Medialna pajdokracja

Medialna pajdokracja

Dodano: 254
"Fakty" TVN
"Fakty" TVN / Źródło: TVN
"Zbliża się 19.00”. W tym momencie zmęczony znojem i pandemią korpo-lud-pracujący miast i betonowych wsi dowie się „jak jest”. A raczej się nie dowie. Bo grają – jak za starych czasów – dobranockę.

Zresztą już wie, co ma wiedzieć ze swoich smart (to chyba przewrotna nazwa) urządzeń, gdzie koronawirus prof. P. Czarnka i reprezentanta Polski w piłce nożnej sąsiadują ze sobą. Nie po to jednak, by przypominać prostą prawdę życia ludzkiego, że każdy może się COVID-19 zarazić, ale dlatego, że obaj są „znani z tego, że są znani”. Choć nie za to politykom (i piłkarzom) płacimy. Łączy ich też oficjalny orzeł biały. Ale tak, jak wszyscy uważamy, że ten drugi ma za zadanie kopać piłkę, tak ta „mniejsza połowa” z nas uważa ten pierwszy, ten pisowiec, jest po to, by to jego kopać. Bo jest „czarny” jak Roman Giertych, gdy był jeszcze „po niewłaściwej stronie historii” (która jak wiadomo się już skończyła).

W sumie to czysty „piesek Pawłowa” (czołowe osiągnięcie sowieckiej polit-technologów). A więc więcej niż Tomasz Lis z jego pamiętną maksymą („ludzie nie są tak głupi jak się wydaje, są o wiele głupsi”), która stawała się samonapędzającym się mechanizmem mediów.

Dowód? Proszę spojrzeć, co wywoływało emocje w ciągu ostatnich godzin. Tak – emocje. One są tu kluczem. Marshall McLuhan z jego „zimnymi i gorącymi środkami przekazu” zupełnie mediami zawładnął. Dlatego dziecinniejemy, a jak wiadomo, okres ten w życiu człowieka naznaczony jest przebodźcowaniem, a wszystko jest „najważniejsze” i „natychmiast”.

I jak nie mam pretensji do mego trzylatka, że o wydarzeniach sprzed roku mówi „pamiętasz, jak wczoraj…”, to z przerażeniem, jak to w tym czasie dominuje politykę. I to w czasie, gdy błędy w niej popełniane oznaczają znów różnicę między życiem a śmiercią. Ale może to społeczeństwo, którego idolem jest dobiegający powoli emerytury wieczny „Kuba” bawiący się czerwonymi autkami i chwalący się kolejnymi barbie, jakby był w okresie pokwitania?

Dlatego proponuję. P.T. sporządzenie wspólnej listy medialnej infantylizacji, które niosą „poważne media”:

