W parlamencie trwają prace nad poselskimi projektami zmian ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Każdy z nich przewiduje, w mniejszym lub większym stopniu, restrykcje w dostępności alkoholu i w zasadach jego promocji. Oba projekty wpłynęły do Sejmu tego samego dnia, we wrześniu 2025 roku. Po pierwszym czytaniu – w styczniu 2026 – zostały one skierowane do prac w Komisji Zdrowia, a następnie w podkomisji. Ostatecznie za projekt wiodący przyjęto projekt Lewicy, który został uzupełniony o część propozycji z projektu Polski 2050. Projekt z poprawkami przeszedł do drugiego czytania. Co ciekawe, w projekcie ustawy słowo "bezalkoholowe" i jego odmiany pojawiają się 36 razy, "piwo" 26 razy, a "wódka" jeden raz, co wywołuje kontrowersje i stawia pytania o rzeczywisty cel projektodawców.
W efekcie w przyjętym przez podkomisję projekcie znalazły się pomysły tak radykalne, że wprowadzając je Polska nie tylko trafiłaby do grupy krajów z najbardziej antyalkoholową polityką, ale dodatkowo rozpoczęlibyśmy krucjatę walki z piwem na skalę nieznaną na innych rynkach. Lekarze i terapeuci od lat wskazują, że głównym problemem w Polsce są mocne alkohole, których symbolem stały się "małpki", a więc małe butelki wysokoprocentowego trunku dostępne w każdym sklepie i kupowane od rana. Tymczasem projekty skupiły się na walce z piwem bezalkoholowym.
Pod koniec lipca sejmowa Komisja Zdrowia przyjęła sprawozdanie podkomisji w sprawie projektów poselskich dotyczących polityki antyalkoholowej. Dokument został skierowany do drugiego czytania. Dzisiaj zajął się nim Sejm.
Grzegorz Napieralski z Koalicji Obywatelskiej, który był przewodniczącym podkomisji podkreślił dziś w Sejmie, że nowelizacja dotyka "rzeczy najważniejszej, a więc zdrowia". – Alkohol nie jest zwykłym towarem i szkody z jego nadużywania widzimy w wielu miejscach codziennie. Obecna ustawa nakłada obowiązek przeciwdziałania negatywnym skutkom alkoholu. Oba projekty wzmacniają te przepisy i zmierza do tego, by uregulować ten rynek. Przepisy, które były przygotowane wiele lat temu, nie przystają do obecnych wyzwań. Potrzebne są nowe i bardzo dobre przepisy, które będą regulowały dostęp do alkoholu. Okazuje się, że liczne badania pokazują, że 70-80 proc. społeczeństwa chce ograniczenia spożycia alkoholu – wskazywał.
Walka z alkoholem. Co zatem z "małpkami"?
Tyle, że choć pozornym celem projektów ustaw jest walka z rosnącym spożyciem alkoholu, to jej zapisy mogą budzić poważne zastrzeżenia i skłaniać do pytań o rzeczywisty zamiar. Podczas dyskusji posłowie wprost wskazywali, że projekt uderza w branżę piwowarską i piwa bezalkoholowe, ale za to całkowicie pomija kwestię tzw. małpek, czyli mocnych alkoholi w małych opakowaniach, które są silnie uzależniające. W efekcie, jak mówili, byłby to ogromny paradoks, gdyby w ustawie antyalkoholowej uderzono w piwa bezalkoholowe, po które sięgają Polacy, a oszczędzono mocne alkohole w postaci "małpek".
– Najbardziej uzależniającym elementem są małpki. Codziennie kupowanych jest trzy miliony sztuk. Musimy je zlikwidować. Składamy tu poprawkę o wprowadzenie zakazu produkcji i sprzedaży małpek w Polsce. Poprzemy tę ustawę, ale trzymamy ustawodawców za słowo, że będą przepisy zakazujące sprzedaży małpek – wskazywał Patryk Wicher z PiS.
Janusz Cieszyński z klubu Rozwój Plus wskazywał zaś, że "zarzuty dot. jednostronności regulacji mogą być wytrącone tylko w jeden sposób, a więc poprzez przygotowanie ustawy, która uderzy także w drugą stronę, a więc w małpki". – To bardzo ważne ze względu transparentności – mówił.
