Drodzy Czytelnicy! Dziękujemy za wszystkie Państwa listy i e-maile. Przypominamy, by korespondencję elektroniczną kierować na adres: [email protected].
Netflix i jego „Lala”
Jest taka rozmowa Wokulskiego z Wąsowską wyjaśniająca drobną literówkę w powyższym tytule. Zacytujmy: „A więc co sama pani powiedziałaby o mnie, gdybym ja na przykład nazywał się nie Wokulski, ale – Wolkuski i za pomocą tak małego przestawienia liter zdobył życzliwość nieboszczki prezesowej, wcisnął się do jej domu i tam miał honor poznać panią?
Na ruchliwej twarzy pani Wąsowskiej odmalowało się uczucie wstrętu”.
Nawet dla odbiorców słabo znających powieść Prusa po pierwszym odcinku serialu Netflixa staje się oczywiste, że to nie „Lalka”. Wystarczą czerwone ręce – w oryginale to oczywiście Syberia, poświęcenie dla ojczyzny, w serialu zaś – bycie podpalaczem, właściwie zwyczajnym przestępcą.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
