Poczet amerykańskich "gubernatorów"
  • Jan FiedorczukAutor:Jan Fiedorczuk

Poczet amerykańskich "gubernatorów"

Dodano: 
Thomas Rose, ambasador USA w Polsce
Thomas Rose, ambasador USA w Polsce Źródło: PAP / Szymon Pulcyn
Kolejni ambasadorowie Stanów Zjednoczonych zachowują się w Polsce niczym zarządcy zamorskiej kolonii. Georgette Mosbacher publicznie pouczała polskiego premiera, myląc jego nazwisko w oficjalnym liście, a Mark Brzezinski miał robić awantury prezydenckim ministrom za to, że polskie władze nie konsultują z nim swoich decyzji. Tom Rose podąża tą samą ścieżką

Już po tym, jak USA zdecydowały się zerwać stosunki z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, Tom Rose zamieścił zastanawiający wpis na swoim prywatnym koncie na portalu X. Jeden z użytkowników, jeden z tysięcy anonimowych internautów, stwierdził bowiem, że "naród polski szanuje swoją suwerenność", a ambasador powinien wracać do domu. Amerykański dyplomata zamiast zignorować ten głos, skomentował: "Czy powinniśmy zabrać ze sobą wszystkich naszych żołnierzy i sprzęt?". Po jakimś czasie Rose skasował wpis, jednak sytuacja zdaje się dobrze oddawać mentalność zarówno Rose’a, jak i jego poprzedników. Zarówno Mark Brzezinski, który urzędował przy Al. Ujazdowskich za prezydentury Joe Bidena, jak i Georgette Mosbacher, która była ambasadorem za pierwszej kadencji Donalda Trumpa, nie grzeszyli subtelnością i wielokrotnie nie tyle ingerowali w politykę nad Wisłą, ile wprost sztorcowali polskich polityków. Właściwie ten arogancki ton to jedyna rzecz, która łączy wymienionych troje dyplomatów. Każdy z nich bowiem przeszedł zupełnie inną drogę, zanim trafił do placówki w Warszawie.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także