FelietonyKukiz na równi pochyłej

Kukiz na równi pochyłej

Dodano

Paweł Kukiz jest człowiekiem o ogromnym temperamencie i dużych ambicjach. Rozumie nowoczesne media, mówi językiem jasnym dla młodych wyborców, zbudował duży ruch społeczny. Szkoda by było, gdyby teraz zaprzepaścił ten kapitał kilkoma niezręcznymi słowami, gestami, decyzjami.

W ubiegły poniedziałek Kukiz wyszedł ostentacyjnie ze studia telewizji Republika. Już na korytarzu skierował w stronę prowadzącej program Katarzyny Gójskiej-Hejke wyjątkowo wulgarne wyzwisko. W weekendowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” pozował zaś na okładce niczym rozpostarty na krzyżu Chrystus.

Desperacja i zdenerwowanie. Można to zrozumieć: jego ugrupowanie gwałtownie traci w sondażach, zamiast myśleć o współrządzeniu Polską, rockman zastanawia się dziś zapewne, czy ogóle dostanie się do Sejmu. Nie usprawiedliwia to jednak zachowania, które nie przystoi poważnemu politykowi, mężczyźnie oraz człowiekowi, który tak ochoczo odnosi się do Boga.

Historia zna przypadki, gdy sukces w polityce odnosili ekscentryczni muzycy, satyrycy, aktorzy. Przychodzili do telewizji w T-shirtach, na wiecach występowali w rozchełstanych koszulach, rzucali w swoich przeciwników mięsem. Kłócili się z dziennikarzami i chcieli „rozwalić system”. Zazwyczaj szybko zdobywali ogromną popularność, by wkrótce równie szybko ją stracić. „Partie protestu” prędzej czy później są zagospodarowywane przez wielkie, mocno zakorzenione formacje polityczne, które wprawdzie nie chcą niszczyć „systemu”, ale za to doskonale go rozumieją. Kukiz najpewniej nie do końca pojmuje, co tak naprawdę zamierza „rozwalić”, miota się i coraz częściej potyka o własne nogi. I dlatego jego polityczna kariera może się skończyć już 25 października.

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 36/2015
Cały artykuł dostępny jest w 36/2015 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ dtc
 0

Czytaj także