Czy Polska jest gotowa na atak Rosji? Niepokojące dane o gotowości wojska

Czy Polska jest gotowa na atak Rosji? Niepokojące dane o gotowości wojska

Dodano: 
Żołnierz Wojska Polskiego, zdjęcie ilustracyjne
Żołnierz Wojska Polskiego, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Mikołaj Bujak / KPRP
Tylko dwie z sześciu polskich dywizji wojsk lądowych są obecnie gotowe do natychmiastowego podjęcia walki w razie rosyjskiego ataku.

Dwie kolejne potrzebowałyby od kilkunastu do nawet 30 dni, by osiągnąć pełną gotowość bojową, a dwie następne nadal są w trakcie formowania. Tak wynika z analizy opublikowanej przez "Rzeczpospolitą".

Do walki od pierwszych godzin

Według "Rzeczpospolitej" od początku ewentualnego konfliktu mogłyby działać jedynie 16. Pomorska Dywizja Zmechanizowana i 18. Dywizja Zmechanizowana. Obie rozmieszczone są na wschodzie kraju – przy granicy z obwodem królewieckim i Białorusią. Gazeta zwraca jednak uwagę, że nawet te jednostki nie zakończyły jeszcze formowania wszystkich nowych pododdziałów.

Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła wyjaśnia, że jednostki pierwszego rzutu są przygotowane do działania w najkrótszym czasie. "Dywizje tier 1 to takie, których jednostki są w stanie wejść do walki w okresie do 7 dni, a część ich pododdziałów nawet w ciągu kilkunastu godzin".

Kolejne jednostki potrzebowałyby nawet miesiąca

Znacznie dłużej do działań przygotowywałyby się 11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej i 12. Szczecińska Dywizja Zmechanizowana. Obie są częściowo skadrowane, dlatego przed wejściem do walki musiałyby uzupełnić stany osobowe. Według klasyfikacji przedstawionej przez gen. Kukułę ich gotowość bojowa mogłaby zostać osiągnięta dopiero po kilkunastu, a nawet 30 dniach.

Z kolei 1. Dywizja Piechoty Legionów i 8. Dywizja Piechoty Armii Krajowej nadal znajdują się na etapie formowania i nie są jeszcze gotowe do udziału w działaniach bojowych.

Kreml odpowiada na doniesienia o potencjalnym ataku na Polskę

Do medialnych doniesień o możliwych działaniach Rosji wobec Polski odniósł się w niedzielę rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Odrzucił pojawiające się informacje, określając je jako "straszaki" i element kampanii wymierzonej w Rosję. – Bardzo dużo publikuje się straszaków na temat Federacji Rosyjskiej. To element demonizacji naszego kraju, który jest stale wykorzystywany przez zachodnie media – powiedział Pieskow, cytowany przez agencję RIA Nowosti.

Jego wypowiedź pojawiła się po serii publikacji dotyczących możliwych rosyjskich prowokacji wobec Polski i państw bałtyckich. Pod koniec czerwca Onet informował, powołując się na źródła, że rozważany scenariusz nie zakłada pełnoskalowej wojny, lecz ograniczoną prowokację militarną. Z kolei "The Telegraph" podał, że Stany Zjednoczone ostrzegły Polskę przed możliwością działań, które miałyby sprawdzić reakcję NATO. Według brytyjskiego dziennika mogłyby to być ataki rakietowe lub dronowe na infrastrukturę krytyczną, działania hybrydowe przy granicy lub ograniczone wtargnięcie rosyjskich albo białoruskich żołnierzy.

Czytaj też:
Awantura o Patrioty. Kowal nazwał polityków opozycji "dziadami"
Czytaj też:
Bryłka pyta o pociski do Patriotów: Czyich interesów jest wykonawcą rząd?

Źródło: Rzeczpospolita
Czytaj także