Poniedziałek (31 sierpnia) był ostatnim dniem obowiązywania pakietu Ceny Paliwa Niżej, czyli obniżonej, 8-proc. stawki VAT i maksymalnych cen benzyny oraz oleju napędowego. Litr Pb95 kosztował maksymalnie 6,64 zł, Pb98 – 7,46 zł, a litr diesla – 7,31 zł.
Szturm kierowców chcących zdążyć zatankować przed podwyżką spowodował, że w Zakopanem i okolicznych miejscowościach zabrakło paliwa, a niektóre stacje zostały zamknięte.
Koniec akcji CPN. Ceny paliw wystrzeliły
W nocy z poniedziałku na wtorek (1 września) skończyła się rządowa tarcza, a ceny benzyny i oleju napędowego wzrosły średnio o złotówkę na litrze.
Program CPN miał złagodzić drastyczny wzrost cen paliw związany z wojną USA i Izraela z Iranem oraz blokadą cieśniny Ormuz, przez którą przechodzi jedna piąta światowego eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego LNG.
Maksymalne ceny paliw obowiązywały najpierw od marca do lipca br., a następnie przez dwa ostatnie tygodnie sierpnia.
Drogie tankowanie. Rządzący obwiniają prezydenta
Przedstawiciele rządu przekonują, że byłoby jeszcze taniej, gdyby prezydent Karol Nawrocki nie odesłał do Trybunału Konstytucyjnego ustawy wprowadzającej tzw. podatek od nadmiarowych zysków firm paliwowych.
Decyzję głowy państwa skrytykowali zarówno premier Donald Tusk, jak i minister finansów Andrzej Domański, oświadczając, że szacowane na 4 mld zł wpływy z tego podatku miały posłużyć sfinansowaniu programu CPN.
– Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek – wskazał Nawrocki.
Według MF obniżenie paliwowej stawki VAT na okres dwóch ostatnich tygodni wakacji kosztowało budżet państwa prawie 500 mln zł, a cały program CPN – 4,7 mld zł.
Czytaj też:
"A potem domaga się dotacji do prądu". Sikorski atakuje Nawrockiego
