Spór o nowe zasady żywienia dzieci przeniósł się na sesję Rady Warszawy. Radni PiS chcieli przyjęcia stanowiska dotyczącego obowiązującego od 1 września rozporządzenia ministra zdrowia, które zmieniło zasady komponowania posiłków w szkołach i przedszkolach.
Szef warszawskich struktur PiS Sebastian Kaleta przekonywał przed sesją, że do radnych docierają informacje o dzieciach, które nie chcą jeść nowych posiłków. – Szkoły próbują się dostosować do tego, żeby eksperymentować na diecie dzieci i niestety z sygnałów, które docierają do nas od szkół, dzieci tego jedzenia nie jedzą – powiedział.
Kaleta twierdził również, że w stołówkach zapełniają się pojemniki na odpady, ponieważ uczniowie wyrzucają obiady. Są to deklaracje polityka PiS – w przedstawionym materiale nie ma danych dotyczących skali marnowania posiłków w warszawskich szkołach. – Zamierzamy jako radni opozycji stanowczo zaprotestować przeciwko tej diecie i forsowaniu jej w warszawskich szkołach – zapowiedział.
"Dzieci wracają głodne do domu"
Jeszcze ostrzej wypowiedziała się radna PiS Michalina Szymborska. Zarzuciła resortowi zdrowia, że przepisy są efektem "lobbingu lewicowych fundacji". – Dzieci chodzą głodne i wracają głodne do domu, dlatego że nie są przyzwyczajone do takiej drakońskiej diety, gdzie posiłki mięsne zostały ograniczone tylko do dwóch razy w tygodniu. To jest skandal – mówiła.
Szymborska zarzuciła także, że regulacji nie skonsultowano z rodzicami, i oceniła, że w związku z tym "została złamana konstytucja".
Radna poinformowała również, że 26 września przed Sejmem ma odbyć się protest rodziców przeciwko nowym zasadom żywienia, organizowany wspólnie z Ordo Iuris.
KO odpowiada: Nie ma spadku liczby wykupionych obiadów
Zupełnie inaczej sytuację przedstawia przewodnicząca Komisji Edukacji Rady Warszawy Beata Michalec. Przypomniała, że stolica od lat prowadzi program "Wiem, co jem", dotyczący zdrowego żywienia w placówkach oświatowych.
– Rodzice mają prawo wniesienia propozycji do jadłospisów w szkołach czy przedszkolach, a przed rozpoczęciem danego miesiąca jadłospisy są udostępniane i rodzice mają prawo wyboru posiłków – powiedziała. Według Michalec w Warszawie nie zanotowano spadku liczby wykupionych szkolnych posiłków. Jak przekonywała, jest wręcz przeciwnie – liczba ta miała wzrosnąć.
– Ceny pozostają na tych samych poziomach, które były do tej pory. Nie ma niebezpieczeństwa czy strachu i proszę nie wnosić fermentu, że dzieje się katastrofa – mówiła.
Spór o mięso w szkolnych stołówkach
Do dyskusji włączyła się również szefowa klubu Lewica, Miasto Jest Nasze, Wspólne Jutro Agata Diduszko-Zyglewska. Jej zdaniem krytyka nowych zasad jest niezrozumiała. – Z jakiegoś powodu prawica nie życzy sobie, żeby dzieci odżywiały się w szkołach zdrowo – oceniła. Wskazywała przy tym na problem otyłości wśród dzieci oraz dużą dostępność taniej, wysoko przetworzonej żywności. Jej zdaniem szkoła powinna gwarantować uczniom przynajmniej jeden zbilansowany posiłek dziennie.
Radni PiS chcieli wprowadzić swoje stanowisko do porządku obrad Rady Warszawy. Wniosek został jednak odrzucony głosami radnych KO, Lewicy, Miasto Jest Nasze i Wspólnego Jutra.
Czytaj też:
Ideologia na talerzu Czytaj też:
Barbara Nowacka zachęca do linczu na Patryku Jakim? Interweniował Terlikowski: Jest pani ministrem
