W ostatnich napięciach geopolitycznych – wśród wielkich emocji wzbudzanych przez zmierzch obecnego ładu międzynarodowego – najbardziej rzucają się w oczy wątki militarne i surowcowe: ropa w Wenezueli, metale rzadkie na Grenlandii. Ale za tym wszystkim, obok oczywistej rywalizacji mocarstw, stoją konkretne pieniądze i konkretni ludzie. Kiedy Miriam Adelson wpłaca 100 mln dol. na kampanię Donalda Trumpa – ten idzie na całość na rzecz Izraela. Kiedy amerykańscy miliarderzy inwestują w surowce Grenlandii – prezydent USA grozi jej aneksją. A w Białym Domu padł rekord – ponad 10 miliarderów steruje teraz Ameryką, formalnie wciąż republiką, w praktyce: sojuszem tronu z kapitałem.
W pewnym sensie koligacja wielkiego kapitału i władzy jest zjawiskiem starym jak świat imperiów, potrzebnym do podtrzymania fundamentów mocarstw, choć nazywany po imieniu – oligarchią – nie budzi najlepszych skojarzeń.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
