Wszystko, co najważniejsze
  • Ryszard GromadzkiAutor:Ryszard Gromadzki

Wszystko, co najważniejsze

Dodano: 
Jan Pospieszalski
Jan Pospieszalski Źródło: PMPG / Julita Ledzińska
Z Janem Pospieszalskim, dziennikarzem, autorem podcastu „Jan Pospieszalski rozmawia”, publicystą „Do Rzeczy”, muzykiem, kompozytorem i autorem tekstów rozmawia Ryszard Gromadzki

RYSZARD GROMADZKI: W czasach, gdy w mediach królują sfalsyfikowane, zastępcze albo czcze przekazy, wciąż warto rozmawiać o sprawach istotnych, o Polsce?

JAN POSPIESZALSKI: Zacząłeś z wysokiego C. Mojej przygody z YouTube pewnie by nie było, gdyby nie Jacek Kurski. Patrząc z perspektywy ponad pięciu lat, które upłynęły od wyrzucenia programu „Warto rozmawiać” z TVP, w kwietniu 2021 r. przez prezesa Kurskiego i ówczesne władze telewizji publicznej, mogę powiedzieć, że nic lepszego nie mogło mnie spotkać. Właściwie powinienem pójść do Jacka Kurskiego ze skrzynką szampana, tylko obawiam się, że to nie on podjął decyzję w sprawie mojego programu, a nie wiem, czy Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński piją szampana. Podcast „Jan Pospieszalski rozmawia” ma dość krótką historię na YouTube. To, że w tej formie zaistniał, jest efektem spotkania z młodszym ode mnie o 40 lat Kubą, wspólnikiem i współredaktorem. Ten program jest sumą naszych wrażliwości, doświadczeń i wiedzy, zderzeniem metryk. Ponad 260 tys. subskrybentów podcastu i miliony odwiedzin miesięcznie potwierdzają, że nasza praca nie trafia w próżnię.

Nie trafia w próżnię, choć rozmawiasz o sprawach, które mainstream pomija albo którymi zajmuje się wyrywkowo, po wcześniejszej „obróbce” widza czy słuchacza. Stawiasz niewygodne pytania i – jak myślę – nie robisz tego wyłącznie dla zasięgów, tylko szukasz, przepraszam za wielkie słowo, prawdy.

Mamy za sobą dokładnie 281 podcastów zrealizowanych w ciągu dwóch lat. Wypada ok. 140 na rok. Uzmysłowiłeś mi, jak dużo było tych ważnych dla mnie spotkań i rozmów. Na przykład jak niedawna rozmowa z dr. Piotrem Witczakiem. Jednym z tematów była groźna dla wolności i praw obywateli ustawa określana mianem „lex szarlatan”, która trafiła na biurko prezydenta Nawrockiego. O jej zawetowanie apelowały środowiska niezależnych lekarzy, prawnicy, liderzy opinii. Jednocześnie do prezydenta kierowane były stanowiska różnych „autorytetów”, stowarzyszeń i organizacji pacjentów, opowiadających się za przyjęciem ustawy. Tymczasem, jak ustaliła nasza znajoma prawnik, z listów kierowanych do prezydenta przez rzekome organizacje pacjentów nie usunięto metadanych. Szablon tych stanowisk „za ustawą” wyszedł bezpośrednio od współpracownika rzecznika praw pacjenta. Później podpisywały się pod tym quasiorganizacje społeczne, które de facto okazały się grupami lobbingowymi finansowanymi z pieniędzy Big Pharmy.

Metoda tak pozorowanych konsultacji społecznych jest świetnie opisana w książce Marguerite Peeters „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”. To samo instrumentarium wykorzystuje się w całym spektrum spraw, które forsuje lewicowo-liberalny mainstream, np. chcąc uzyskać społeczną zgodę na uchylenie prawnej obrony życia, przywileje dla politycznego ruchu homoseksualnego czy tranzycję dzieci.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także