Publicysta "Do Rzeczy" odniósł się w "Chłodnym oku" do ostatniej premii, jaką otrzymał zarząd Agory, który w zeszłym roku zarobił 8,5 miliona złotych, a więc o 5, 68 mln więcej, niż w roku poprzednim. Z raportu finansowego wynika, że tak duży wzrost wynagrodzeń spowodowany jest m.in. jednorazowymi wypłatami z tytułu premii motywacyjnych, w tym także z tytułu realizacji trzyletniego planu motywacyjnego dla zarządu.
– Zważywszy, że "GW" musiała w ramach tych strasznych prześladowań wyrzucić osoby, zamknąć oddziały regionalne. Chciałem bardzo pogratulować dziennikarzom "Wyborczej" tego etosu i ideowości. Pięć milionów premii dla zarządu, to niemal tyle, co przyniosły zwolnienia i obcięcie wierszówek. Dziennikarze Agory zatem zrzucili się na premię dla zarządu. Oni mają etos, mogą pracować dla idei. I to jest bardzo piękne! Dziennikarze swoją kasę chętnie oddali swojemu zarządowi, więc i zarząd jest bardziej zmotywowany – mówił Ziemkiewicz.
Ziemkiewicz: Łasi na profity szli do "Gazety Wyborczej"
Ziemkiewicz ocenił również słowa Adama Michnika, który w Austrii porównywał rządy PiS do bolszewizmu, a także obrażał Jarosława Kaczyńskiego. – Adam Michnik rozmawia tylko ze swoimi znajomymi, bo jak kogoś obcego wpuści na salę, to np. usłyszy "niech pan brata pozdrowi", a to go bardzo denerwuje. Ludziom związanym z obecną władzą można dużo zarzucić, ale nie, żeby byli łasi na te konfitury, o których mówi Michnik, bo jeśli by tak było, to byliby tam, gdzie jest on. Łasi na profity szli do "Gazety Wyborczej", bo tam najwyraźniej wszystkim się wydawało, że będą w zarządzie – mówił.
Czytaj też:
Michnik o Kaczyńskim: To polityczny głupiec, dureń i szkodnik. To parodia Stalina