  1. „Dlaczego Jarosław Kaczyński wyszedł? Nie chciał zrobić sobie zdjęcia ze swoim nowym rządem” – zaczyna, jak sama przyznaje, tym samym pytaniem do wszystkich swoich gości red. Magdalena Łaszcz. Ta, która jeszcze niedawno urządzała „parnas” „poważnych” mediów. Nikt o konstytucji nie mówi. A w ustawie zasadniczej jest o powoływaniu członków rządu, o prezydencie, premierze, przysiędze i „Tak mi dopomóż Bóg”. Nie zaś o fotografii. Art. 151. Nie dziękujcie.
  2. „Dlaczego nie miał rękawiczek i prezydent musiał zdjąć” – brzmi pytanie drugie. Warszawa nie jest (jeszcze) w żółtej strefie. Nawet w strefie rękawiczki nie są na powietrzu obowiązkowe. Ogród Pałacu Prezydenckiego jako żywo jest na powietrzu. To widać. Oczywiście rozważań, że może dezynfekował, może umył mydłem jak chirurg nie było. Ważne, że dopiszemy do jego konta, kota czy prawa jazdy. To lepiej pasuje do układanki niż jego „pałac”. Nie to, co lepianka Schetyny, Sikorskiego, Grasia…
  3. Jest też nowy pałac – jak określił „SE” dom Przemysława Czarnka. Gdyby profesor był w nieboszce Unii Wolności, to byłby bohaterem jak trudno żyć z kredytem frankowym. (Może nawet taki materiał wizerunkowy, jak wczorajszy sukces na liście Billboardu posła Michała Gramatyki z PO za… melanż szant i muzyki techno). Tak koledzy, wciąż minister-in-spe jest frankowiczem. Można sprawdzić. Stąd to wzięliście. Oświadczenia majątkowe są jawne. Tak, to też wina tego przeklętego PiSu.
  4. „Fakty”, a za nimi opozycja, które w tych dniach, gdy mamy 2000+ przypadków COVID-19 dziennie, „poważnie” przywołują wypowiedź premiera z… 30 czerwca. Tego dnia, gdy Morawiecki przemawiał w Tomaszowie Lubelskim, było… 231 przypadków. Wystarczy wpisać w google: covid. I wynik jest na pierwszej stronie. Nic to, że poseł Radosław Fogiel (PiS) nawet mówi w tym materiale, że to tak jakby pogodynkę jesienią oskarżać, że prognoza na lato dziś jest nie aktualna. Ważne, że znów usłyszymy tą samą setkę: „Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca”. Czy naprawdę Polacy sądzą, że ten październikowy wzrost związany jest z czerwcową wypowiedzią premiera, ba wyborami? To nie pięć–siedem dni się wylęga, ale w miesiącach? A przede wszystkim – to słowa dowolnego premiera na świecie działają z taką siłą na COVID-19? Kto w to uwierzy?
  5. Wywołany Fogiel przyznał rano, że dostał jako dziecko klapsa. Który po chwili w „Fakcie” zmienił się „był bity jako dziecko”.
  6. „Urodzony w 1949 r. Jarosław Kaczyński w 1944 r. brał udział w Powstaniu Warszawskim” chwalą się umiejętnością „czytania ze zrozumieniem” strony premier.gov.pl dwoje nabytków PO, ex-SLD. Nie wiem jak Ambasador Francji, który niedawno odznaczał połowę naszych prymusów zniesie ten zaszyty niezbyt głęboko „ejdżyzm”. Albo ambasador USA. Jej kandydaci są starsi – demokratyczny urodził się w 1942 r. (wystarczy wiki). BTW: czy wychowywanie przed ś.p. małżeństwo Szarych Szeregów i Powstańca Warszawskiego więcej nie mówi o człowieku niż „certyfikaty”, MBA, a nawet funkcje? Nawet tym, którzy urodzili się sporo później niż pięć lat po Powstaniu? Bo jak pomyśleć serio, to wciąż żyjemy tuż po „drugiej Apokalipsie” – jak II światową najtrafniej nazwał nieodżałowany Zbigniew Herbert. Warszawa to na raz nasze Nagasaki i Hiroszima, więc czas liczyć można od „doomsday”.
  7. No i ten stugębny klasyk: Morawiecki– Kaczyński. „Jak będą wyglądały posiedzenia rządu?”. „Czy ministrowie nie będą patrzeć na wicepremiera bardziej niż na premiera”. Tak jakby Konstytucja (tak, ta z koszulek) nie przesądzała systemu jako parlamentarno-gabinetowego. A więc KAŻDY premier zależy od 231+ posłów. Koledzy, serio, wiem, że mi nie wierzycie. Ale spytajcie ex-premiera Leszka Millera, który jako pierwszy lider partii został zarazem premierem (prosta arytmetyka wskazuje, że pierwszy „kanclerz”, jak chciały wówczas media, był dopiero po latach III RP). Pewnie powie, co by było, gdyby PSL mu „bryknął”. Dobra, nie Millera, bo on publicznie szuka telefonu do Czarzastego (lub odwrotnie), choć jeszcze nie dawno zajmował się poważnymi sprawami: pożyczka moskiewska, anulowanie wyroku śmierci na płk/gen. R. Kuklińskiego, wejście do Unii Europejskiej… To zadajcie to samo pytanie, o ten sam PSL, samemu Donaldowi Tuskowi. Dobra, też cofam, jak „król Europy” wycofał się z „roli internetowego prześmiewcy” w tym samym czasie do kariery medialnej wrócił jego Sławomir Nowak. Pro tip: do obu można dzwonić przez wspólnego adwokata, który jest już dla was już biały jak Michel Jackson pod koniec życia. (Choć może lepiej być dziś czarnym?)
  8. A i jeszcze jedno: miejscem na trybunie w Moskwie zajmowali się wybitni zachodni specjaliści. Dobrze, że „Solidarność” wówczas nie miała czasu na politykę xero. Bo wszyscy twierdzili, że nie ma nic pewniejszego w geopolityce niż… Związek Sowiecki. W efekcie anglosasi jego końcem byli bardziej zaskoczeni niż Gorbaczow.

Nieco pół godziny konsumpcji „wiodących mediów” odebrało mi sens wykonywania zawodu, lat studiów, doktoranckich, z bliskiego mechanizmów politologicznych. – Na którym jest rodeo? – wołam w domu. Wszak to poważniejsze niż „poważne media”.

Źródło: DoRzeczy.pl
 254
Czytaj także