Ks. Isakowicz-Zaleski: Prałat Henryk Jankowski był też autorytetem Michnika

Ks. Isakowicz-Zaleski: Prałat Henryk Jankowski był też autorytetem Michnika

Dodano: 133
Ks. Isakowicz-Zaleski
Ks. Isakowicz-Zaleski / Źródło: PAP / Adam Warżawa
U księdza Jankowskiego odbywały się spotkania Solidarności. Tam bywali i Tadeusz Mazowiecki, i Bronisław Geremek, i Adam Michnik, i Zbigniew Bujak. Dziś ci, którzy żyją mówią, że wiedzieli ale nie reagowali. Czyli są też współwinni w tej sprawie – mówi portalowi DoRzeczy.pl ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, w latach 80. związany z krakowską opozycją antykomunistyczną.

„Gazeta Wyborcza” wróciła po latach do sprawy oskarżeń księdza Henryka Jankowskiego o nadużycia seksualne. Jak ksiądz ocenia tę sprawę?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Z jednej strony uderza hipokryzja tych, którzy mówią, że o sprawie wiedzieli od lat, ale nie reagowali. To jest oburzające, bo jeśli faktycznie tak było, to mają pewien udział w tym, co księdzu się zarzuca. Natomiast strona kościelna na pewno powinna sprawę dogłębnie zbadać. Dla dobra Kościoła należy wyjaśnić jak to naprawdę było.

No tak, ale tu mamy wyznanie ofiary po wielu latach. Ksiądz Jankowski nie może się bronić. Pytanie więc, jakby to sprawdzanie miało dziś wyglądać?

Sprawdzić pewne rzeczy jest łatwo. W tekście „Gazety Wyborczej” jest choćby fragment o tym, że jedna dziewczyna była w ciąży z księdzem popełniła samobójstwo. W sprawie samobójstw nawet w okresie PRL prowadzono śledztwa. A więc materiały w tej sprawie – jeśli faktycznie miała miejsce – istnieją. Można łatwo ustalić, czy było takie samobójstwo, czy dziewczyna była w ciąży, kto był ojcem. Strona kościelna powinna wystąpić do prokuratury z żądaniem wyjaśnienia sprawy, sama prokuratura zresztą też powinna podjąć tutaj działania.

Wielu byłych opozycjonistów znało się z księdzem Henrykiem Jankowskim, bywało u niego…

To jest straszna hipokryzja. Tam odbywały się spotkania Solidarności. Tam bywali i Tadeusz Mazowiecki, i Bronisław Geremek, i Adam Michnik, i Zbigniew Bujak. Dziś ci, którzy żyją mówią, że wiedzieli ale nie reagowali. Czyli są też winni w tej sprawie. Ja znałem księdza Jankowskiego dość pobieżnie. Oczywiście nigdy nie nocowałem u niego, ale spotykaliśmy się na różnych uroczystościach Solidarności. Odbierałem księdza Jankowskiego jako patriotę, natomiast tym, co mnie raziło, był jego sposób bycia. Jaśniepański sposób zachowania. Otaczanie się luksusem. On zachowywał się jak książę Kościoła. To raziło, ale ja to traktowałem jako dziwactwo. Jest jeszcze jedna rzecz.

Jaka?

Jak wynika z publikacja, na przełomie lat 80. i 90. Adam Michnik dał Jankowskiemu dwie książki z dedykacją dla „Kochanego księdza Henryka”. A więc i dla redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” ksiądz Henryk Jankowski był w tamtym czasie autorytetem. Natomiast dzisiejsze publikacje „Gazety Wyborczej” oczywiście nie służą naprawie, czy dobru Kościoła. Gazeta ta swoimi działaniami wielokrotnie dowiodła, że chodzi jej tylko i wyłącznie o dowalenie Kościołowi. Jednak dla dobra Kościoła należy te wszystkie sprawy sprawdzać. Rodzina Jankowskiego ma prawo bronić dobrego imienia księdza prałata. Boję się jednak, że będzie to tak, że wszyscy powiedzą: wiedzieliśmy, nic nie zrobiliśmy, teraz jest za późno na poznanie prawdy. Niestety w wypadku Kościoła wiele spraw nie jest rozwiązywanych, albo ich wyjaśnianie trwa zdecydowanie za długo. Tu od śmierci prałata minęło osiem lat, a teraz sprawa ma być wyjaśniana. Tylko jawność i uczciwe mówienie jak było jest rozwiązaniem. Jeżeli ksiądz Jankowski był winien – należy to powiedzieć. Jeżeli nie był winien i został pomówiony – także, dla dobra tego człowieka należy to wyjaśnić. Najgorsze co może być to zamiecenie takiej sprawy pod dywan.

Czytaj też:
Rodzina ks. Jankowskiego pozwie dziennikarzy "Wyborczej"
Czytaj też:
Przyjaciel rodziny ks. Jankowskiego: Adamowicz był u księdza ministrantem, zna prawdę

Autor: Przemysław Harczuk
Źródło: DoRzeczy.pl
 133
Czytaj także