Prof. Matyja grzmi: To nie powinno mieć miejsca. To podwójne przestępstwo

Prof. Matyja grzmi: To nie powinno mieć miejsca. To podwójne przestępstwo

Dodano: 60
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / Tomasz Wojtasik
– W obliczu pandemii koronawirusa na rynku polskim i światowym pojawiło się wielu spekulantów, którzy znacząco zawyżają ceny chcąc się dorobić - nie boję się użyć tego stwierdzenia - na ludzkim cierpieniu i tragedii. Jest to niedopuszczalne i powinno być ścigane i bezwzględnie karane – mówi portalowi DoRzeczy.pl prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja.

Skierował pan apel do premiera o odwołanie wiceministra zdrowia Waldemara Kraski. Jest sens, aby dążyć do zmian personalnych w tak ciężkim okresie?

Prof. Matyja: Decyzja o ustosunkowaniu się do tego apelu w tej chwili zależy od premiera i ministra zdrowia. Apel o odwołanie był spowodowany nieprzemyślaną i wręcz nieprzyzwoitą wypowiedzią wiceministra, lekarza, której udzielił w radiowym wywiadzie. W chwili, kiedy toczy się walka z koronawirusem, a lekarze i cały personel medyczny są na pierwszej linii, była ona oburzająca. Wynikało z niej bowiem, że pracownicy medyczni bagatelizują procedury związane z koronawirusem wprowadzane w placówkach ochrony zdrowia. Zasugerował również, że niektórych - zwłaszcza starszych - pracowników medycznych cechuje nonszalancja w podejściu do tych procedur. Wiceminister Kraska zarzucił też, że część środowiska medycznego w ogóle nie wie o istnieniu procedur związanych z epidemią koronawirusa. Wypowiedź ta jest szkodliwa ze względów społecznych i mogła przyczynić się do wzmożenia paniki wśród naszych obywateli, ponieważ jednoznacznie oceniała pracowników ochrony zdrowia jako winnych rozprzestrzeniania się epidemii. Gdyby nie nasz apel, to pewnie nie usłyszelibyśmy słów „przepraszam” od pana ministra.

Z drugiej strony, coraz częściej słyszymy, że dyrektorzy szpitali nie informują pacjentów oraz załogi szpitala o tym, że ktoś w placówce uzyskał pozytywny wynik testu w kierunku koronawirusa.

Jako samorząd lekarski od samego początku apelowaliśmy o dostęp do środków ochrony zabezpieczenia lekarza i pacjenta oraz do testów. Środki zabezpieczenia osobistego, to nie luksus dla medyków, ale przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta i społeczeństwa. Nazwa „środki ochrony osobistej” może być mylnie interpretowana przez naszych pacjentów, że służy ochronie wyłącznie lekarza, a tak nie jest. Pamiętajmy - są to środki zabezpieczenia zapobiegające przenoszenia zakażenia na kolejną osobę, czyli środki zapobiegające transmisji choroby. To organizatorzy ochrony zdrowia powinni zapewnić te środki, ponieważ one służą nie tylko nam, ale i naszym pacjentom. Stąd też Narodowy Fundusz Zdrowia uruchomił specjalną infolinię służącą do alarmowego zgłaszania łamania procedur w podmiotach leczniczych.

W przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, którą podała posłanka Falej. Jej zdaniem „Agencja Rezerw Materiałowych wyceniła profesjonalne, francuskie maski ochronne na 10 zł za 1 sztukę. Po czym sprzedawała je prywatnej firmie, która dziś odsprzedaje je po ponad 100 zł za 1 sztukę”. Słyszał Pan o tym?

Trudno mi się odnieść do tej sytuacji. Czy są to prawdziwe informacje?

Kilka źródeł potwierdziło jej słowa.

Jeżeli tak, to na pewno należy je potępić, gdyż nie powinny one mieć miejsca. Jeżeli do niej doszło, to wyjaśnienie tej sprawy i wyciągnięcie odpowiednich wniosków leży po stronie organów ścigania, bo byłoby to podwójne przestępstwo: raz spekulacji, a drugi raz narażenia pracowników ochrony zdrowia.

Pozostając w temacie spekulacji cenowej, jaką uprawia część sprzedawców i pośredników od sprzętu medycznego. Może ktoś powinien się tym zająć? Zaraz się okaże, że ceny maseczek będą tak wysokie, iż Polak będzie wybierał między maseczką a jedzeniem.

W obliczu pandemii koronawirusa na rynku polskim i światowym pojawiło się wielu spekulantów, którzy znacząco zawyżają ceny chcąc się dorobić - nie boję się użyć tego stwierdzenia - na ludzkim cierpieniu i tragedii. Jest to niedopuszczalne i powinno być ścigane i bezwzględnie karane. Naczelna Izba Lekarska w ramach specjalnie uruchomionego funduszu na rzecz lekarzy i lekarzy dentystów sama pozyskuje te środki ochrony i też przedstawiano nam oferty kilkudziesięciokrotnie przewyższające wartość tych produktów. Jednak są też uczciwi przedsiębiorcy, którzy zamiast powiększać swój majątek, przedstawiają uczciwe ceny i z takich ofert korzystamy.

Część dziennikarzy wyrażała obawy, że znajomi polityków mają pierwszeństwo do wykonywania testów na obecność nowe koronawirusa. Docierają do pana takie głosy?

Do tej pory mieliśmy i nadal mamy problem z dostępem i kwalifikowaniem do testów, chociaż wiele w tej kwestii uległo zmianie. Apelowaliśmy o to już 12 marca, kiedy to Światowa Organizacja Zdrowia wpisała Polskę na listę krajów transmisyjnych, a wówczas zgodnie z zaleceniami testy powinny być wykonane u każdego pacjenta, niezależnie od wywiadu epidemiologicznego, u którego wystąpił co najmniej jeden z 3 objawów a więc kaszel, wysoka gorączka, problemy z oddychaniem.

4 kwietnia zostało podpisane zarządzenie prezesa NFZ, które przewiduje teoretyczne zwiększony dostęp do testów dla naszych pacjentów, a także personelu medycznego. Niestety, jest to teoria odbiegająca od rzeczywistości, chociaż gdyby to się sprawdziło, to jest to na chwilę obecną najlepsze rozwiązanie. Trzeba także powiedzieć, że testy powinny być wykonane przez certyfikowane laboratoria, gdyż na rynku polskim pojawiły się możliwości wykonania testów o wątpliwej jakości. Powszechna dostępność do testów przyczyni się do identyfikacji, a w następnej kolejności do izolacji tyko tych pacjentów, którzy mają dodatni wynik testu. Wykluczy również niepotrzebną kwarantannę dla tych, którzy mają wynik ujemny.

Źródło: DoRzeczy.pl
 60
Czytaj także