Sierakowski zatrzymany przez Turków. "Na dzień dobry zgarnęła mnie policja"

Sierakowski zatrzymany przez Turków. "Na dzień dobry zgarnęła mnie policja"

Dodano: 
Publicysta Sławomir Sierakowski
Publicysta Sławomir Sierakowski Źródło: PAP / Rafał Guz
Publicysta Sławomir Sierakowski opisał, że podczas pobytu na szczycie NATO w Turcji, został trzy razy zatrzymany przez policję.

Lewicowy publicysta Sławomir Sierakowski opublikował tekst, w którym opisał swoje perypetie w tureckich miastach – Stambule i Ankarze. Udał się tam w związku ze szczytem NATO. Okazuje się, że został trzykrotnie zatrzymany przez turecką policję. Ostatecznie za trzecim razem funkcjonariusze zatrzymali go na dłuższe przesłuchanie.

Pierwsza zatrzymanie miało miejsce w Stambule. "Przesłuchanie nie trwało długo, dość szybko mnie puścili i na samolot się nie spóźniłem" – opisuje w "Newsweeku".

Kolejne przesłuchanie miało miejsce w Ankarze: "W Ankarze odebrali, znów przepytali, mundurów tylko zapomnieli. Głupio wybrałem sobie hotel przy samym kompleksie prezydenckim w czerwonej strefie. Idiotycznie założyłem, że będę miał bliżej. W efekcie cały szczyt spędziłem z turecką policją w hotelowej kawiarni, a tylko na swoje eventy udawałem się długimi spacerami tam, gdzie dało się przejść gdzieś poboczami autostrad".

Trzecie, najdłuższe zatrzymanie. Sierakowski: Mogę się domyślać

Po raz trzeci, policja zatrzymała Sierakowskiego ponownie w Stambule, gdy był w drodze powrotnej. "Tam mnie od razu zwinęli, ale tym razem już na dłużej" – zauważa. "Dobry policjant, młody chłopak, prowadził mnie na fajkę, pozwolił wziąć leki, dał wodę i nawet okazał się rozmowny. Reszta przesłuchiwała mnie jeden po drugim, nie urozmaicając rozmowy innymi tematami niż: kim naprawdę jestem, z kim się widziałem, po co tu przyjechałem, czym się zajmuję. Mogli sobie zgooglować, ale chyba nie ufają big techowi. To akurat rozumiem. Powody zatrzymania zachowali w tajemnicy" – opisuje.

"W końcu po wykonaniu licznych telefonów, prowadzeniu mnie z jednego pokoju przesłuchań do drugiego, zadawaniu tych samych pytań, na które żadna inspirująca odpowiedź nie przychodziła mi do głowy, wzięli mi odciski palców i szarmancko odprowadzili na samolot. Z tym dobrym policjantem przybiliśmy sobie piątkę, inni byli mniej uprzejmi, ale nie mam pretensji" – dodaje publicysta.

Sierakowski dywaguje, że powodem sytuacji była jego wizyta w Turcji sprzed lat. Turecka telewizja zaprosiła go wtedy na konferencję, którą otwierał prezydent Recep Erdogan. "Jako wierny odbiorca TVP Jacka Kurskiego uprzedziłem, że im 'pojadę'. I pojechałem, bo miałem udawać, że wszystko jest fajnie, gdy dziennikarze siedzą w Turcji w więzieniach? Coś tam mi musieli zapisać w papierach, skoro trzy razy mnie zatrzymywali, życzliwie dbając, żeby mi się nic nie stało podczas całej wyprawy" – komentuje.

Według autora zachowanie tureckich służb pokazuje, jak funkcjonuje państwo Recepa Tayyipa Erdoğana – z silną kontrolą nad przestrzenią publiczną i dużą podejrzliwością wobec mediów.

Czytaj też:
Sierakowski: Kreml oklaskuje dziś Nawrockiego i Polaków

Źródło: Newsweek
Czytaj także