Lisicki: Opozycja potrzebuje męczenników, żeby udowodnić zamach stanu

Lisicki: Opozycja potrzebuje męczenników, żeby udowodnić zamach stanu

Dodano:   /  Zmieniono: 28
Paweł Lisicki, red. naczelny "Do Rzeczy"
Paweł Lisicki, red. naczelny "Do Rzeczy" / Źródło: PAP / Arek Markowicz
Nie jest przypadkiem, że ci którzy najmocniej popierają ten protest, jak chociażby Tomasz Lis, mówili już parę miesięcy temu, że trzeba zrobić majdan w Warszawie. Mieliśmy wypowiedzi o tym, że mamy do czynienia z zamachem stanu. Tylko, żeby udowodnić tę tezę potrzebne są jakieś fakty, a tych faktów nie było, więc wywołuje się burdy i awantury, żeby tych faktów dostarczyć - podkreśla w rozmowie z dorzeczy.pl Paweł Lisicki. Redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" stwierdza, że choć obecnej sytuacji winna jest opozycja, klucze do jej rozwiązania są w rękach rządzących.

DoRzeczy.pl: Dużo się wydarzyło w ciągu ostatniej doby: zawieszenie jednego z posłów, okupowanie mównicy, przeniesienie obrad do sali kolumnowej i protesty na ulicach. Można powiedzieć, że rozwój sytuacji był zaskakujący...

Paweł Lisicki: Ja mam wrażenie, że to co się działo wczoraj było całkowicie niewspółmierne do wydarzeń. Wydarzenia były tak naprawdę dwa. Po pierwsze przygotowany przez marszałka Kuchcińskiego nowy regulamin Sejmu dotyczący pracy dziennikarzy. Tę propozycję ja uważam za wadliwą i nieroztropną, zresztą przeciwko temu protestowałem. No ale to rzecz zupełnie innego gatunku i kalibru niż protest, który miał później miejsce. Podobnie jak kwestia wykluczenia posła Szczerby decyzją marszałka Kuchcińskiego, być może pochopna, być może wątpliwa, ale w żaden sposób nie uprawniała do takiej formy protestu, który później opozycja zastosowała, czyli okupacji Sali sejmowej, mównicy, zajęcia miejsca marszałka, okrzyki Targowica. To zachowanie zupełnie niepasujące i nieodpowiadające tym wydarzeniom, które miały wcześniej miejsce.

Czy zwołanie posiedzenia w Sali kolumnowej było jedynym rozwiązaniem?

Jak się rozpoczyna tego typu ostre starcie, to zawsze mamy do czynienia z sytuacją, że obie strony grają ostro. Ale w tym przypadku za naruszenie reguł odpowiedzialna jest moim zdaniem opozycja. Ona ma prawo - i zresztą to teraz zrobiła – wystąpić do Komisji Regulaminowej ws. posła Szczerby, istnieje przecież normalny tryb odwoławczy w tego typu sprawach i to wszystko można było robić. Natomiast zajmowanie Sejmu i nie dopuszczenie do obrad w normalnym trybie jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną i tłumaczyłaby ją jedynie jakaś sytuacja równie rażąca. Nic takiego nie miało jednak miejsca, więc zachowanie opozycji było niewłaściwe. Dlatego w tym przypadku moim zdaniem PiS nie miało wyjścia, żeby postąpić inaczej.

Wykluczenie posła Szczerby było dla opozycji tylko pretekstem do zwarcia?

Mam wrażenie coraz bardziej, że to był pretekst. W tym sensie, że duża część opozycji – nie wszyscy, ale znaczna część – żyje w takim świecie, że w Polsce dokonuje się zamach stanu i potrzebne są dowody tego zamachu stanu. Ponieważ do tej pory jedynym dowodem był Józef Pinior, ale okazało się że został zwolniony i wszystko wskazuje na to, że były to oskarżenia o charakterze kryminalnym, a nie politycznym, więc potrzebni są męczennicy, jakieś ofiary, potrzebne są dowody. I myślę, że opozycja wykorzystała te potknięcia marszałka Kuchcińskiego czy PiS-u i zrobiła z tego apokaliptyczne wydarzenie na miarę europejsko-światową z głównym przesłaniem takim, żeby udowodnić, że w Polsce dokonuje się zamach stanu faktyczny.

