Prosto zygzakiem Cóż, to niestety smutna prawda: dziś w Polsce pewnie łatwiej o prawnika, a choćby i adwokata pracującego pro bono – czyli za darmo – dla swego klienta, niźli o lekarza leczącego pro bono swego pacjenta.
To ponure zderzenie z rzeczywistością dla wszystkich, którzy wychowali się na doktorze Judymie i profesorze Wilczurze, a teraz nie ma dnia, żeby nie dowiadywali się o kolejnych „doktorach Kacprzykach” z coraz to innych szpitali w Polsce, którzy bezlitośnie wysysają z nich (czyli z tych szpitali, a w rzeczy samej – z utrzymujących je podatników pacjentów) co roku po ponad milion albo i po ponad dwa miliony złotych i w dodatku w skali kraju są ich grube tysiące. Choć, chcę wierzyć, znacznie, znacznie „grubsze” tysiące z oddaniem wciąż nas leczą bez oglądania się na bajońskie zarobki.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
