W tym tygodniu na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się publiczna obrona rozprawy doktorskiej Jakuba Wiecha, publicysty specjalizującego się w energetyce. Praca nosi tytuł "Wpływ instytucji i prawa Unii Europejskiej na bezpieczeństwo rynku gazu ziemnego w Polsce w latach 2004-2019".
Wiech nie uzyskał stopnia doktora. W głosowaniu komisji trzy osoby były za przyjęciem uchwały, trzy przeciw, a cztery wstrzymały się od głosu.
OSW: Duże fragmenty skopiowane z analiz
W piątek do sprawy włączył się Ośrodek Studiów Wschodnich. Instytucja poinformowała, że porównała rozprawę Wiecha z tekstami publikowanymi wcześniej przez ekspertów OSW. "Przyjrzeliśmy się pracy doktorskiej Pana Jakuba Wiecha. Zawiera duże fragmenty skopiowane z analiz OSW, bez zmian i podania źródła (łącznie to 2,5 proc. jego pracy)" – przekazał Ośrodek.
OSW opublikował również porównanie wskazanych fragmentów i poinformował o skierowaniu pisma w tej sprawie do Uniwersytetu Warszawskiego. Kontrowersje wokół rozprawy zaczęły się jeszcze przed obroną. Tomasz Swaczyna, prezes Instytutu Analiz i Ekspertyz Gospodarczych, opublikował krytyczną analizę pracy. Zarzucał jej m.in. problemy metodologiczne, błędy w przypisach oraz wykorzystanie cudzych treści bez właściwego oznaczenia. Wiech zapowiadał wówczas, że szczegółowo odniesie się do zarzutów podczas obrony.
Wiech odpowiada: Komisja znała te zarzuty
Po komunikacie OSW Jakub Wiech opublikował własne stanowisko. Podkreślił, że kwestia wskazanych zapożyczeń była znana komisji jeszcze przed obroną. "Zarzuty dokładnie w tym zakresie zostały przesłane komisji doktorskiej na kilka dni przed obroną, odniosłem się do nich obszernie podczas obrony, wskazując na błąd w postaci braku cytowania materiału, odnosiła się do nich także komisja" – napisał.
Jak dodał, członkowie komisji znali zarzuty oraz jego wyjaśnienia. "Wnoszę, że gdyby sprawa była jednoznaczna, to i głosowanie byłoby jednoznaczne, a takie nie było" – stwierdził. Wiech zaznaczył również, że w innych miejscach rozprawy wielokrotnie powoływał się na analizy OSW oraz ich autorów.
Publicysta odniósł się również do kwestii kontroli antyplagiatowej. Jak twierdzi, przed obroną nie miał dostępu do raportu z badania pracy. "Poprosiłem tuż po obronie promotora o dostęp do raportu antyplagiatowego; badanie systemem przeprowadza promotor i taki fragment powinien być z łatwością wyłapany, a praca powinna zostać zwrócona do poprawki. Nie została; promotor zaakceptował wynik badania nie zgłaszając uwag. Ja do raportu dostępu przed obroną nie miałem" – napisał Wiech.
Już bezpośrednio po obronie publicysta podkreślał, że jego rozprawa przeszła badanie Jednolitym Systemem Antyplagiatowym i uzyskała trzy pozytywne recenzje.
"Sytuacja wynika z błędu, nie z intencji"
Wiech zdecydowanie odrzuca interpretację, zgodnie z którą świadomie zdecydował się wykorzystać cudzy materiał bez właściwego oznaczenia.
"Musiałbym być pozbawiony instynktu samozachowawczego łakomiąc się na takie zapożyczenie 2,5% pracy, pisząc samodzielnie pozostałe 97,5%. To jest sprzeczne z jakąkolwiek logiką. Sytuacja wynika z błędu, nie z intencji i zamiaru, co też podnosiłem na obronie" – przekonuje. Publicysta zapowiedział również, że odpowie na pismo Ośrodka Studiów Wschodnich, jeśli zostanie mu ono przekazane.
