Kilka dni temu mediami wstrząsnęła informacja dotycząca zaniedbań, do których miało dochodzić w schronisku dla zwierząt w Sobolewie. Sprawa nabrała rozgłosu dzięki interwencji znanej piosenkarki – Doroty Rabczewskiej. Podczas spotkania z wójtem gminy, Maciejem Błachnio, Doda pokazała mediom zdjęcia zwierząt przed i po kilku tygodniach pobytu w schronisku w Sobolewie. Większość z nich nie nadaje się do publikacji ze względu na drastyczny obraz na nich uwieczniony.
W sobotę w Sobolewie odbył się protest przeciwko działalności prywatnego schroniska dla zwierząt "Happy Dog". Na miejscu obecni byli miłośnicy zwierząt, wolontariusze, a także media. Kanał Zero prowadził relację na żywo z całego wydarzenia. Kilkugodzinna manifestacja zakończyła się decyzją o zamknięciu obiektu. Cała akcja przebiegła w wielkim chaosie. Prywatne osoby zaczęły przedzierać się przez ogrodzenie i wyciągać zwierzęta z klatek.
Litewka: Piekło na ziemi
Choć od zamknięcia schroniska mija kilka dni, cały czas poznajemy nowe szczegóły dot. tego, jak funkcjonował ośrodek. Poseł Lewicy Łukasz Litewka, który od początku nagłaśniał sprawę, podał szokujące kulisy.
"UWAGA: Mamy już pewność, że 'Happy Dog' w Sobolewie prowadziło okrutny i przerażający system 'Psy Duchy'" – poinformował polityk we wpisie na Facebooku.
"Na czym on dokładnie polegał? Łapano psa, za którego otrzymywano od 3 do 3,8 tys. zł, a następnie przetrzymywano go w schronisku karmiąc najgorszym syfem z sporadycznym dostępem do wody. Psy żyły w stanie agonalnym, bez sił i chęci błąkały się po boksach. Były bite, wiele z nich stało się agresywne dopiero w schronisku. Psy dominujące górowały nad innymi, były psami, które NIGDY nie miały opuścić schroniska. Słabsze i drobniejsze psy były zagryzane przez inne, a następnie znikały" – opisuje.
Litewka przekazał, że schronisko otrzymywało blisko 2 tys. zł za każdy miesiąc pobytu psa. "NIGDY, NIGDY żaden pies nie był leczony, nie trafił do weterynarza. Jeśli chorował lub był poraniony nie mógł liczyć na żadną pomoc. Konał w strasznych okolicznościach. Gdy pies był skrajnie wyczerpany, znikał, a jego miejsce zastępował kolejny. Gdy nie dało się już pomieścić zwierząt, najsłabsze i najstarsze ustępowały miejsca nowym, zdrowym" – informuje.
Przedstawiciel Lewicy przekazał, że psy nie były czipowane, nie istniał też żaden wykaz czworonogów przebywających w schronisku. "Część z nich była wypuszczana na wolność, a następnie ponownie odławiana by otrzymać kolejne 3 tys. zł. Pies kolejny raz trafiał do obozu, z którego już nigdy nie wyszedł. Happy Dog to najbardziej chora nazwa jaką ktoś mógł zaproponować. Przepraszam, że musiałem Wam to napisać. Prokuratura i policja też już to wie, byłemu już właścicielowi zostaną postawione kolejne zarzuty, także malwersacje finansowe. Piekło na ziemi" – podsumował parlamentarzysta, nie kryjąc oburzenia.
Czytaj też:
"Zero wstydu", "absurdalna ustawka". Burza po materiale TVNCzytaj też:
Celebrytce puściły nerwy. "Gardzę wami, kreatury"
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
