Sprawa została opisana pod numerem LK-2026-001 przez holenderską komisję zajmującą się oceną przypadków późnego przerwania ciąży oraz aktywnego zakończenia życia noworodków i dzieci.
Dziecko w chwili śmierci miało niespełna 24 miesiące. Urodziło się przedwcześnie, w 26. tygodniu ciąży, podczas zagranicznego wyjazdu rodziców. Późniejsze badania wykazały rozległe uszkodzenie mózgu. W wieku ośmiu miesięcy zdiagnozowano u niego także dziecięce skurcze padaczkowe. Jego rozwój pozostawał bardzo poważnie zaburzony.
Gdy zbliżało się do drugich urodzin, jego wiek rozwojowy oceniano na około sześć tygodni. Nie rozwinęła się mowa, a uszkodzenia mózgu spowodowały również poważne problemy ze wzrokiem. Komisja wskazała, że wszystkie obszary funkcjonowania dziecka były ciężko upośledzone i nie było perspektyw na poprawę jego stanu.
Rodzice poprosili o zakończenie życia dziecka
Wraz z pogarszaniem się stanu dziecka rodzice zwrócili się do lekarza z prośbą o zakończenie jego życia.
Decyzja nie została podjęta od razu. Lekarz prowadzący zwrócił się o dodatkowe konsultacje do specjalistów spoza własnego regionu. Zgodzili się oni co do nieodwracalności stanu dziecka, jednak początkowo pojawiły się różnice dotyczące oceny jego cierpienia.
Pierwsi konsultanci nie byli przekonani, że można już stwierdzić, iż cierpienie jest nie do zniesienia i nie ma możliwości jego złagodzenia. Wskazywali m.in. na dalszą opiekę paliatywną oraz możliwość zastosowania innego leczenia napadów padaczkowych.
Lekarz zastosował dodatkową farmakoterapię. Według dokumentacji leczenie nie przyniosło jednak oczekiwanej poprawy, a działania niepożądane zwiększyły dolegliwości dziecka, dlatego zostało przerwane.
Po kolejnej konsultacji medycznej uznano, że nie istnieje rozsądna alternatywa pozwalająca usunąć cierpienie dziecka.
Komisja ostatecznie stwierdziła, że biorąc pod uwagę całokształt chorób, bardzo ograniczoną możliwość doświadczania pozytywnych aspektów życia oraz prognozowane dalsze pogarszanie się stanu, lekarz mógł dojść do przekonania, że cierpienie było beznadziejne i nie do zniesienia.
Dziecko zostało najpierw wprowadzone w stan snu
Za zgodą rodziców lekarz przeprowadził procedurę zakończenia życia.
Jak wynika z opublikowanej dokumentacji, dziecko zostało najpierw wprowadzone w stan snu. Komisja szczegółowo przeanalizowała sposób przeprowadzenia procedury i ostatecznie uznała, że lekarz działał zgodnie z wymogami należytej staranności.
Holenderskie regulacje obejmujące dzieci od pierwszego do 12. roku życia obowiązują od 1 lutego 2024 roku. Dotyczą niewielkiej grupy nieuleczalnie chorych dzieci znajdujących się w terminalnej fazie choroby, które cierpią w sposób nie do zniesienia i bez perspektyw poprawy, a opieka paliatywna nie daje już rozsądnej możliwości przerwania cierpienia.
Decyzję podejmuje lekarz wspólnie z rodzicami, a jeśli pozwala na to stan i wiek dziecka – również po konsultacji z nim. Musi zostać ustalone, że nie istnieje rozsądna alternatywa dla zakończenia życia.
Sprawą zajmie się jeszcze prokuratura
Pozytywna ocena komisji nie kończy formalnej procedury. Aktywne zakończenie życia pozostaje w Holandii co do zasady czynem zabronionym. W przypadku dzieci w wieku od roku do 12 lat sprawa jest przekazywana do prokuratury, która dokonuje własnej oceny prawnej działania lekarza.
Holenderska prokuratura wyjaśnia jednak, że opinia komisji ma duże znaczenie dla dalszego postępowania. Jeżeli lekarz działał z należytą starannością, wszczęcie śledztwa karnego jest mało prawdopodobne.
Sprawa jest pierwszym opublikowanym przypadkiem zastosowania rozszerzonych w 2024 roku zasad wobec dziecka w wieku od roku do 12 lat. Tym samym regulacja, która od początku wywoływała w Holandii spór etyczny i prawny, po raz pierwszy znalazła praktyczne zastosowanie w tej grupie wiekowej.
