To niewątpliwie w Polsce postać kontrowersyjna. Chodzi o Zygmunta Baumana, którego autobiografia zatytułowana „W pierwszej osobie. Wspomnienia i rozliczenia” ukazała się niedawno nakładem Wydawnictwa Agora. Trudno powiedzieć coś o okolicznościach powstania tej książki. Nic na ten temat w niej nie ma. Można się domyślać, że powstawała mniej więcej dwie dekady temu, w czasach pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości – ugrupowania, któremu autor nie szczędzi na jej kartach uszczypliwości.
O tym, kim jest Bauman dla lewicowo- -liberalnych środowisk, które w latach 90. XX w. nadawały ton polskiemu życiu publicznemu, świadczą blurby na tylnej części okładki książki. To w istocie panegiryki na cześć autora, napisane przez ludzi kojarzonych z kręgiem „Gazety Wyborczej” – medium należącego do tego samego koncernu, co Wydawnictwo Agora. Są tu zatem rekomendacje Ireny Grudzińskiej-Gross, Joanny Tokarskiej-Bakir, Artura Domosławskiego i samego Adama Michnika. Trudno, żeby Bauman nie był postacią kultową w oczach tych ludzi. Jego droga życiowa naznaczona została bowiem doświadczeniami, które wpisują się w serwowane przez nich narracje o XX-wiecznych zakrętach dziejowych. I o tym jest właśnie „W pierwszej osobie”.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
