Pani Beata od dłuższego czasu nie podróżowała koleją. W środę jechała jednak na szkolenie medyczne. Pasażerka znajdowała się w ostatnim wagonie pociągu, który uległ poważnemu wypadkowi.
W momencie zderzenia kobieta znajdowała się w ostatnim wagonie i piła kawę. "Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie" – relacjonowała w rozmowie z "Super Expressem". Pociąg zatrzymał się, a wagon zaczął przechylać się na prawą stronę. "Torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę" – wspominała.
Ruszyła na pomoc poszkodowanym
W wagonach zapanował chaos. Pasażerowie próbowali zorientować się w sytuacji i bezpiecznie wydostać ze składu. Pani Beata, która ma doświadczenie jako opiekun medyczny, zamiast czekać na przyjazd służb, zaczęła pomagać innym.
Zajęła się m.in. kobietą mającą problemy z oddychaniem. "Zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć" – opowiadała. Dopiero po opuszczeniu pociągu zobaczyła skalę zniszczeń. "Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł" – relacjonowała. Wśród poszkodowanych znajdowała się również siostra zakonna z poważnym urazem nogi. Pasażerowie próbowali zatamować krwawienie do czasu przyjazdu ratowników.
"Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wsiądę do pociągu"
Choć pani Beata pomagała innym bezpośrednio po katastrofie, sama przyznaje, że wydarzenie mocno odbiło się na jej poczuciu bezpieczeństwa.
"Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wsiądę do pociągu. Mam nadzieję, że tak i uda mi się pokonać strach, bo zawsze bardzo lubiłam widoki za oknem, stukot kół na szynach. Ale teraz naprawdę nie wiem" – powiedziała.
Okoliczności katastrofy w Sokolnikach Suchych wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Radomiu. Śledczy dokumentują zniszczony skład i zabezpieczają materiał, który ma pozwolić odtworzyć przebieg zdarzenia.
Po wypadku ruch na linii kolejowej nr 22 został wstrzymany, a PKP Intercity uruchomiło komunikację zastępczą. Utrudnienia mogą potrwać kilka dni.
Czytaj też:
Maszyniści będą zwalniać do 20 km/h. Protest po katastrofie
