Mutacje. Z deszczu pod rynnę

Mutacje. Z deszczu pod rynnę

Dodano: 8
Koronawirus, zdjęcie ilustracyjne
Koronawirus, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Obraz Gerd Altmann z Pixabay
DZIENNIK ZARAZY. Dzień 556. Wpis nr 545 | Właściwie to z troską obserwuję ostatnie epidemiczne wydarzenia. Chodzi o fenomen Izraela, o którym pisałem, że dziwnie to wygląda. Szybko i bardzo szeroko zaszczepiony kraj, który mimo tego boryka się z nawrotem zakażeń i to głównie wśród zaszczepionych.

Zacząłem się zastanawiać skąd to się może brać i popełniłem na ten temat jeden osobny wpis. Ale trafiłem na nowe dane, głównie dotyczące lepszego poziomu przeciwciał wśród ozdrowieńców niż zaszczepieńców. Tu dane są niepokojące. Z jednej strony są wypierane i przemilczane – tu chodzi o twardych zwolenników szczepień, z drugiej strony są przyjmowane wręcz z zadowoleniem wśród sceptyków, jak dowód na przepowiadaną szkodliwość szczepionki kowidowej. Dla mnie to żaden powód do satysfakcji z posiadania racji, bo jeśli tak jest, że szczepionki wcale nie chronią, ba – nawet szkodzą bardziej, to oznacza, że nawet nie będzie udawanego powodu do odwołania obostrzeń i zdjęcia maseczek oraz lockdownów.

Businessinsider podaje, że z badań wynika, iż zaszczepieni mają szansę sześć razy częściej zachorować, nuż nieszczepieni ozdrowieńcy, zaś siedem razy bardziej przejść od nich ciężej chorobę w razie infekcji. Tu w innych badaniach dane się wahają, ale zawsze są na korzyść ozdrowieńców. Jest tego pełno: badania dowodzą znacznie większych szans na infekcję u zaszczepionych (Sivan Gazit, Roei Shlezinger, Galit Perez, Roni Lotan, Asaf Peretz, Amir BenTov, Dani Cohen, Khitam Muhsen, Gabriel Chodick, Tal Patalon). Mamy osiem razy większe ryzyko hospitalizacji wśród zaszczepionych niż u ozdrowieńców w przypadku zakażenia wariantem Delta. W Izraelu, który ma z tym największe chyba kłopoty zbadano potężną bazę pacjentów i wyszło, że zaszczepieni zakażają się od sześciu do 13 razy częściej niż ozdrowieńcy, badania w Oxfordzie wykazały, że zaszczepieni mają w nosogardzieli 251 razy więcej koronawirusów niż nieszczepieni ozdrowieńcy. I najważniejsze, że to się zmieniło w czasie, bo kiedyś było po równo. Coś więc się dzieje z zaszczepionymi i odpowiedź, że po prostu tracą wywołaną przez szczepionkę odporność jest radosnym uproszczeniem, chyba jedynie po to, by usprawiedliwić kolejne dawki.

Coś się dzieje w krajach, które masowo i szybko się zaszczepiły oraz borykają się z wariantem Delta. Widać to w Izraelu, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Wykresy są szczególnie obrazowe w przypadku porównania z krajami, które tak masowo i szybko się nie zaszczepiły. W tych pierwszych – ewidentny wzrost (czasem najwyższy w pandemii) po szczepieniu, w tych innych, tu np. w Bułgarii czy Rumunia – zjazd po trzeciej fali i płasko aż do dzisiaj. Korelacja tych dynamik z akcją szczepienną jest tu więcej niż prawdopodobna.

Ale dlaczego zaszczepieni mieliby się zakażać częściej? Czyżby złowróżbne przepowiednie przeciwników szczepień miały tu swoje uzasadnienie? Do tej pory, tropiąc szkodliwość szczepionek, skupiano się na niepożądanych odczynach poszczepiennych (NOP), a tu wychodzi, że szczepionka ma jeszcze wzmagać infekcje wirusem, przeciwko któremu została zastosowana.

