KrajChudkiewicz: Wolne niedziele to walka o ludzką godność. Życie nie toczy się tylko w Warszawie

Chudkiewicz: Wolne niedziele to walka o ludzką godność. Życie nie toczy się tylko w Warszawie

Hala Gwardii w Warszawie
Hala Gwardii w Warszawie / Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Dodano 110
– Łatwo jest być znanym prawicowym dziennikarzem, mieszkać w centrum Warszawy a rozliczać się w KRUS-ie, czy mieć dom pod Warszawą, prowadzić audycje w radiu, mieć programy w telewizji i narzekać, jacy to związkowcy są warchoły, bo przewodniczący Duda tak naprawdę nie pracuje – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl o zakazie handlu w niedziele zastępca red. naczelnego "Tygodnika Solidarność" Maciej Chudkiewicz.

Jesteśmy obecnie świadkami dyskusji ws. zakazu handlu w niedzielę. Jakie jest Pana stanowisko?

Maciej Chudkiewicz: Jestem przekonany, że wolne niedziele się polskim pracownikom po prostu należą. Często pojawia się argument atakujący „Solidarność” za to, że chce pomóc tylko pracownikom supermarketów. A to nie do końca prawda. Bo na razie rzeczywiście chodzi przede wszystkim o pracowników, a może raczej pracownice marketów, ale później projekt ten mógłby objąć inne branże i doprowadzić do sytuacji, w której w niedziele pracują tylko ci, którzy naprawdę muszą.

Dlaczego?

Bardzo łatwo jest, z perspektywy Warszawy i dobrych zarobków, krytykować ten pomysł.

Łatwo jest być znanym prawicowym dziennikarzem, mieszkać w centrum Warszawy a rozliczać się w KRUSie, czy mieć dom pod Warszawą, prowadzić audycje w radiu, mieć programy w telewizji i narzekać jacy to związkowcy są warchoły, bo przewodniczący Duda tak naprawdę nie pracuje.

Tymczasem świat nie jest taki kolorowy. Mam wrażenie, że najgłośniejszymi krytykami tego pomysłu, poza Ryszardem Petru, ale jego przez litość pominę, są właśnie prawicowi dziennikarze. Narzekali na odklejenie od rzeczywistości polityków PO, a dziś sami popełniają ten grzech. Życie toczy się nie tylko w Warszawie.

Pracownicy marketów to ludzie, którzy mają rodziny i mają prawo spędzać z nimi czas. Niedawno dostałem od jednej z czytelniczek maila, w którym dziękowała za walkę o wolne soboty. Nie chodziło jej o dodatkowe pieniądze, tylko o możliwość spędzenia czasu z mężem i synami.

Sejmowa podkomisja ds. rynku pracy przygotowała pakiet poprawek do projektu ustawy, które zakładają m.in. ograniczeniu handlu w drugą i czwartą niedzielę miesiąca. Jej zdaniem, jest to propozycja wyjściowa zarówno dla pracowników, jak i dla klientów, którzy do tej pory robili zakupy w niedzielę, "aby się przyzwyczaili". To krok w dobrą stronę?

To prowizorka, która jak to zwykle - zostanie na zawsze. Uważam, że wszystkie pomysły, które wprowadzają różne półśrodki, w tym pomysł OPZZ - który tak bardzo chciał się odróżnić od „Solidarności” - są do bani. Jeśli chcemy zrobić coś dobrego dla ludzi - zróbmy. To tak jakbyśmy chcieli dać ludziom po 500 zł w programie 500+, ale ze względu na wątpliwości i głosy krytyki ze strony liberałów zrobilibyśmy program 250+. I co? Do bani. Krytyków by to nie uspokoiło, ani efektów nie przyniosło. Tu będzie tak samo.

