażem. Zgodnie z prawem byłby to sędzia dr Wojciech Sych. Przynajmniej do czasu ślubowania wobec Prezydenta tej wybranej czwórki pozostającej obecnie bez ślubowania.
Gdyby jednak była próba siłowego wprowadzenia tej niezaślubionej grupy, to przypominam, że kiedy funkcja Prezesa TK jest obsadzona (a jest), a Prezes nie może wykonywać swoich obowiązków, to sędzia najstarszy stażem zarządza wyłącznie w sytuacji, kiedy nie jest możliwe upoważnienie Wiceprezesa lub innego sędziego do zastępowania Prezesa. I jeśli takie upoważnienie zostało już w TK udzielone, to ten potencjalny sędzia najstarszy stażem odpada. To wynika z ustawy o organizacji i trybie postepowania przed TK (por. art. 12 ust. 3 i 4 ustawy). Czyli stanowi o tym prawo powszechnie obowiązujące, a złamanie tego jest przestępstwem. Tu nawet w grę nie wchodzi “przekonanie” uprawnionego przez rząd do zrzeczenie się tych uprawnień, bo to nie jest pełnomocnictwo prawa prywatnego. Tego się nie “przyjmuje”, ani się nie “zrzeka”. Taka osoba musiałby ustąpić z funkcji sędziego.
Wreszcie kolejny pomysł, o którym możemy poczytać, to postępowanie dyscyplinarne wytoczone Prezesowi. Ale ten kierunek rewolucyjnego marszu rządu po TK także istnieje tylko teoretycznie. We wrześniu w TK będzie w najlepszym przypadku 11 zaślubionych sędziów. Ale nawet przy kompletnej, 15-osobowej obsadzie przeprowadzenie procedury nie jest faktycznie możliwe. Uniemożliwia to jej konstrukcja. Wystarczy sobie policzyć składy obu instancji postępowania dyscyplinarnego, oskarżyciela, obrońcę, losującego prezesa i osobę obwinioną. Wychodzi już 12 osób. Do tego potencjalne wyłączenia, powołanie niektórych sędziów na świadków. Jeśli chce się to zrobić zgodnie z prawem to po prostu brakuje ludzi do obsadzenia wszystkich funkcji w takim postepowaniu. Do tego inicjuje je sam Prezes TK. Nie żaden wiceprezes, czy sędzia najstarszy stażem. Smutne to, ale TK jest organem, gdzie postępowanie dyscyplinarne jest faktycznie niemożliwe.
Okrążyć Prezydenta
I zostaje jeszcze jedno wyjście. I może o to chodzić, bo – jak widać – rządowi zależy na opanowaniu większości składu sędziów, czyli sfery orzeczniczej. I tu jest wytrych. Trzeba spróbować okrążyć Prezydenta i Prezesa. A to jest proste. Można to zrobić w drodze usunięcia przepisu o ślubowaniu z ustawy o statusie sędziów TK. Trybunał z większością sędziów wybranych przez obecną koalicję może to zrobić. Rząd zaskarży, TK usunie przepis z systemu prawa i pozamiatane.
Oczywiście jest tu problem. Formalnie nie możliwe jest, aby w takiej sprawie orzekały osoby zainteresowane – ostatnio wybrane, a pozostające w obowiązującym ciągle stanie prawnym bez ślubowania. Z drugiej strony, to sprawa, którą można orzec w składzie pięcioosobowym. A dopóki Prezes Świeczkowski panuje nad TK, to on układa składy. Jeśli w skutek nielegalnego działania traci to panowanie, możliwe będzie po wrześniu złożenie składu w większością trzech sędziów wybranych przez Sejm tej kadencji. I TK wyczyści stan prawny.
Puściłem to wodze fantazji. Nawet dość mocno. Choć to tylko wybrane przeze mnie scenariusze. Napisać ich można by więcej, choć każdy byłby jeszcze bardziej idiotyczny. Ale dziś w Polsce wszystko jest możliwe. Dlatego puenta jest prosta – bez zamachu stanu, w obowiązującym stanie prawnym, rządzącym pozostaje dalej marzyć o przejęciu TK. A to wyraźnie zmierza w kierunku zamachu. Choć do momentu, kiedy dziś rano usłyszałem wywiad ministra Berka po wyjściu z sejmowej komisji sprawiedliwości spodziewałem się, że rząd przynajmniej zmieni płytę z uzasadnieniem. Ale nie. Znów te same bzdury. Podstawą mają być wyroki trybunałów międzynarodowych. Może zaskoczę czytelnika, ale ja naprawę miałem dobre zdanie o poziomie merytorycznym dr Berka. Jednak po jego wypowiedzi musze znów publicznie przypomnieć, że to Prezes TK ma rację. Żadne orzeczenie żadnego trybunału międzynarodowego nie stanowi podstawy do działania organu państwa. Przynajmniej w Polsce. Kandydat na sędziego mógłby znać Konstytucję. Owszem, jest państwowym zobowiązaniem, ale wskazuje wyłącznie cel. Realizując je organy państwa działają na podstawie i w granicach prawa krajowego. I to pod warunkiem, że taki cel jest zgodny z Konstytucją. Inaczej trzeba wcześniej zmienić to prawo, a nawet Konstytucję. A to już przekracza zakres obowiązku państwa, bo to decyzja polityczna.
I żeby zakończyć ten spektakl nt. skuteczności postanowienia tymczasowego ETPC. Każdego, kto je przywoła dziennikarze powinni pytać o wskazanie w Konwencji o ochronie praw człowieka przepisu wskazującego, że ETPC mógł je wydać. Nie ma go, bo to przykład pełzającego rozciągania kompetencji. Podstawę sam ETPC wprowadził dla siebie do Regulaminu wewnętrznego. A tylko tekst Konwencji wiąże Polskę. Zresztą nawet gdyby je uznać za wiążące prawnie, to ewentualne zasady realizacji opisałem powyżej.
I na koniec powiem tak. Prawo pokazuje, że rządzący mogą Prezesa TK tylko poprosić o ustąpienie. Jednak właśnie dlatego i widząc tę cała desperację polityczną, Prezesowi TK proponuję, by złożył publiczne oświadczenie, że nie zamierza popełnić samobójstwa w najbliższym czasie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