Szukając wytłumaczenia tego fenomenu trafiłem na ADE, czyli zjawisko, które powoduje powstanie bardziej zaraźliwych mutacji wirusa. ADE dotyczy kilku typów wirusów, wśród których znajduje się grupa koronawirusów. Na ten trop zwrócił uwagę współwynalazca technologii mRNA używanej w szczepionkach przeciw kowidowi, dr Robert Malone, laureat nagrody Nobla, otrzymanej właśnie za tę technologię. Podstawowe wnioski doktora są niepokojące:

  • W wyniku szczepień przeciw wirusom pojawia niebezpieczny zespół ADE (wzmocnienie zależne od przeciwciał)
  • ADE powoduje u zaszczepionych zwiększoną transmisję i powstawanie nowych, bardziej zaraźliwych mutacji wirusa, które nie powstałyby bez zastosowania szczepień.
  • ADE zniekształca działanie systemu odpornościowego osoby zaszczepionej, co daje negatywne konsekwencje zdrowotne.
  • W przypadku pojawienia się ADE mamy:
    • bardziej zaraźliwe mutacje,
    • większą transmisję,
    • większe zagrożenie dla zaszczepionych i nieszczepionych.
  • ADE dotyczy tylko niektórych wirusów, w tym właśnie koronawirusów.
  • Wystąpieniu ADE sprzyja obniżenie siły oddziaływania antyciał na wirusa, co dzieje się wraz z upływem czasu.
  • Istnieją badania na zwierzętach dokumentujące powszechne występowanie ADE przy szczepieniach przeciw koronawirusowi SARS-CoV.
  • Pojawienie się ADE jest największym zagrożeniem dla całego procesu szczepień i wcześniejsze programy badania szczepień na koronawirusa na ludziach były przerywane z tego powodu.
  • W krajach o zaawansowanym procesie szczepień notuje się obecnie, co ważne w lecie:
    • – bardzo wysoki wskaźnik zakażeń
    • – pojawienie się mutacji delta
    • – większą emisję wirusa przez zakażonych
    • – brak różnicy w emisji wirusa przez zakażonych szczepionych i nieszczepionych
  • Jeśli doszło – a tak należy sądzić, uważa dr. Malone – do wystąpienia ADE u ludzi, jak to miało miejsce u zwierząt, to dalsze szczepienia będą nasilać zagrożenie, uzależniać zdrowie i życie ludzi od cyklicznej, co 6-9 miesięcy, dawki szczepiennej i grozić wytworzeniem takiej mutacji, której skutków nie da się już opanować.

Ta ostatnia konkluzja jest najbardziej załamująca, bo oznacza, że będziemy mieli kolejne fale dodatkowych szczepień w coraz krótszych okresach czasu, które nie dość że nie pomogą, ale mogą wyprodukować superwirusa, odpornego nie tylko na szczepionki, ale i na antyciała naturalnie wytworzone przez ludzki system immunologiczny.

Coraz częściej mówi się, że masowe szczepienia mogą wyprodukować wielką grupę superroznosicieli, czyli zaszczepionych, którzy będą się zachowywali jak by byli trwale chronieni szczepienną tarczą, nie przestrzegali dawnych reguł dystansowania i maseczkowania, przekonani, że nie są niebezpieczni. Naukowcy zwrócili uwagę na to, że szczepionka może powodować efekt jedynie złagodzenia objawów, a więc wyprodukowania (wreszcie) bezobjawowych nosicieli, zaś wcale nie obniżać wskaźnika R odzwierciedlającego reprodukcyjność wirusa, a nawet go zwiększać.

W ten sposób wyjaśniła się sprawa dlaczego zaszczepieni nie zostają zwolnieni z maseczek (a tak obiecywano), ani z reguł społecznego dystansu. Tłumaczy się im tę sprzeczność w sposób zakłamany – to wszystko przez tych nieszczepionych, bo to oni mogą przecież każdego zakazić, nawet zaszczepionego. Nawet niech to będzie ten pechowiec z tych 5% (przy następnej niespełnionej obietnicy 95% skuteczności szczepionek), to przecież musimy walczyć, bo „ani jednej łzy” i Zero-Covid. A tu okazuje się, że zaszczepieni nie noszą tych maseczek, by się bronić przed zakażeniem, ale… by bronić innych przed infekcją ze swojej strony. Bo – wedle teorii superroznosiciela, popartej mechanizmem ADE – to oni mogą zakazić innych coraz to nowszymi wariantami koronawiusa, które nie występowałyby, gdyby nie masowe szczepienia powodujące powstanie mutacji, które bez tego by nie zaistniały, zaś z tym podstawowym wariantem Wuhan poradziłaby sobie naturalna masowa odporność.

Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Źródło: dziennik zarazy
 8
Czytaj także