Mamy obrotowe media, czyli takie, które kręcą się we własnym sprzężeniu zwrotnym, cytując siebie nawzajem i przerzucając wzajemnie wątkami. Jest taki serwis „Szczepmy się”, który promuje wiadomo co i ostatnio zacytował on – dla pozoru wielowątkowych źródeł informacji – wpis gościa o tym, że nieszczepieni mają dwukrotnie większe ryzyko zakażenia. Pana Szczeklika cytowanego wyjaśniła od razu wpisem opartym na danych ministerstwa zdrowia, Magda M. Wśród nieszczepionych wystąpił jeden zgon na 1.045 zakażonych, zaś wśród zaszczepionych jeden zgon na 157 zakażonych. Co prawda jeden pisał o zakażeniach, zaś druga o zgonach, ale ja bym się trzymał jednak zgonów, bo to one, nie testy z brudnego palca, będą rzeczywistym miernikiem zaistnienia w rzeczywistości IV Fali.
Okazuje się, że to zaszczepieni bardziej się boją IV Fali niż nieSzczepany. 71% zaszczepionych boi się kolejnej fali, zaś tylko 37% nieszczepnych egoistów. Powiem szczerze, że nie ogarniam. Czyżby to był wymierny efekt skuteczności straszenia, że kolejna fala nadejdzie bez względu na wyszczepienie? Ale w takim razie po co się szczepić? Przeciwko czemu? Inne wytłumaczenie jest takie, że zaszczepieni martwią się o beztroskich niezaszczepionych, którzy przeniosą wirusa przez lato i wtedy zrobią nam wszystkim lockdown. A to by oznaczało, że propaganda odniosła sukces i mamy już podglebie pod jesienne obwinianie. Znowu Polacy rzucą się na siebie, a rząd sobie kupi piwo i czipsy, by to sobie pooglądać.
Co do samych szczepionek, to okazało się, że nikt w Polsce ich do tej pory nie zbadał. To znaczy zbada je, kompletnie w tej sprawie obiektywny przecież profesor Horban. Gościu, który od prawie roku nadaje jakie to one są zbawcze teraz je zbada i jak mu wyjdzie, że nie działają to zje własny język. To oczywiste przecież. Ale mnie nurtuje co innego. Ja wiem, że wprowadzenie leku z zagranicy na polski rynek, choćby najbardziej popularnego i przebadanego, wymaga długotrwałych badań przedrejestracyjnych, co w przypadku znanych i działających od lat preparatów zdawało się nadmiarową procedurą, bo skoro działa na Amerykańczykach na przykład, to pewnie zadziała i na nas, pszenno-buraczanych. A tu proszę – kupiliśmy 100.000.000 szczepionek i nikt nie zbadał co tam w środku jest. Przypadek?
I bez tego badania wiemy już, że kolejny wariant, gdyby jednak Delta nie wyszła, czyli wersja Lambda jest oporna na szczepionki. A więc… trzeba się szczepić. Choć w wielu krajach ta wiadomość wyłączyła prąd zwolennikom szczepionek my będziemy jechać dalej, pedałując coraz szybciej. Ba, nawet będziemy mnożyć kolejne fale, tym razem szczepień. W internecie zabawna (?) lista nazw kolejnych wersji szczepionki. Jest ich jeszcze szesnaście. Ostatnie trzy nazwane niepokojąco: dobijająca, mumifikująca i cementująca. Będzie pewnie tego ile jest rocznic małżeństw. I profesor Horban już wie (to po co bada?), że kolejna wersja czyli Kappa jest 78 razy bardziej zakaźna (ale dokładność) niż Delta, zaś jej zakażenie przeżywa tylko 25% biedaków. Jeśli by tak było, mielibyśmy do czynienia z najbardziej zjadliwym patogenem w historii ludzkości. Profesor to wie, a wy śpicie spokojnie…
Ludzie obarczeni tą dołującą wiedzą szykują się więc dla naszego bezpieczeństwa. Mamy oto strategię na IV Falę, ogłoszoną przez ministra Niedzielskiego. Co ciekawe, choć mówiłem to od dawna a nikt mi nie wierzył, kryterium lockdownowania nie będzie stan epidemiczny w danym regionie ale stan zaszczepienny, kompletnie od niego różny. W związku z tym będą zamykane regiony o najsłabszym zaszczepieniu. Tak, że już wiadomo, przed przyjściem śmiertelnej IV Fali, i nawet bez niej, kto pierwszy pójdzie pod klucz. Niestety, na co zwraca uwagę (cieszy się?) opozycja, są to regiony, gdzie PiS… wygrywa (-ł?) wybory. Ot, dylemat dla władzy. No, jak nie wyjdzie, to zawsze można zrzucić na ministra a ministra z sań.
