Na pytanie, dlaczego przedstawiciele izraelskich elit pozwalają sobie zarówno na słowa, jak i czyny natury depopulacyjnej względem Gazy i Palestyńczyków, a teraz także w Libanie, najprostsza odpowiedź brzmi: bo mogą. Ma się rozumieć, ta prosta konstatacja nie tłumaczy, dlaczego mogą, ponieważ mało kto na tym padole może sobie dość bezkarnie pozwalać na deklaracje, a tym bardziej na działania, które spora część ludzi na świecie odbiera jako dokonywanie lub przynajmniej propagowanie ludobójstwa, zresztą instynktownie obcego naszym fundamentom cywilizacyjnym.
„Nieludzie” według Ben-Gwira
Fatalny prym pod tym względem, w dyskursie, ewidentnie zorientowany na część izraelskiego elektoratu (a przypomnijmy, że w październiku mają odbyć się wyboru do Knesetu), wiedzie minister bezpieczeństwa narodowego Izraela, Itamar Ben-Gwir. To on w sierpniu deklarował wprost, co najwyraźniej politycznie mu się opłaca: „Myślę, że w Gazie powinny być przeprowadzane ukierunkowane zamachy: po 30–40 każdej nocy. I nie tylko na tych, którzy stanowią bezpośrednie zagrożenie. Są tam ludzie, którzy nie zasługują na życie. Nie powinni żyć. To nawet nie są ludzie”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
