Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", za biznesem opartym na miejskiej kranówce stoją poważne znaki zapytania, w tym m.in. brak wyników badań sprzedawanej w nich wody czy wątpliwe podstawy naukowe części technologii wykorzystywanej do jej "uzdatniania".
Płatna kranówka w Warszawie
Za litr wody z wodomatu trzeba zapłacić 60 groszy. Sama woda pochodzi jednak z miejskiej sieci. Oznacza to, że ktoś buduje biznes polegający na sprzedaży tego samego surowca, który mieszkańcy mają w kranach – tyle że po "ulepszeniu" i z marżą. Według danych producenta, w styczniu 2026 roku w Warszawie działało już 26 takich urządzeń, a ich liczba rośnie. Każdy automat kosztuje ponad 15 tys. zł, a inwestor – jak przekonuje firma – ma odzyskać pieniądze w ciągu 17 miesięcy.
Jak opisuje "GW", za warszawskimi wodomatami stoi spółka Wodomat, założona w 2024 roku z kapitałem zakładowym wynoszącym zaledwie 5 tys. zł. Mimo to w krótkim czasie jej urządzenia pojawiły się w przestrzeni publicznej stolicy. Model działania firmy opiera się nie tylko na sprzedaży wody, ale przede wszystkim na sprzedaży samych automatów niezależnym inwestorom. To oni później zarabiają na mieszkańcach. – Odbiorcami sprzętu są niezależni przedsiębiorcy, organizacje oraz osoby prywatne, które budują własny biznes – przyznaje cytowany przez Wyborczą Denis Zwonik, dyrektor techniczny spółki.
Firma nie publikuje wyników badań składu wody
Producent zapewnia, że woda przechodzi dziesięciostopniowy proces oczyszczania, obejmujący m.in. odwróconą osmozę, filtry węglowe czy dezynfekcję UV. W materiałach marketingowych firmy pojawiają się również sugestie korzystnego wpływu na zdrowie, m.in. na pracę nerek. Jednocześnie firma nie publikuje wyników badań składu wody. – Brak szczegółowych informacji i operowanie ogólnymi hasłami zamiast konkretnych parametrów budzi uzasadnione wątpliwości – mówi prof. Rafał Jurczakowski z Wydziału Chemii UW. – Bez konkretnej specyfikacji dotyczącej zawartości jonów nie da się rzetelnie ocenić jakości tej wody – dodaje.
Szczególne kontrowersje budzi jeden z elementów instalacji – tzw. rezonator bioceramiczny, który według producenta ma "zmieniać strukturę wody". – Z naukowego punktu widzenia jego działanie nie jest dobrze uzasadnione. Brakuje wiarygodnych badań potwierdzających możliwość trwałej zmiany struktury wody – podkreśla prof. Jurczakowski. Ekspert wskazuje również na potencjalne ryzyko dla zdrowia: – Materiały używane w takich urządzeniach mogą zawierać substancje szkodliwe, w tym metale ciężkie. Potencjalne zagrożenia mogą przewyższać ewentualne korzyści – twierdzi.
Czytaj też:
"Ujawniam plany". W miastach, w których rządzi KO, pojawi się nowy podatek?Czytaj też:
Trzaskowski: Prezydent bierze nie wiadomo ile na klatę, a musi dać sobie w nos
