Ukrył czołg, potrącił pieszego, krył majątek. Wicedyrektor szpitala wyrzucony z KO

Ukrył czołg, potrącił pieszego, krył majątek. Wicedyrektor szpitala wyrzucony z KO

Dodano: 
Logo Koalicji Obywatelskiej, zdjęcie ilustracyjne
Logo Koalicji Obywatelskiej, zdjęcie ilustracyjne Źródło: PAP / Albert Zawada
Zarząd Koalicji Obywatelskiej wyrzucił z partii Mateusza Hena - wicedyrektora szpitala, wokół którego wybuch wielki skandal.

Mateusz Hen, pełniący funkcję zastępcy dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Powiatowym w Gnieźnie, został najpierw zawieszony, a następnie usunięty z Koalicji Obywatelskiej. Szpital również zakończył z nim współpracę na stanowisku wicedyrektora.

Skandal w szpitalu

Powodem były informacje ujawnione przez Wirtualną Polskę. Hen, mimo że był chirurgiem i nadzorował m.in. oddział dziecięcy, miał sądowy zakaz leczenia osób nieletnich. Wynikało to z prawomocnego wyroku za pobicie dorosłego mężczyzny, a zakaz został nałożony na podstawie tzw. ustawy kamilkowej. W praktyce oznaczało to, że gdy podczas jego dyżuru pojawiało się dziecko, musiało zostać skierowane do innej placówki.

Według WP Hen miał co najmniej siedem prawomocnych wyroków karnych, m.in. za udział w mafii paliwowej, pobicie, fałszowanie dokumentacji medycznej oraz oszustwa podatkowe związane z VAT. Wszystkie te wyroki zostały już zatarte.

Były członek KO miał wielokrotnie do czynienia z polskim wymiarem sprawiedliwości. Mateusz Hen wspólnie z innymi osobami wprowadził na rynek ponad 3,5 miliona litrów podrobionej ropy, fałszowali przy tym dokumenty. W przeszłości ukrywał przed komornikiem... czołg. Gdy ogłaszał upadłość konsumencką, próbował zataić przed sądem, że posiada taki pojazd.

Szokujące wyniki audytu w Warszawskim Szpitalu Południowym

W Warszawskim Szpitalu Południowym przeprowadzono audyt. 5 sierpnia prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przekazał, że audyt pokazał dyżury po 48, 60, 72 godzin bez przerwy. Rekord w Szpitalu Południowym został odnotowany na 110 godzin, czyli prawie pięć dób.

– Po pierwsze: funkcja koordynatora SOR, kluczowa dla ustaleń audytu, ta funkcja po prostu nie istniała, takiego stanowiska nie było w regulaminie organizacyjnym szpitala. Szpital przez półtora roku płacił za funkcję, której formalnie nie było w strukturze – mówił.

Jako drugą sprawę wymienił stawkę, która – jak powiedział – szybko rosła.

– Z 230 zł za godz. do 300 zł, później 330 zł, więcej niż zarabiali doświadczeni specjaliści, a mówimy o młodym lekarzu, który był na drugim roku specjalizacji – wyjaśnił, dodając, że w dokumentach nie wskazano uzasadnień do tych podwyżek.

Trzecia kwestia, którą wymienił Rafał Trzaskowski to fakt, że "szpital miał z tym lekarzem ważną umowę, a mimo tego rozpisał konkurs i dał lekarzowi kolejną umowę z wyższą stawką".

– Rzecz czwarta – ten sam człowiek miał jeszcze jedną umowę na 10 tys. zł miesięcznie, na czynności, które częściowo pokrywały się z jego dyżurami – powiedział. Dodał, że nie wskazano rozdzielenia obowiązków wykonanych w ramach konkretnej umowy, dlatego "jest realne ryzyko, że za to samo płacono dwa razy".

Piąta sprawa, którą wykazał audyt, to – jak mówił prezydent Warszawy – "koordynator SOR miał dostęp do szpitalnych kamer, a szpital nie prowadził żadnych rejestrów kto miał dostęp i kto z niego korzystał".

– W końcu rzecz szósta: szpital miał elektroniczny system wejść i wyjść, karty monitorujące każde przekroczenie progu i w ogóle z niego nie korzystał przy rozliczaniu lekarzy. Płacono na podstawie grafików i oświadczeń lekarzy, czyli na słowo – podkreślił.

Czytaj też:
Kacprzyk nie może znaleźć pracy. Kolejne szpitale odmawiają bohaterowi afery
Czytaj też:
Doktor Kacprzyk kontra doktor Judym

Źródło: Wirtualna Polska
Czytaj także