Kowalski: Kto pisał tę ustawę? Narracja lobby spirytusowego
Dużo mocniej w sprawie projektu ustawy wypowiedział się Janusz Kowalski, poseł niezrzeszony, który zarzucił autorom projektu działanie w interesie lobby spirytusowego. – Do tej pory istniał konsensus pomiędzy branżami, ale te dwa projekty Polski 2050 i Lewicy szły po linii narracji lobby spirytusowego. Uderzanie w piwa bezalkoholowe doprowadzi do tego, że wzrośnie spożycie alkoholu. Jeśli Polacy wybierają piwa bezalkoholowe, a wy chcecie zniszczyć ten sektor, to takie będą takie skutki. Ta ustawa idzie za daleko i zagłosuję za wnioskiem o jego odrzucenie. Potrzebna jest ustawa, ale z daleka od lobby, które uderzy chociażby w rolników i samorządy. Proponujecie de facto lokalnych wydarzeń, bo nie będzie można ich promować. Pytanie, kto napisał tę ustawę? Tropy prowadzą do tych wszystkich fundacji, które nagle zajęły się kampaniami dot. piwa zero procent. To pytanie do służb – grzmiał z mównicy.
Za zakazem "małpek" opowiedziała się także Marcelina Zawisza z Razem. – To projekt, który idzie w bardzo dobrą stronę, ale będziemy składać poprawki. Ustawa reguluje kwestie promocji, ale potrzebujemy też ceny minimalnej, ponieważ inaczej obejście tego zakazu byłoby bajecznie proste. Tego typu rzeczy będą się działy. Druga rzecz, która jest kluczowa to rezygnacja z małpek. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, kiedy widzimy, ile tych małpek leży na ziemi. Z danych wynika, że małpki są zmorą społeczeństwa. Sprzedawcy mówią wprost, że rano ludzie ustawiają się, by kupić małpki. Musimy zrezygnować ze sprzedaży małpek – mówiła.
Poprawkę ws. zakazu sprzedaży "małpek" zapowiedział też Norbert Pietrykowski z klubu Centrum. – Ta ustawa idzie w dobrym kierunku, ale mamy pewne wątpliwości. Stawiamy taką tezę, że jak mamy problem, a mamy problem z nadmiernym spożyciem alkoholu, to wprowadzamy od razu zakazy. Jednocześnie wiemy, że te zakazy nie do końca działają. Co działa? Przede wszystkim profilaktyka. Dochodzimy do wniosku, że chcemy zakazać spożycia, a nie chcemy się zastanowić, jak zniechęcić do spożycia (...) Jeśli chodzi o branżę alkoholową, to musimy uważać, by nie wylać dziecka z kąpielą. Te przepisy postawią w bardzo trudnej sytuacji restauratorów, czy małe browary rzemieślnicze. Słyszę czasami, że dajemy czas na dostosowanie się, ale co to tak naprawdę znaczy? To czas na zwinięcie się? Ta ustawa uderza przede wszystkim w producentów niskoprocentowych alkoholi. To jest też branża i gospodarka. Jeśli chodzi o decyzję, to podejmiemy ją w głosowaniu, ale mamy poprawkę, której celem jest zakaz sprzedaży detalicznej alkoholu powyżej 18 proc. w opakowaniach nie przekraczających 300 mililitrów, czyli tzw. małpek – mówił.
Z kolei Witold Tumanowicz z Konfederacji stwierdził, że te przepisy w ogóle nie są potrzebne, a jego klub będzie wnioskował o odrzucenie ustawy. – Te przepisy nie są potrzebne. Oczywistym jest, że warto eliminować problem alkoholizmu, ale te ustawy nie idą w tym kierunku. One są efektem brutalnej walki producentów co do tego, jak ma wyglądać rynek alkoholowy. Całość tej ustawy jest po prostu do odrzucenia, stąd nasz wniosek, choć będziemy składać też własne poprawki. Dobrze, że wypadło kilka głupot, jak np. zakaz sprzedaży alkoholu na stacji, czy ograniczające sprzedaż przez internet – mówił.
Podczas dyskusji w Sejmie pojawiał się również argument, że powstanie nowy projekt w sprawie zakazu sprzedaży "małpek". Problem w tym, że Ministerstwo Zdrowia od wielu miesięcy zapowiadało ten projekt, ale do dzisiaj go nie ma. W podobnym duchu wypowiadała się zresztą poseł Joanna Wicha z Lewicy, która deklarowała, że nowy projekt zawierający zapisy dot. małpek pojawi się "jak najszybciej". Tyle, że musiałby on przejść całą procedurę legislacyjną od początku. Warto dodać, że nad obecnym projektem pracowano rok, a proces wciąż nie jest zakończony, więc tym bardziej szanse, że nowy projekt, którego jeszcze nie ma, miałby być przeprocedowany do końca kadencji wydają się zerowe. Zwłaszcza, że do tego należy jeszcze dodać notyfikację unijną.
