Katastrofą staje się często dopiero w zetknięciu z tym, co sami zbudowaliśmy: miastami w miejscach zalewowych, wyciętym lasem, brakiem retencji, biedą, chaotyczną urbanizacją
Nazwa brzmi jak tytuł kolejnej produkcji katastroficznej. „Godzilla El Niño” – potwór budzący się gdzieś na Pacyfiku, aby późną jesienią ruszyć na Amerykę Południową. Nauka nie zna jednak takiego terminu. Meteorolodzy mówią o El Niño, potężnym zjawisku bezpośrednio wpływającym na anomalie pogodowe, temperaturę i opady na całej Ziemi.
Ten kaprys Pacyfiku rodzi się nad równikowym Pacyfikiem, kiedy słabną pasaty, a jego niezwykle ciepłe wody przesuwają się ku wybrzeżom Peru i Ekwadoru. Z głębin przestaje wówczas wypływać chłodna, bogata w składniki odżywcze woda, która od wieków karmi jedno z najzasobniejszych łowisk świata. Ryby odchodzą, morze pustoszeje, za to nad rozgrzanym oceanem gromadzą się potężne masy wilgoci. Wkrótce niebo nad suchym zwykle wybrzeżem Ameryki Południowej otwiera swoje hamulce.
