– Przez dwa lata nie wybierali (koalicja rządząca – red.) sędziów. Kumulowali wakaty po to, żeby hurtem, za jednym zamachem wybrać wszystkich sędziów – powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Warchoł, odnosząc się do wyboru przez Sejm sześciu kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Jego zdaniem, rządzący chcą zapewnić sobie "swój" Trybunał na 9 lat. – Ci sędziowie, których nie wybierali przez dwa lata, nawet jeżeli zostaną w tej chwili powołani, to będą mieli sztucznie wydłużone kadencje, ponieważ byłyby one krótsze o dwa lata. A tak będą trwały nie 9 lat, ale 11 lat. Gdyby większość sejmowa wybrała ich dwa lata temu, to kadencje byłyby 9-letnie i za 7 lat by się już skończyły. To jest po prostu skandal – ocenił.
Zapytany, czy chodzi o sprowadzenie TK do roli trzeciej izby parlamentu, poseł PiS odparł: "Dokładnie. Taki jest ich szatański plan. Taki bardzo przebiegły i możliwy teoretycznie". – Oni nie będą próbowali po raz kolejny zawetowanych przez Prezydenta ustaw uchwalać, tylko skierują do Trybunału ustawy przyjęte za rządów PiS. I Trybunał je unieważni – stwierdził.
Warchoł: Mogą nawet zakwestionować wybór prezydenta
Na pytanie o dalszy rozwój wypadków w związku z obsadzaniem wakatów w TK, Warchoł odpowiedział, że bardzo wiele zależy od Trybunału. – Jeśli uzna powołanie tych sędziów, podstawę ich wyboru, czyli regulamin Sejmu, za niezgodną z Konstytucją, to wszelka ich działalność w TK, jeżeli by do niej doszło, nie będzie miała żadnej wartości prawnej – powiedział.
17 marca Trybunał Konstytucyjny odroczył sprawę wniosku PiS o zbadanie konstytucyjności przepisów dotyczących procedury wyboru sędziów TK przez Sejm. Trybunał zdecydował, że zwróci się do prezydenta o zajęcia pisemnego stanowiska.
Warchoł, który reprezentuje w tej sprawie wnioskodawców, ocenił, że jeżeli TK nie wyda wyroku, albo wyda wyrok, że te przepisy są zgodne z Konstytucją, wówczas rozpocznie się "realizacja planu omijania prezydenta". – Mogą nawet zakwestionować wybór samego prezydenta. Mogą zakwestionować dokładnie wszystko po kolei. To będzie fabryka pseudoprawa – wskazał.
Dwójka sędziów TK zaprzysiężona przez prezydenta
Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska, dwoje sędziów Trybunału Konstytucyjnego spośród sześciorga wybranych w marcu przez Sejm, złożyło w środę (1 kwietnia) ślubowanie wobec prezydenta Karola Nawrockiego.
Szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki poinformował, że sytuacja pozostałej czwórki jest analizowana i na razie nie ma w tej sprawie decyzji. Nie odpowiedział na pytania dziennikarzy, na jakiej podstawie prezydent nie przyjął dotąd od nich ślubowania.
Bogucki w końcu przyznał, że dwoje zaprzysiężonych sędziów nie angażowało się w działania o charakterze politycznym po żadnej ze stron.
Tusk o decyzji Nawrockiego: Jaka niespodzianka
Poza Szostkiem i Bentkowską Sejm wybrał na sędziów TK Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę oraz Annę Korwin-Piotrowską. Przed świętami cała czwórka wysłała pismo do prezydenta Nawrockiego z pytaniem o datę przyjęcia od nich ślubowania.
– To są politycy w togach. Specjalnie zostali wybrani po to, żeby byli posłuszni Tuskowi. Tusk potrzebuje swojego zaufanego Trybunału na telefon. Po to, żeby akceptował wszystkie jego antypolskie ustawy oraz żeby omijać weto prezydenta – uważa Warchoł.
Premier Donald Tusk od dawna powtarza, że rząd "znajdzie sposób", aby wszystkie osoby wybrane na sędziów Trybunału Konstytucyjnego mogły rozpocząć pracę. Na odebranie przez Nawrockiego ślubowania tylko od dwójki sędziów, Tusk zareagował słowami: "O, jaka niespodzianka".
Czytaj też:
"Ze zdumieniem obserwuję". Gronkiewicz-Waltz o nowych sędziach TK