Jeżeli jednak poseł Wicha mówi o nowym projekcie, to pytanie, dlaczego na etapie prac podkomisji temat ten nie został włączony, a byłby już po notyfikacji? Poseł Wicha, wraz z poseł Tomczak otwarcie mówią o tym, że poprawka z "małpkami" może spowodować, iż tej ustawy nie będzie w tej kadencji, a jednocześnie mówią, że zdążą uchwalić całkiem nowy projekt. Czy da się to pogodzić? Nie. To de facto próba utrącenia zakazu sprzedaży "małpek". Trudno nie odnieść wrażenia, że obie posłanki kluczą w sprawie "małpek" i pomimo ogromnej zgodności wśród posłów, próbują rozmyć temat, obiecując nowy projekt w bliżej nieokreślonej przyszłości, co na pewno nie daje szans na wejście zakazu w życie.
Kontrowersyjne zapisy w projektach
Kwestia piwa bezalkoholowego nie jest jedyną, która budzi emocje. Przykładów absurdalnych zapisów w projekcie ustawy jest wiele. Przykładowo definiuje on reklamę alkoholu tak szeroko, że łapie się w nią zwykłe wyposażenie ogródka gastronomicznego. Za taką „reklamę" grozi grzywna od 30 tysięcy do miliona złotych. Nowe brzmienie przepisów zabrania też np. informowania o sponsorowaniu „imprez sportowych, koncertów muzycznych oraz innych imprez masowych" gdziekolwiek poza wnętrzem gazet, zaproszeniami, biletami, plakatami i tablicami przy samej imprezie. Sponsor, o którym nie wolno powiedzieć, przestaje mieć powód, żeby płacić. Na piwnym sponsoringu stoi tymczasem spora część letniej sceny muzycznej, od Męskiego Grania po Pol'and'Rock, i około 100 milionów złotych rocznie w polskim sporcie.
Projekt uchyla też przepisy, na którym opierają się wieloletnia praktyka wyposażania lokali przez browary. Parasole, szkło i urządzenia z logo będą mogły być używane najpóźniej do końca 2027 roku. Branża szacuje wymianę na kilkadziesiąt tysięcy złotych na lokal, przy ponad stu tysiącach lokali w kraju. Ile to razem kosztuje, nie wiadomo, bo projekt nie ma oceny skutków dla gastronomii. Środowisko broni się samo: pod petycją #ZostawcieOgrodki, uruchomioną przez Izbę Gospodarczą Gastronomii Polskiej, podpisało się ponad tysiąc osób.
KE mówi "stop"
Okazuje się jednak, że wprowadzanie tego typu zakazów, które postulują Lewica i Polska 2050, może się okazać niełatwe, ponieważ mogą one ograniczać swobodę działalności gospodarczej firm zaangażowanych w produkcję, handel hurtowy i detaliczny napojami alkoholowymi. I to na poziomie nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej.
Węgry w swojej opinii wskazały na potencjalne naruszenie art. 34 TFUE oraz zarzuciły projektodawcom niedostateczną analizę skutków regulacji. "Uzasadnieniu państwa członkowskiego powinna towarzyszyć analiza odpowiedniości i proporcjonalności środka przyjętego przez to państwo, a także dokładne dane na poparcie jego argumentacji" – czytamy w węgierskiej opinii.
Na możliwe naruszenie zasady swobodnego handlu wskazuje też rząd rumuński. W swojej opinii zauważa, że proponowane ograniczenia mogą wprowadzać "ukryte ograniczenie w handlu między państwami członkowskimi, prowadząc do fragmentacji jednolitego rynku". W opiniach składanych do projektów posłów Lewicy i Polski 2050 wskazuje się też na unijną zasadę legislacyjną, według której należy rozważać osiągnięcie zamierzonego celu środkami innymi niż tylko zakazy i restrykcje.
Co ciekawe, pomimo tego, że zastrzeżenia zgłosiły rządy kilku krajów oraz Komisja Europejska, strona polska nie udzieliła odpowiedzi na te uwagi. Tymczasem posłanka Joanna Wicha z Lewicy podczas obrad komisji zdrowia twierdziła, że wszystkie procedury zostały dochowane. Okazało się że jest to nieprawda. Lewica nie udzieliła odpowiedzi licząc że uda się w sejmie przeforsować projekt pomimo sprzeciwu krajów UE.
