Określenie "nepo baby" od kilku lat regularnie pojawia się w dyskusjach dotyczących dzieci znanych aktorów, muzyków czy innych osób ze świata show-biznesu. Termin nawiązuje do nepotyzmu i zazwyczaj ma pejoratywne znaczenie – sugeruje, że pozycja rodziców ułatwiła ich dzieciom rozpoczęcie własnej kariery.
Z podobnymi zarzutami mierzy się Helena Englert, córka Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Młoda aktorka występuje w filmach i serialach, związana jest także z Teatrem Narodowym. Zagrała tam m.in. Ofelię w "Hamlecie" wyreżyserowanym przez jej ojca. Rozwija również działalność muzyczną, a obecnie bierze udział w "Tańcu z gwiazdami".
Jej kolejne zawodowe projekty regularnie wywołują jednak komentarze dotyczące tego, jak duży wpływ na jej karierę mieli znani rodzice.
Stramowski stanął w obronie Englert
Piotr Stramowski w rozmowie z "Faktem" przyznał, że z niepokojem obserwuje krytykę kierowaną pod adresem aktorki. – Trochę mnie przeraża to, że pojawiły się w przestrzeni medialnej takie oskarżenia. Tymczasem Helenka jest po prostu bardzo, moim zdaniem, zdolną aktorką i to nie jej wina, że nosi nazwisko Englert – powiedział.
Stramowski zdradził, że sam zaangażował się w jedną z internetowych dyskusji na jej temat. Chodziło o publikację influencerki dotyczącą dostania się Englert do szkoły teatralnej. – Nawet udzieliłem komentarza pod postem jednej z influencerek, która zrobiła materiał o Helenie Englert i jej dostaniu się do szkoły teatralnej. Dla mnie to jest po prostu obrzydliwe. Natychmiast zareagowałem i sam zostałem za to hejtowany – opowiadał. Helena Englert ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie.
"Nie wiem, co trzeba mieć w głowie"
Stramowski uważa, że część krytycznych opinii dotyczących Englert formułują osoby, które nie znają realiów pracy aktora. – Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby oceniać czyjeś osiągnięcia i życie, nie mając pojęcia, jak doszło do poszczególnych sytuacji. Sprawdziłem nawet, kim są niektóre z tych osób. To często nie są ludzie z branży i nie mają żadnego pojęcia o realiach tego zawodu – stwierdził.
Aktor sprzeciwia się przede wszystkim ocenianiu Englert wyłącznie przez pryzmat nazwiska i zawodowej pozycji jej rodziców.
– Nie wyobrażam sobie oceniania drugiej osoby, tylko dlatego, że ma rodziców, którzy są bardziej znani czy lepiej sytuowani. Wiem, że każdy człowiek, który coś osiągnął, przeszedł swoją drogę. Może na zewnątrz wyglądać to inaczej, ale nie mamy prawa oceniać sytuacji, której nie znamy – powiedział.
Stramowski nie ma wątpliwości, że Englert posiada własne umiejętności, niezależnie od tego, z jakiej rodziny pochodzi. Zwrócił też uwagę, że aktorka próbuje obecnie swoich sił w muzyce. – Ocenianie Heleny jest obrzydliwe, zwłaszcza że jest bardzo zdolną artystką. I nie tylko aktorką. Teraz zaczęła także karierę muzyczną i bardzo ją wspieram. Uważam, że wszyscy ci, którzy tak chętnie ją krytykują, powinni raczej zająć się sobą – podsumował.
Czytaj też:
Młynarska ostro o nowej "Lalce". "Oczy zachodziły mgłą niedowierzania" Czytaj też:
Filip Chajzer i Bianka już po ślubie. Parę pobłogosławił znany ksiądz z TikToka