Co dziwne, nie wiadomo dlaczego straszą nas nieszczepami. No bo wychodzi, że tego jest pełno po lasach, napadają na punkty szczepień, ostatnio zagrozili zamachem terrorystycznym na Termy Poznańskie. Nie ma żartów – przed atakiem bombowym, zapowiedzianym przez maila z wyraźnym antyszczepionkowym charakterem pisma – ewakuowano 1.800 osób. Ci to już, jak wyschną, będą to antyszczepom pamiętać. Ale właściwie nie wiadomo o co chodzi, bo wyszło, że „ci straszni Polacy” mają całkiem spore zaufanie do szczepionek. I to rosnące o kilkanaście punktów procentowych w okresie kowida. Wierzymy, że szczepionki są dobre dla dzieci (90,8%), bezpieczne (88,5%), skuteczne (89,7%), co prawda odstajemy od Europy (my katole) w dziedzinie zgodności szczepionek z wiarą (30% uważa je za niezgodne). Hmmm… to jak to jest, że przy takiej wierze, w okolicach 90%, to zaszczepiła się tylko połowa? Czyli istnieje grupa, niemała, 40% Polaków, którzy choć wierzą w szczepionki, to sami się nie szczepią? Rozwiązaniem tej zagadki może być to, że te 40% nie uważa wciskanych obecnie preparatów genetycznych za szczepionki, co by się merytorycznie zgadzało. Ja bym też poczekał na badania roku 2021, kiedy będą już pierwsze wyniki, nie nadzieje, co do skuteczności i pokładanego zaufania w szczepionki.
No bo przecież to się może zmienić w ramach różnych metod motywowania do szczepień. To, że będziemy mieli lockdowny szczepienne to pikuś. Idzie nowe. Oto decyzją wojewody małopolskiego, Łukasza Kmity, dofinansowanie na budowę i remonty dróg powiatowych będzie zależało od stopnia wyszczepienia w starających się o dofinansowanie powiatach. To dobre, nie dość, że nieszczepów będą brać głodem, to jeszcze im drogi zostawią jak za Tuska. Ale to mało dotkliwe, bo przecież foliarze niedługo nie będą mogli wychodzić z domu (napiszę jeszcze o krążącym po Sejmie druku 1449), ani nawet nie będą mieli po co wychodzić jak władza łaskawie zezwoli im na wychodzenie z domów.
Są już także plany walki z przyszłym podziemiem IV Fali (kurcze, napisało mi się, korekta, IV Rzeszy). Otóż minister Niedzielski zapowiedział walkę z podziemiem fryzjerskim. Mnie nie dotyczy, ale trzymam kciuki jak za każdym gnębionym. Szczególnie tropiony będzie trick z wyjazdowym strzyżeniem w domu. Należy się spodziewać różnych prowokacji. Podobno przyjmują już na tę funkcję szczególnie owłosionych. Można przecież będzie wyśledzić takie śmiertelne dwuosobowe zbiegowisko za pomocą specjalnej aplikacji. No, jednak raczej nie bardzo. Polska aplikacja Stop COVID ProteGo Safe jest używana przez ok. 7.000 Polaków. Jej stworzenie kosztowało 6 milionów złotych. Wychodzi prawie 1.000 zł na łebka. Dalibyście tę kasę tym ludziom to by była może jakaś korzyść.
