10 września zaatakowany został rurociąg East-West, którym ropa z pól naftowych Arabii Saudyjskiej transportowana jest do portu nad Morzem Czerwonym. Instalacja, mogąca przesyłać około 7 mln baryłek dziennie, była jednym z najważniejszych sposobów ominięcia zablokowanej cieśniny Ormuz. Rurociąg został wyłączony.
Konsekwencje mogą odczuć również polscy kierowcy. Jak wskazuje Adam Sikorski, prezes Unimotu, już przed eskalacją sytuacja na rynku była trudna. "Ekonomia jest nieubłagana. Publikowana cena hurtowa oleju napędowego w piątek wynosiła z VAT-em już 8,95 zł za litr. Przy takim poziomie ceny hurtowej cena detaliczna powyżej 9 zł za litr może pojawiać się na kolejnych stacjach" – powiedział "Faktowi".
Ceny na stacjach reagują z opóźnieniem, ponieważ sprzedawane obecnie paliwo mogło zostać kupione wcześniej, po niższych cenach.
10 zł za litr coraz bliżej?
Dodatkowym problemem jest niewystarczająca liczba mocy rafineryjnych w Europie oraz wyłączenie części zakładów na Bliskim Wschodzie. Zdaniem Sikorskiego prowadzi to do rekordowych marż rafineryjnych.
"Naprawdę już jest bardzo blisko do tego, żeby w kraju paliwo było na poziomie 10 zł. I to nie jest niestety najbardziej pesymistyczny scenariusz" – ostrzega prezes Unimotu.
Do sytuacji odniósł się Orlen. Spółka zapewnia, że dysponuje zdywersyfikowanym portfelem dostawców i własnymi zasobami, dzięki czemu może reagować na zmiany na światowym rynku. Rząd może próbować łagodzić podwyżki poprzez zmiany podatkowe, np. dotyczące VAT lub akcyzy. Sikorski zwraca jednak uwagę, że sztuczne obniżanie cen może zwiększyć popyt w sytuacji ograniczonej podaży.
Najbardziej niepokojący jest jednak scenariusz, w którym problemem przestaje być sama cena. "W skrajnym scenariuszu nie koncentrowałbym się już na cenie. Znacznie poważniejszym problemem może stać się fizyczna dostępność paliw" – ostrzegł prezes Unimotu.
Czytaj też:
Fatalne wieści dla kierowców. "Diesel jeszcze podrożeje"