Minister Elżbieta Rafalska twierdzi, że "w sytuacjach kompromisowych jedna i druga strona musi ustąpi, to do końca nikt nie jest zadowolony". Jak dodaje, sama chciałaby, aby tych niedziel było więcej, "ale rozsądek podpowiada jej umiar w tym rozwiązaniu". Może więc dwie niedziele mają sens?

Każda wolna niedziela ma sens. Ale oddanie rodzinom wszystkich niedziel ma tego sensu jeszcze więcej. W życiu nie chodzi tylko o pieniądze. Wiadomo, że one są ważne. Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to…

To właśnie m.in. dzięki aktywnym działaniom „S” i innych związków zawodowych w ostatnich latach udało się doprowadzić do znaczących podwyżek w handlu. Sytuacja pracowników poprawiła się, ale nadal jest ciężka. Teraz problemem jest brak rąk do pracy. Powoduje przemęczenie, zbyt duże obciążenie pracą, stres. To nie są miejsca pracy wysokiej jakości.

Z drugiej strony - proszę sobie wyobrazić życie w sytuacji w której wszystkie weekendy spędza się poza domem. Ludzi z takimi problemami jest naprawdę dużo. I jeśli możemy im pomóc – pomóżmy.

Oczywiście słychać wielki lament pracodawców i wynajętych przez nich ekspertów, którzy krzyczą m.in. o zwolnieniach, zamykaniu marketów, zmniejszonych obrotach itp. itd. Tyle, że to wszystko bez sensu. To samo słyszeliśmy jak związek walczył o podniesienie płacy minimalnej. Wtedy też tzw. eksperci, na podstawie nieistniejących badań tłumaczyli, że „przecież podniesienie płacy minimalnej oznacza automatycznie wzrost bezrobocia”. I co?

OPZZ oraz formacje lewicowe postulują, aby zamiast zakazu handlu w niedzielę, lepiej płacić pracownikom np. 250 proc. stawki. Co Pan o tym sądzi?

Sądzę, że to sprzedanie prawa do odpoczynku i spędzenia czasu z rodziną. I wstyd dla organizacji lewicowych, które próbują takie pomysły forsować.

Przeciwnicy zakazu handlu argumentują m.in., że państwo nie jest od tego, żeby ustalać, jak obywatele mają spędzać wolny czas, a także, że zakaz objąłby jedynie wybraną grupę pracowniczą, ale inne musiałyby pracować.

Jak spędzać wolny czas rzeczywiście, całe szczęście, już od 27 lat nie jest. Ale od tego jak pracować - całe szczęście jeszcze jest. Nikt nikomu nie każe iść w niedziele do kościoła. Ale dlaczego pracodawca ma kogokolwiek zmuszać do pracy w niedziele? Dlaczego te argumenty nie padają? I proszę mi nie mówić, że można w każdej chwili zmienić pracę. W Warszawie można. W Poznaniu, Gdańsku i innych dużych miastach rzeczywiście bez problemu. Ale w wielu miejscach Polski nie można.

Pojawiają się również argumenty, według których w rzeczywistości sieci handlowe nie oferują tak złych warunków, jak próbują przedstawić to związkowcy, a pracownicy mają wpływ na swój grafik. Czy tak jest rzeczywiście?

Wiele zależy od konkretnej sieci handlowej. Dzięki działalności związków zawodowych sytuacja w ostatnich latach bardzo się poprawiła. Ale walka o wolne niedziele to nie jest walka o lepsze warunki pracy. Wolne niedziele nie sprawią, że ludzie zaczną więcej [czy mniej] zarabiać, mieć dłuższe przerwy, czy wyższe nagrody jubileuszowe. To jest walka o ludzką godność. Godność pracowników.

A może jest więc tak, że zakaz handlu w niedziele, to nie tylko kwestia wyłącznie ekonomiczna, ale chodzi o coś jeszcze?

