Już po tym, jak USA zdecydowały się zerwać stosunki z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, Tom Rose zamieścił zastanawiający wpis na swoim prywatnym koncie na portalu X. Jeden z użytkowników, jeden z tysięcy anonimowych internautów, stwierdził bowiem, że "naród polski szanuje swoją suwerenność", a ambasador powinien wracać do domu. Amerykański dyplomata zamiast zignorować ten głos, skomentował: "Czy powinniśmy zabrać ze sobą wszystkich naszych żołnierzy i sprzęt?". Po jakimś czasie Rose skasował wpis, jednak sytuacja zdaje się dobrze oddawać mentalność zarówno Rose’a, jak i jego poprzedników. Zarówno Mark Brzezinski, który urzędował przy Al. Ujazdowskich za prezydentury Joe Bidena, jak i Georgette Mosbacher, która była ambasadorem za pierwszej kadencji Donalda Trumpa, nie grzeszyli subtelnością i wielokrotnie nie tyle ingerowali w politykę nad Wisłą, ile wprost sztorcowali polskich polityków. Właściwie ten arogancki ton to jedyna rzecz, która łączy wymienionych troje dyplomatów. Każdy z nich bowiem przeszedł zupełnie inną drogę, zanim trafił do placówki w Warszawie.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
