"Weta są fatalne dla naszego narodu" - stwierdził marszałek Senatu Tomasz Grodzki w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung". Przywołał w tym celu instytucję liberum veto z I Rzeczypospolitej. Co sądzi Pan o tej tezie jako historyk?
Prof. Tomasz Panflik: Weto w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej było pomyślane jako ochrona mniejszości przed dyktatem większości. Na tym polegała jego istota. To jest dokładnie to, co dzieje się w tej chwili. Chronimy swoje prawa, swoją suwerenność przed dyktatem większości. Już kiedyś Niemcy przedstawiły wspaniały plan ratowania Europy, a Europa bezkrytycznie się na niego zgodziła. To był wrzesień 1938 roku, kiedy zawarto układ monachijski. Jeżeli chcemy bawić się w analogie historyczne, to możemy się bawić. Jeżeli jednak mamy rozmawiać poważnie, to musimy rozumieć, na czym polega mechanizm weta. Cóż jest strasznego w tym, że broni się swoich praw przy pomocy tego, traktatowo dopuszczalnego, instrumentu? On po to został wprowadzony, po to funkcjonuje w systemie Unii Europejskiej. Również w dzisiejszych czasach większość nie zawsze ma rację, a mniejszość nie ma obowiązku zgadzać się z dyktatem większości.
Czy zatem słowa marszałka Grodzkiego są pokłosiem narracji, która powstała w trakcie rozbiorów, że Rzeczpospolita upadła jedynie z własnych błędów, a nie działań mocarstw ościennych?
To teza pełnej pesymizmu krakowskiej szkoły historycznej tzw. Stańczyków. Głosiła ona, że jesteśmy winni własnemu upadkowi. Rzeczywiście, wiele kwestii wewnętrznych przyczyniło się do upadku Rzeczypospolitej, ale gdyby marszałek Grodzki lepiej znał historię, to wiedziałby, że weto funkcjonowało z powodzeniem przez wiele lat i polski parlamentaryzm jakoś sobie z tym radził. Winnym stworzenia precedensu, uznania weta za coś, co anuluje wszystkie uchwały podjęte przez Sejm, był jego marszałek, Maksymilian Fredro. To on uznał, że weto posła Sicińskiego należy zastosować nie tylko do jednej ustawy, ale do wszystkich decyzji uchwalonych przez Sejm. Jeżeli spojrzymy na to z perspektywy faktów, to zrozumiemy, że mechanizm weta, stosowany z powodzeniem, wypaczyli właśnie ludzie z ówczesnej elity politycznej, jak marszałek sejmu Fredro. Posła Sicińskiego przekupił Radziwiłł, kolejne dwa sejmy zerwał sam król Jan Kazimierz, a potem zaczęli wykorzystywać go obcy, aby zniszczyć polskie Sejmy. To sprzedajni, przekupywani przez ambasadorów i egoistycznych magnatów posłowie krzyczeli "Liberum veto", ale mechanizm weta do czynnika destrukcyjnego dla polskiego parlamentaryzmu sprowadzili przedstawiciele elit, kierujący się prywatą, partykularnym i partyjnym interesem, a nie dobrem Ojczyzny.
Marszałek Grodzki użył również innego przykładu: Jak powiedział, w 1947 roku nasz komunistyczny rząd pod wpływem Moskwy zgłosił weto wobec Planu Marshalla dla odbudowy Europy. Jak Pan ocenia użycie tej analogii?
Jednak rzeczywiście marszałek Grodzki nie zna historii. To nie było żadne weto. Komunistyczny rząd najpierw entuzjastycznie ogłosił, że przyjmuje Plan Marshalla, podobnie jak rząd Czechosłowacji. Zrobił to bardzo chętnie, ponieważ wiązało się to z ogromnymi korzyściami. Na drugi dzień Radio Moskwa ogłosiło, że Polska planu nie przyjmuje. To Stalin, nawet się nie konsultując z władzami w Warszawie, stwierdził, że jednak nie zgadza się na warunki Planu. Rząd PRL chcąc nie chcąc musiał się z udziału w Planie wycofać.
Czego w takim razie uczą nas te historyczne przykłady w kontekście zapowiadanego weta Polski i Węgier?
Jeszcze raz przypomnę, że już w 1938 roku Niemcy wpadli na pomysł, który miał uratować Europę, wprowadzić pokój i powszechną pomyślność. Jak to się skończyło, dobrze wiemy. Nie należy bezkrytycznie patrzeć wyłącznie na coraz wyższe cyferki ze znakiem euro, po doświadczeniach z historii nie należy nazbyt pochopnie przyjmować tego, co proponują Niemcy, zwłaszcza gdy ceną jest ograniczenie naszej suwerenności.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
