Próbuję sobie przypomnieć, kiedy ostatnio w teatrze zaciekawili mnie nie tylko aktorzy czy inscenizacja, lecz także dramat.
Nie scenariusz, oparty np. na jakimś klasyku, nie adaptacja prozy albo literatury faktu (najczęściej i najgorzej), ale dramat właśnie, i to współczesny. Rzeczywistość wdarła się na scenę i już jej nie chce opuścić. Ludzie teatru lubią twierdzić, że mogą się obyć bez dramatu, bez zapośredniczenia dzieła skonstruowanego z pełnokrwistych postaci, z relacji między nimi w ramach wykreowanego świata. Widzę w tym raczej efekt ich skłonności autodestrukcyjnych i zakłóconego postrzegania świata. Jednak sądząc po obserwowanych tu i ówdzie reakcjach, osoby chodzące do teatru wciąż potrzebują fikcji i postaci teatralnych, psychologii, prawdopodobieństwa itd.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
