Rozłam wśród rolników? "Mamy przecieki, że przygotowali porozumienie"

Rozłam wśród rolników? "Mamy przecieki, że przygotowali porozumienie"

Dodano: 
Stanisław Anders, członek prezydium NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność"
Stanisław Anders, członek prezydium NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność" Źródło: Telewizja Republika
W Warszawie trwa protest rolników. Pojawiają się doniesienia, że część protestujących chce zawrzeć porozumienie z rządem.

Na antenie Telewizji Republika mówił o tym Stanisław Anders, członek prezydium NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność". Stwierdził, że rząd nie traktuje protestujących rolników poważnie. – Nie bardzo traktują nas poważnie – wskazał.

Dodał, że problemem są także podziały wśród rolników. – Każda grupa działa oddolnie. Podzieliło się to na różne fragmenty, prosiliśmy o koordynację. To powinno być nadzorowane przez organizacje syndykalne czy te, które zasiadają w Copa Cogeca (europejska organizacja zrzeszająca rolnicze związki zawodowe i organizacje spółdzielcze – przyp. red.). Uciekło wszystko spod kontroli. Dołączyły się inne organizacje. Mamy przecieki, że część organizacji przygotowała jakieś porozumienie i chce je przekazać. To "Oszukana wieś", OPZZ i jakiś Instytut, który zajmuje się zwierzętami futerkowymi. My to obserwujemy i ma być dziś podpisana u marszałka Sejmu jakaś petycja. Nie wiemy, dlaczego u niego, bo on nie decyduje. Jest polski rząd i pan premier, którego dziś nie ma. Obserwujemy, patrzymy, co się dzieje. Słyszeliśmy, że po dzisiejszym dniu miało się rozejść towarzystwo z granic (rolnicy protestujący na granicach – przyp. red.) – powiedział Anders.

– My jesteśmy na stanowisku, że absolutnie nie schodzimy z granicy z Ukrainą, z dróg. To dla nas priorytet, dopóki nie zapadną dwie konkretne decyzje. Zamknięcie granicy i Zielony Ład. Jeżeli te dwie rzeczy nie zostaną zrealizowane przez rząd, to nie ma podpisywania żadnych decyzji. Petycje można składać, ale nie ma mowy o podpisaniu porozumienia – podkreślił.

Fikcyjny tranzyt przez Polskę

Jednocześnie przedstawiciel "Solidarności" wskazał, że skala tego, co rolnicy określają jako "fikcyjny tranzyt", jest bardzo duża. – Znam trochę ten temat. Mamy w granicach 7-10 mln ton nadwyżki, dzisiaj w kraju. Przepustowość mamy w granicach 700 tys. ton razy 12, czyli w granicach 10 mln ton do przepuszczenia. Czyli tyle musimy zdjąć dzisiaj z rynku, a wchodzi dziennie do nas, to informacje ze strony ukraińskiej, nie naszej, 94-96 wagonów 60-tonowych. Nie mówimy, co wchodzi "kołowo". Nie tylko do Polski, ale do krajów UE – Bułgarii, Rumunii, Węgier i Słowacji. Co najgorsze to to, że zboże nawet czasami nie wjeżdża, tylko kwity są czasami "przeplombowane" przez Niemcy albo przez Litwę i zostaje u nas w kraju. To zboże pozostaje i robi nam wielką szkodę – powiedział gość Telewizji Republika.

Czytaj też:
"Bez strachu przed Brukselą". Morawiecki: Embargo to konieczność
Czytaj też:
PiS z kontrolą poselską w Ministerstwie Rolnictwa. "Sprawdzimy, czy Kołodziejczak ma rację"

Źródło: Telewizja Republika
Czytaj także