Maciej Berek odniósł się na portalu X do pojawiających się zarzutów, że nie spełnia formalnych wymagań, aby być sędzią Trybunału Konstytucyjnego.
"W związku z publicznie stawianymi zarzutami o niespełnianiu przeze mnie wymogów formalnych jako kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, przedstawiam zaświadczenie Dziekana Rady Okręgowej Izby Radców Prawnych, potwierdzające mój status radcy prawnego wykonującego zawód, co wypełnia wymagania ustawowe" – napisał. Do wpisu zaś dołączył skan dokumentu.
Do jego słów odniósł się poseł PiS Sebastian Kaleta. Jego zdaniem, Berek swoim zaświadczeniem przyznał, że nie posiada wymaganego prawem 10 lat doświadczenia wykonywania zawodu.
"Dlaczego? Samo wpisanie na listę nie oznacza wykonywania zawodu. Jak wiadomo, Maciej Berek pełnił różne funkcje publiczne przez ten okres, które nie były wykonywaniem zawodu radcy prawnego. Nie przedstawił Sejmowi dokumentów wskazujących, że przez 10 lat faktycznie wykonywał zawód. Konieczność wykazania faktycznego wykonywania zawodu wielokrotnie wskazywał w orzecznictwie SN na przestrzeni lat (składy paleo i neo dla szukających dziury w całym). Tusk chciał swojej prawej ręki w TK, a jutro prawdopodobnie strzeli samobója" – stwierdził polityk PiS.
"Prawa ręka" premiera do TK
W czwartek (3 września) sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
Berek jest jednym z najbliższych współpracowników Donalda Tuska. Premier, informując o jego odejściu z rządu, nazwał go swoją "prawą ręką". Jeśli były minister zostałby skutecznie wybrany i dopuszczony do orzekania, to obecna większość miałaby 8 z 15 sędziów TK.
Kandydatura Berka budzi kontrowersje nie tylko w szeregach opozycji, ale także wśród koalicjantów, ponieważ obecna władza obiecywała przed wyborami "odpolitycznienie" wymiaru sprawiedliwości, w tym Trybunału Konstytucyjnego.
Czytaj też:
Berek nie spełnienia wymogów formalnych? Były minister bije na alarm Czytaj też:
Zamach (stanu) na Prezesa TK
