Do zdarzenia doszło 20 września ubiegłego roku, kiedy Lech Wałęsa odwiedził Białystok. Były prezydent był gościem spotkania z cyklu "Porozmawiajmy o Polsce" organizowanego przez Komitet Obrony Demokracji i "Gazetę Wyborczą". Wśród uczestników spotkania obecni byli działacze Młodzieży Wszechpolskiej, którzy w chwili kiedy Wałęsa zaczął przemawiać, wstali i założyli maski z twarzą Bolka. W rękach mieli teczki z napisem "teczka pracy".
Kiedy na sali rozległy się krzyki z jednej strony "Precz z komuną" a z drugiej strony "Lech Wałęsa" i "Wyprowadzić", służby faktycznie wyprowadziły protestujących. – Nie będą przeszkadzać gówniarze nam w poważnych rozmowach. Ja jestem pokojowo nastawiony, ale nikt nie będzie mi przeszkadzał – podsumował zajście laureat Nagrody Nobla.
Wczoraj przed sądem w Białymstoku rozpoczął się proces pięciorga działaczy Młodzieży Wszechpolskiej, których obwiniono o zakłócanie spotkania otwartego z Lechem Wałęsą. Żadna z osób nie przyznała się do winy. – Poszliśmy na spotkanie z Lechem Wałęsą, aby wzbudzić dyskusje na temat jego współpracy z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa – tłumaczył w rozmowie z serwisem tvp.info Marcin Zabłudowski, prezes podlaskiego okręgu Młodzieży Wszechpolskiej, który brał udział w happeningu. Narodowcy tłumaczą, że nie spodziewali się tak gwałtownej i agresywnej reakcji ze strony innych uczestników spotkania.
Czytaj też:
"Nie będą nam gówniarze przeszkadzać w poważnych rozmowach"