Ja przypomnę tylko, że na portalu gazeta.pl pojawiła się informacja, że nad Polską została zamknięta przestrzeń powietrzna i że nie są wpuszczane samoloty. I wszystko to miało dowodzić stanu wyjątkowego, który albo już jest wprowadzony albo lada moment będzie. To jest takie podgrzewanie sytuacji, nakręcanie emocji, eskalacja, których głównym celem jest wytworzenie wrażenia, że Polska obecna przypomina Turcję w czasie zamachu stanu i myślę, że to jest jeden z głównych motywów. Przecież nie jest przypadkiem, że ci którzy najmocniej popierają ten protest, jak chociażby Tomasz Lis, mówili już parę miesięcy temu, że trzeba zrobić majdan w Warszawie. Mieliśmy wypowiedzi o tym, że mamy do czynienia z zamachem stanu. Tylko, żeby udowodnić tę tezę potrzebne są jakieś fakty, a tych faktów nie było, więc wywołuje się burdy i awantury, żeby tych faktów dostarczyć.

No ale co dalej? Na chwilę obecną żadna ze stron nie zdaje się być skłonna do kompromisu

No właśnie… Co dalej? Tu jest właśnie problem polegający na tym, że gdybyśmy mieli do czynienia z jakimś rozsądkiem, to powinno nastąpić jakieś porozumienie. Przecież ta sprawa, której rzecz dotyczy, to jest w gruncie rzeczy błaha. W tym sensie błaha, że regulamin dot. obecności dziennikarskiej w Sejmie, czy kwestia dot. sposobu głosowań nie uderza w podstawy praw człowieka czy obywatelskich, więc teoretycznie można by było sądzić, że skoro tak jest, to istnieje możliwość porozumienia. Ale jak patrzę na przebieg dotychczasowej debaty i tego jak ona się nakręca, to jest trochę tak, że opozycja liczy na to, że wywołanie wielkiej awantury może doprowadzić do jakiejś ostrej ingerencji Unii Europejskiej, a PiS zachowuje się tak, jakby nie rozumiał delikatności tej sytuacji, jakby był przekonany, że słuszność jest po jego stronie i nie potrafił zachowywać się odpowiednio subtelnie i rozsądnie, żeby to napięcie rozładować. Bo widząc jaki jest cel opozycji, dlaczego w ogóle Marszałek Sejmu przygotowywał regulamin dot. dziennikarzy? Nie wiadomo. Czy to jest aż tak fundamentalne, żeby koniecznie ten front otwierać? Tak samo, czy musiał aż tak reagować na to prowokacyjne wystąpienie posła Szczerby? Zapewne gdyby miał więcej zimnej krwi, to by tak nie zareagował. Mam nadzieję, że ludzie pójdą w końcu po rozum do głowy.

Ludzie z opozycji czy ludzie z PiS?

Za to, co się dzieje głównie obwiniam opozycję, natomiast prawdą jest, że klucz do rozwiązania takich sytuacji jest zawsze w rękach rządzących, bo oni mają więcej środków, w tym przypadku w ręku PiS-u, może prezydenta. Może potrzebna jest organizacja jakiegoś forum, gdzie będą przedstawiciele rządu i opozycji, bo tak naprawdę ta sprawa bardzo Polsce i interesowi publicznemu szkodzi.

Ryszard Petru mówił dziś, że Prawo i Sprawiedliwość straciło legitymizację do sprawowania władzy i być może konieczne okażą się wcześniejsze wybory. Myśli Pan, że taki wariant jest możliwy?

Wydaje mi się, że mało prawdopodobny. Nie sądzę, aby PiS się na to w tej chwili zgodził. Jednak jeśli poseł Petru takie rzeczy mówi, to oznacza, że jednym z motywów działań opozycji jest tak naprawdę to, co PiS jej zarzuca, czyli zdelegalizowanie normalnie działającej władzy. A więc jeśli mielibyśmy do czynienia z zamachem stanu, to po stronie opozycji, a nie po stronie władzy.

Czytaj też:
"Oni nie reprezentują już narodu. Zrobimy wszystko, aby ta władza padła na kolana"

Rozmawiała: Anna M. Piotrowska
Źródło: DoRzeczy.pl
 28
Czytaj także