Polak Polakowi batem

Polak Polakowi batem

Dodano: 5
Flaga Polski, zdjęcie ilustracyjne
Flaga Polski, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay
Dzień 543, wpis nr 522 II Od kiedy napisałem książkę „Trzeci sort, czyli jak zakończyć wojnę polsko-polską”, uważam się za wprowadzonego dość dobrze w meandry tego podziału. Musiałem o tym sporo myśleć, zebrać materiały ale przede wszystkim uczyć się trudnej sztuki wznoszenia się nad tym konfliktem, by widzieć jego obiektywne przyczyny i mechanizmy. I nie wylądować w ślepej uliczce symetryzmu.

Dziś chciałem wrócić do tego podziału, gdyż upływ czasu daje szanse na obserwacje w którym kierunku posuwa się ten niewątpliwy podział. On się zaostrza, choć po jego kolejnych erupcjach wydaje się, że nie można już bardziej. Co chwila nowe wrzutki politycznej bieżączki wskazują, że zapasy podziałów są niewyczerpane, ale jak to w przypadku ekstremów – choć wydaje się, że spór narasta, to liczebność grup w niego zaangażowanych zdaje się maleć, kosztem radykalizacji. Coraz więcej ludzi jest tym zmęczonych, co prawda w wyborach skłania się do którejś ze stron tej smutnej politycznej dwójpolówki, ale dlatego, że propozycje sceny politycznej wydają się nie mieć alternatywy. Tacy głosują za którymś z plemion, natychmiast są przez partie i media zapisywani do twardych zwolenników, choć wcale nimi nie są, jako elektorat zaciśniętych zębów, wybierający mniejsze zło.

Warto przejrzeć kilka badań społecznych, by zobaczyć jak obie grupy siebie nawzajem postrzegają. Tu widać kompletnie inny obraz niż ten stereotypowy. Po pierwsze podział na moherów i lemingi to już przeszłość, ale jedynie pod warunkiem, że skonfrontuje się go z faktami. Ale w umysłach wciąż to siedzi. Te podziały na mafię i sektę, głupkowatych, ale liczniejszych z mniejszych ośrodków, łasych na socjal i świata nieznających zaściankowych patriotów. I tych „wykształconych z większych ośrodków”, światowców. Tak siebie widzą (przezywają?) obie grupy i ich media. Ale wyniki badań pokazują, że takie podziały to uproszczenie i stygmatyzacja. Właściwie poglądy polityczne mają wspólne dominanty socjo-demograficzne, jedynie w ostrym i wyrównanym podziale, tylko niewielkie odsetki ponadnadmiarowych frakcji robią różnicę i wynik wyborczy. I rzeczywiście – w tym kruchym balansie to wieś dała władzę PiS-owi, tak jak kiedyś miasta – PO.

Jak widzą siebie Polacy? Nawet nieźle – uważają się za gościnnych, pracowitych i patriotycznych. Niestety uznają coraz częściej tak pozytywne cechy jako udział grupy, spośród której się wywodzą. I nie chodzi tu tylko oczywistość, że cechy te można stwierdzić przede wszystkim przez własne doświadczenie, a więc znajomych. Chodzi o to, że w tej sytuacji myślimy… gorzej o tych, których nie znamy. Może to wynikać z tego, że kolejne badania wskazały na to, iż całe grupy przebywają w dość szczelnych bańkach medialnych, które utwierdzają podział na światłych nas i okropnych ich. O dziwo zjawisko to jest częściej występujące wśród zwolenników opozycji. Opozycyjna bańka jest szczelniejsza, zaś pisowcy częściej sięgają do innych mediów. Mimo to z takich wycieczek nie wracają zniechęceni do swych faworytów. Albo więc mają silniejsze przekonania, albo propozycja mediów opozycyjnych do nich nie trafia. I nie dziwota – tam każde odstępstwo karane jest bezwzględnie, zaś cały charakter narracji jest oparty o wykluczenie nie naszych.

Ostatnie badania wykazały, że zwolennicy opozycji w niemal 60% uważają, że wyborcy PiS nie zasługują na szacunek. W drugą stronę ten wskaźnik jest niemal dwukrotnie niższy. Jak wytłumaczyć ten fenomen? Bo, trzymając się stereotypów, można byłoby założyć, że bardziej wyrobiony zwolennik opozycji nie powinien odmawiać godności przeciwnikowi, powinien widzieć jedynie jego błędy, próbować je równoważyć swoją postawą i argumentacją, nie zaś posuwać się do tak głębokiej niechęci. Za to to właśnie ten zakapiorski pisowiec powinien się szastać w okowach nienawiści, nie widząc człowieka w swym protagoniście. A jest na odwrót.

Może to pochodzić od kolejnej już kadencji frustracji grupy zwolenników opozycji. No bo rzeczywiście, codziennie media ich przekonują, że racja jest po ich stronie, a tu rzeczywistość wyborcza skrzeczy. W dodatku masakruje to dogmat demokracji, jako ustroju gdzie większość ma rację, bo akurat tu ten pewnik ma się nie sprawdzać i przypomina się co chwila, że przecież takiego Hitlera, panie, to też większość wybrała. To budzi frustracje i nadreaktywność poza swój status intelektualny. W dodatku przekłada się na własne postrzeganie. Ostatnio ukazały się wyniki badania w Gazecie Wyborczej, sądząc po rezultatach mam nadzieję, że zrobionego wśród jej czytelników, z którego wynikają smutne sprawy. 52% raczej rzadko jest dumne z bycia Polakiem, zaś 33% – nigdy. I na odwrót. 44% dość często odczuwa wstyd, że jest Polakiem, zaś 34% bardzo często. Jak rozumiem – wyniki te to skutek negatywnego jednak postrzegania Polaków, czyli innych. To rzutuje na niefajny obraz własny w tak okropnej grupie, zaś pedagogika wstydu dodatkowo oświetla wyłącznie słabe punkty polskiego dziedzictwa i historii. Mamy do czynienia ze wstydem zbiorowym, czyli nowym czynnikiem składowym polskiej tożsamości. Łączy nas wstyd, że jesteśmy wspólnotą. To socjologiczny oksymoron.

Mamy wręcz cały przemysł samobiczowania się, oczywiście za winy innych, bo my to przecież światła, jak dowodzą kolejne wybory, mniejszość. Te wszystkie „polskość to nienormalność”, Tokarczuki od polskiego niewolnictwa i kolonii, Hollandy od winy za Holokaust nie namawiają do wspólnoty z tak okropnym źródłem tożsamości narodowej. Podziały wśród Polaków stoją na krawędzi podważenia istnienia tej wspólnoty, zwłaszcza te cyrki z granicy białoruskiej, gdzie kwestionuje się nie tylko etos własnych służb mundurowych, ale i podstawy integralności Polski jako państwa.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na blogu „Dziennik zarazy”.

Czytaj też:
Kowidki polskie, czyli autobus z napisem: "koniec wycieczki"?
Czytaj też:
Czy jest życie poza Unią?

Źródło: dziennikzarazy.pl
 5
Czytaj także