Gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej i przyjmowała jako swój projekt globalistyczny, tłumaczono nam, że nie mamy innego wyjścia. Podawano wiele powodów tejże bezalternatywności. Jako politologa szczególnie zafrapowała mnie ówczesna argumentacja o nieuniknionym końcu suwerenności państw. Przez cały czas dźwięczą mi w uszach używane wtedy slogany: „Suwerenność w rozumieniu Jeana Bodina i Thomasa Hobbesa jest w dzisiejszym świecie niemożliwa”, „W epoce globalizacji nie ma miejsca dla suwerenności pojętej w rozumieniu Ludwika XIV”. Slogany te przypomniały mi się, gdy zacząłem się interesować współczesną chińską myślą polityczną, czytać wydane po francusku i angielsku pisma Xi Jinpinga, a w końcu przez cały czas kołatały mi po głowie w czasie mojej ostatniej wycieczki do Państwa Środka, gdy miałem okazję skonfrontować wiedzę książkową z rzeczywistością.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
