Głos w sprawie zabrała europoseł Konfederacji Anna Bryłka, która stwierdziła, że jeśli informacje się potwierdzą, odpowiedzialni za decyzję powinni ponieść konsekwencje. – To jest działanie na szkodę polskiego bezpieczeństwa – powiedziała w programie "Gość Wydarzeń" na antenie Polsat News.
"Dowiadujemy się od ministra Ukrainy"
Polska miała w ostatnich miesiącach przekazać Ukrainie część pocisków PAC-3 MSE, czyli najnowocześniejszych rakiet wykorzystywanych przez systemy obrony powietrznej Patriot. Bryłka zwróciła uwagę, że informacje o przekazaniu uzbrojenia pojawiły się najpierw po stronie ukraińskiej. – Ta informacja o przekazaniu pocisków do Patriotów pojawiła się publicznie w wypowiedzi ministra obrony Ukrainy. Więc my, jako opinia publiczna, ale również jako polski Sejm, dowiadujemy się o przekazaniu tych pocisków, które mają chronić polskie niebo, które mają być filarem polskiej obrony przeciwlotniczej, od ministra obrony Ukrainy – powiedziała.
Europoseł odniosła się również do słów szefa Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza, który w Polsat News mówił, że przekazanie rakiet jest "bardzo prawdopodobne". – To jest pytanie do Kancelarii Prezydenta, czy faktycznie te informacje były przekazywane – stwierdziła Bryłka. Dodała, że ma wątpliwości, czy Ministerstwo Obrony Narodowej przekazuje prezydentowi wszystkie informacje dotyczące donacji uzbrojenia.
"Powinni stanąć przed Trybunałem Stanu"
Zdaniem Bryłki przekazywanie nowoczesnego uzbrojenia nie może odbywać się kosztem zdolności obronnych Polski. – Polska opinia publiczna, ale przede wszystkim polscy parlamentarzyści, powinni mieć świadomość tego, co przekazujemy Ukrainie. Musi być jakiś mechanizm kontroli wydatków i przekazywania uzbrojenia na Ukrainę – oceniła.
Europoseł wskazała, że jeśli decyzje o przekazaniu pocisków były świadome, odpowiedzialność powinni ponieść zarówno były minister obrony Mariusz Błaszczak, jak i obecny szef MON.
Bryłka podkreśliła, że pociski PAC-3 MSE mają kluczowe znaczenie dla polskiego systemu obrony przeciwlotniczej. – Przekazując pociski do Patriotów Ukrainie, zmniejszamy polskie bezpieczeństwo – stwierdziła. Jak dodała, są to pociski zdolne do zwalczania rosyjskich rakiet Iskander rozmieszczonych w obwodzie królewieckim.
"Czyich interesów jest wykonawcą rząd?"
Na zakończenie Bryłka stwierdziła, że pomoc wojskowa dla Ukrainy nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa Polski. – Nasza pomoc militarna Ukrainie nie może zmniejszać polskiego bezpieczeństwa militarnego. I to jest główna przesłanka, którą powinien kierować się polski rząd – zarówno obecny jak i poprzedni – powiedziała.
Dodała również: – Polski rząd powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czyich interesów jest wykonawcą w tej sprawie: polskich czy ukraińskich? Jeśli przekazał te pociski, to jest wykonawcą ukraińskich interesów.
MON zapowiada odtajnienie donacji
Do sprawy odniósł się w niedzielę minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Poinformował, że po konsultacji z premierem Donaldem Tuskiem polecił odtajnienie wszystkich donacji wojskowych przekazanych Ukrainie w latach 2022–2026. Szef MON przekazał również, że proces przekazywania uzbrojenia rozpoczął rząd PiS z ministrem Mariuszem Błaszczakiem, a o każdej donacji informowany był prezydent – wcześniej Andrzej Duda, a obecnie Karol Nawrocki.
Kosiniak-Kamysz poinformował także, że zlecił Służbie Kontrwywiadu Wojskowego zbadanie okoliczności ujawnienia informacji dotyczących donacji dla Ukrainy.
Czytaj też:
Awantura o pociski Patriot. Szłapka apeluje o opamiętanie, opozycja żąda wyjaśnień Czytaj też:
"Zdrada polskich interesów". Zajączkowska-Hernik grzmi ws. pocisków Patriot
