Prof. Chwedoruk: Opozycja ma poważne problemy, które pomagają PiS

Prof. Chwedoruk: Opozycja ma poważne problemy, które pomagają PiS

Dodano: 2
Rafał Chwedoruk
Rafał Chwedoruk / Źródło: PAP / Marcin Obara
Chętnych do dzierżenia „buławy marszałkowskiej”, w sensie zostania przywódcą opozycji jest znacznie więcej, niż przywódczych stanowisk. Do tego opozycja jest mocno podzielona. Ten podział jest głównym czynnikiem, pozwalającym Prawu i Sprawiedliwości trudne dni, zarówno te, które już minęły, jak i te, które nadejdą– mówi portalowi DoRzeczy.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki powołał radę gospodarczą. Czy włącza się w ten sposób w rywalizację o przywództwo w opozycji, czy może jest to swego rodzaju próba jednoczenia opozycji?

Prof. Rafał Chwedoruk: Jednoczenie opozycji będzie procesem bardzo skomplikowanym. Z kilku powodów. Przede wszystkim chętnych do dzierżenia „buławy marszałkowskiej”, nie w sensie bycia marszałkiem Senatu, ale przywódcą opozycji jest znacznie więcej, niż przywódczych stanowisk. Do tego opozycja jest mocno podzielona. Ten podział jest głównym czynnikiem, pozwalającym Prawu i Sprawiedliwości trudne dni, zarówno te, które już minęły, jak i te, które nadejdą.

Jednak, czy kłopoty PiS nie są szansą dla opozycji?

Tak, jednak opozycja ma poważne problemy, które PiS-owi pomagają. Nie ma dziś jednego hegemona po stronie opozycyjnej. W poprzedniej kadencji była to Platforma Obywatelska, która była w stanie skutecznie zmarginalizować Komitet Obrony Demokracji, czy przede wszystkim Nowoczesną. Platforma była w stanie wymusić na głównych podmiotach partyjnych koalicję, pokonała w wyborach konkurentów w postaci Wiosny Biedronia. Dziś PO nie wykorzystuje swojej przewagi nad konkurentami. Nie wydaje się też, by dziś mogła powstać wspólna lista opozycji, w stylu Koalicji Europejskiej. Choć oczywiście, jeśli wybory odbędą się w konstytucyjnym terminie, to jest jeszcze do nich sporo czasu, więc sporo w tej materii może się zmienić. Ale nawet jeśli wspólna lista opozycji by powstała, to nie sądzę by liderem takiej koalicji był marszałek Tomasz Grodzki. Musi to być albo polityk spoza głównych partii, albo bardzo silny lider partyjny, który wymusiłby współpracę na innych partnerach politycznych.

A co w takim razie oznacza ruch Tomasza Grodzkiego?

Samo powołanie tej rady jest próbą wzmocnienia własnej pozycji wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, podkreśleniem swojej roli politycznej. Jeżeli natomiast mielibyśmy się zastanawiać nad tym, co kryje za sobą taki, a nie inny skład tej rady, to musielibyśmy zadać sobie pytanie o program gospodarczy opozycji. Wbrew pozorom odpowiedź nie jest tu oczywista. Platforma ma dylemat, czy być partią jednoznacznie liberalną w kwestiach gospodarczych, bo liberalna jest większość elektoratu największej partii opozycyjnej, czy też postawić bardziej na taką nieokreśloność, bycie troszkę partią liberalną, trochę chadecką, bo wyborcy niezdecydowani to nie są wyborcy wielkomiejscy, czy liberalni. Te radykalnie liberalne treści nie były więc zbyt obecne w kampanii wyborczej. Teraz paradoksalnie może się to zmienić.

Dlaczego?

Dlatego, że realia kryzysu gospodarczego uruchomią myślenie w kategoriach partykularnych, indywidualnych wśród wielu wyborców, nie tylko tych związanych z obozem liberalnym. Nazwiska liberalnych ekonomistów nawołujących do oszczędności itd. mogą temu służyć choćby w kontekście ewentualnej polityki podatkowej. Jednak per saldo w powołaniu rady przez marszałka Senatu nie widziałbym nic poza próbą wzmocnienia własnej pozycji przez marszałka Grodzkiego i może jeszcze jedną rzeczą.

Jaką?

Być może jest to też odpowiedź na działania Ludowców. PSL w ostatnich miesiącach odwoływał się do elektoratu liberalnego, do biznesu, ma w swoich szeregach ludzi wywodzących się z PO. Być może więc inicjatywa Tomasza Grodzkiego jest próbą odpowiedzi na działania ludowców.

Czytaj też:
Prof. Dudek: Po stronie opozycyjnej nie ma ani lidera, ani programu

Źródło: DoRzeczy.pl
 2
Czytaj także