Tu przede wszystkim chodzi o coś jeszcze. O coś ponad zarobki i dodatki do wynagrodzenia. Człowiek, żeby być szczęśliwy musi być nie tylko ubrany i najedzony. Ma także oczekiwania społeczne, rodzinne, wspólnotowe. A niedziela to czas który będzie można poświęcić najbliższym.

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga

Czytaj także

 110
  • autor komentarza IP
    @sigre - Kawiarnia to wyższa konieczność??? Wolne żarty. Tu nie idzie o masło i pietruszkę, tylko o logikę i sens. Dlaczego CZĘŚĆ pracowników JEDNEJ BRANŻY ma niby potrzebować obrony godności, podczas gdy pozostali pracownicy tejże branży, a także inni, robiący dokładnie to samo (kasjer w kawiarni, kinie) lub pracujący może nawet ciężej (kelnerki, kucharze) już nie? Czym się różnią?
    Niżej "pawel" pisał, że miesiącami nie miał wolnej niedzieli - system 4-brygadowy, więc chyba nie supermarket - takich miejsc jest wiele poza handlem. Ale kogo to obchodzi???
    Tak dla jasności: nie mieszkam w Warszawie, a częściowo żyję z turystyki, więc w sezonie nieraz w niedziele mam więcej roboty, niż przez resztę tygodnia. I raczej nie chcę, żeby Państwo w to ingerowało.
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 1
    • PATRIOTA IP
      nie żyje się po to żeby tylko pracować bo traci się sens życia jak niewolnik
      Dodaj odpowiedź 9 0
        Odpowiedzi: 0
      • sigre IP
        autor komentarza IP dzisiaj 11:51
        To, co mierzi w tym pomyśle, to obłuda. Czy pracownicy kawiarni, kin, teatrów, elektrowni, telewizji, kwater turystycznych itp, godności wartej obrony nie mają? Objęcie ich nowym prawem ukazałoby jednak cały bezsens takich socjalistycznych pomysłów, bo co niby ci ludzie mieliby robić, gdy dosłownie wszystko by zamarło?
        A może wprowadzić do kodeksu pracy takie zdanie:
        Każdy pracownik ma mieć wolne dwa dni w tygodniu, z których jeden ma przypadać w sobotę lub niedziele. Albo w innej wersji: ma mieć wolne dwie niedziele w miesiącu.
        Jedno zdanie, zero krzyku, problemów, protestów, a obowiązuje wszystkich równo i sprawiedliwie.

        To co wymieniłeś to są tak zwane zakłady wyższej użyteczności, pracowałem w takim i się z tym godziłem. Nie sądzę że kupowanie pietruszki czy masła przez cały tydzień to niezbędna czynność. Czysta demagogia facet, a te popiskiwania Ziemkiewicza czy Warzechy są żałosne, Polska to nie Warszawa.
        Dodaj odpowiedź 1 5
          Odpowiedzi: 0
        • Cieć z Alternatywy 4 IP
          W związku z wykonaniem prac w terminie, ogłaszam wolną niedzielę !!
          Dodaj odpowiedź 1 1
            Odpowiedzi: 0
          • autor komentarza IP
            To, co mierzi w tym pomyśle, to obłuda. Czy pracownicy kawiarni, kin, teatrów, elektrowni, telewizji, kwater turystycznych itp, godności wartej obrony nie mają? Objęcie ich nowym prawem ukazałoby jednak cały bezsens takich socjalistycznych pomysłów, bo co niby ci ludzie mieliby robić, gdy dosłownie wszystko by zamarło?
            A może wprowadzić do kodeksu pracy takie zdanie:
            Każdy pracownik ma mieć wolne dwa dni w tygodniu, z których jeden ma przypadać w sobotę lub niedziele. Albo w innej wersji: ma mieć wolne dwie niedziele w miesiącu.
            Jedno zdanie, zero krzyku, problemów, protestów, a obowiązuje wszystkich równo i sprawiedliwie.
            Dodaj odpowiedź 3 4
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także