Wiadomo, że sygnał do IV Fali ma dać fala testów. Na razie są one zaparkowane, ale praca wre. Ktoś podliczył ile nas kosztuje to ciągłe testowanie nieobecnej fali pandemii. Tylko 0,44% testów jest pozytywnych, a codziennie kosztuje nas ten proceder ponad 11 milionów złotych. Codziennie. BoskiRomanco wyliczył, że jeden wykryty test pozytywny (co wcale nie oznacza choroby, ani nawet zakażenia) kosztował nas około 58.000 zł. Czyli niezły samochodzik. Ale czy dobre wiadomości, że 99,5% Polaków nie choruje nie są warte tej ceny? Zwłaszcza, że nie płacą jej swoimi pieniędzmi testy zamawiający?
Szykuje się, bo już zamykają szpitale i oddziały. Tak jak za Pierwszej Fali, co oznacza, że strategie, mimo dewastujących rezultatów swej nieskuteczności, będą powtarzane. Ale też przychodzą rachunki. Ja już w zeszłym roku we wrześniu pisałem, że zniknął rak, to znaczy zniknął, bo się go w ujednoimiennionej służbie zdrowia przestało diagnozować. Wydawanie kart DILo spadło miesięcznie o 25%, to znaczy, że tacy rakowcy sobie chodzili po świecie, nie wiedząc, że chorują. Teraz przychodzą do służby zdrowia jak niespłacony weksel długu zdrowotnego. Obecnie notuje się wzrost liczby wydanych kart DILo o 23%, czyli prawie tyle ile „zniknęło” rakowców wcześniej. Brakujące 2% nie dożyło wydania karty. W lecznicach diagnozuje się „za późne” stany, czyli przenoszone, bo nie zdiagnozowane nowotwory. Jak to było panowie propagandyści? Ciche ofiary koronawirusa? Oj, będzie piekło…
O, nie można nie wspomnieć o hicie tygodnia, czyli TVN. Należy wspomnieć, bo się zaciąga na kolejny miesiąc wałkowania sprawy. Mnie najbardziej podoba się wątek dotyczący tematu jakaż to kara nas spotka z rąk (byłego?) największego sojusznika. Powtarzam za TVN listę, bo to gruba sprawa jest: Koniec Zjednoczonej Prawicy (prawie się ziściło, czyż za taki numer nie warto poświęcić jednej stacji?), potem – wyjście wojsk USA z Polski, następnie: wycofanie inwestorów amerykańskich (ale było z tym i tak skromniutko), potem – zgoda USA na Nord Stream 2 (ale to już przecież po ptokach) i na końcu – Polexit (i może o to chodziło prezesowi?). Czyli dla jednych klęski, dla drugich radość i na odwrót. Niektórzy jurgieltnicy już posłali donos do USA z nazwiskami, by Amerykanie nie męczyli się z wyszukiwaniem osób do objęcia zakazem wjazdu do Stanów. I na co były nam te wizy?
Najlepiej określił to mój ulubieniec, analityk geopolityczny dr Jacek Bartosiak, który stwierdził, że jeżeli Amerykanie zrobili jakieś ruchy militarne obniżające naszą obronność z powodu tak błahego zatargu to ich gwarancje naszego bezpieczeństwa (a także wobec Bałtów), są (a właściwie nigdy nie były) niewiele warte. A może my tak naprawdę jednak do cywilizacji nie pasujemy? No bo już się podniosły głosy, że wraz z Węgrami, nie pasujemy do Europy. Co prawda słowa te padły z ust… czarnoskórej Szwedki, która na bank jest (obecnie) upostaciowieniem europejskiej (szwedzkiej?) średniej, ale można się przejąć. A za potop nie łaska przeprosić? Ja bym pojechał osobiście do Afryki i im tam wygarnął też że nie pasują. Ale to byłby przecież rasizm.
Kończę, jak zwykle, cytatem, tym razem optymistycznym: „Wyjście Gowina ma być wiadomością dnia? Dla mnie wiadomością dnia jest wyjście redaktora @PiotrSemka ze szpitala. Dużo zdrowia Panie redaktorze”.
Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.
Czytaj też:
Lex TVN do kosza? Wipler podał warunekCzytaj też:
Ziemkiewicz: Kukiz nie ma teraz wyjścia
