Najpierw dziennik „Rzeczpospolita” opublikował tekst, w którym bez konsultacji z Szymonem Hołownią, postawiono tezę, że znajduje się on w stanie głębokiej depresji. Szła za tym sugestia, że ma to wpływ na wykonywanie przez niego obowiązków publicznych. Ujawnianie czyichś problemów zdrowotnych, szczególnie w tak delikatnej kwestii jak stan psychofizyczny, słusznie bardzo wiele osób odebrało jako niedopuszczalny cios poniżej pasa.
Przypominają się dwie sytuacje: nie tak dawna publikacja na temat leków, które miał przyjmować szef BBN Sławomir Cenckiewicz, oraz druga sytuacja, z kampanii prezydenckiej, kiedy przyjazne Platformie media otrzymały gotową historię o słynnej kawalerce Karola Nawrockiego. W tych sprawach interesujące jest pochodzenie informacji, które przedostały się do mediów. Można zapytać, czy służby mogą być podejrzewane o to, że zdobywają pewne dane, które później wykorzystują politycy, którzy te służby nadzorują. A polityk może już przekazać taką informację swoim kolegom, np. ze sztabu przygotowującego walkę polityczną z rywalami.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
