Brudziński o zablokowaniu Morawieckiego w PE: Przestraszyli się jego argumentów

Brudziński o zablokowaniu Morawieckiego w PE: Przestraszyli się jego argumentów

Dodano: 27
Joachim Brudziński
Joachim Brudziński / Źródło: PAP / Jerzy Muszyński
Nie powinniśmy się na nikogo oglądać, tylko dalej robić to co wychodzi nam najlepiej, czyli ochrona polskiej granicy – mówi europoseł PiS Joachim Brudziński w rozmowie z portalem Dorzeczy.pl.

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, gdzie koczują migranci sprowadzani tam przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Niestety PE odmówił premierowi Mateuszowi Morawieckiemu możliwości udziału w debacie. Jak pan ocenia takie działania PE?

Joachim Brudziński: Mogę to tylko skomentować tak, że mamy dowód na strach większości dziś dominującej w parlamencie. Strach przed konfrontacją z prawdą, twardymi danymi prezentowanymi przez polski rząd. Większości lewicowej, reprezentowanej przez przewodniczącego Sassoliego. Bez owijania w bawełnę mogę powiedzieć, że jest to większość lewacka, która na potrzeby kreowania jakiejś wirtualnej rzeczywistości, zgodnej z neomarksistowską wizją świata, Europy, próbuje przekonywać samą siebie, że działania podejmowane przez polski rząd, który nie cieszy się akceptacją tej większości, są działaniami, których nie warto prezentować. Na szczęście i Bogu dzięki, sprawczość tej większości w ramach PE, jest ograniczona i dobrze, że działania, które dziś podejmuje polski rząd, cieszą się akceptacją obywateli tych państw, które są reprezentowane przez przedstawicieli tej lewicy w PE.

Czyli socjaliści przestraszyli się wystąpienia polskiego premiera?

Tak to odbieram. Oceniono, że konfrontacja z polskim premierem przyniesie podobne skutki do tych, które przyniosła pierwsza debata w której premier Morawiecki uczestniczył i to rezonowanie w opinii publicznej państw starej UE, argumentów wysuwanych przez szefa polskiego rządu, będzie docierało do szerokiej grypy obywateli Europy.

Jakim realnym wsparciem dla Polski wykazała się Unia Europejska, jeśli mówimy o kryzysie na granicy z Białorusią?

Jestem w stanie sobie przypomnieć enigmatyczne zapowiedzi kierowane z ust pani przewodniczącej von der Leyen, czy innych urzędników brukselskich. Na pewno należy odnotować optymistyczną i realistyczną postawę pani komisarz ds. wewnętrznych i migracji Ylvy Johansson, która rozmawiała z minister spraw wewnętrznych i administracji Mariuszem Kamińskim, czy w Parlamencie Europejskim przedstawiała bardziej realistyczną i zgodną z prawdą ocenę sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, niż ta, którą prezentują przedstawiciele partii lewicowych czy EPP na czele, której stoi Donald Tusk. Jeśli chodzi o typowo realne wsparcie, to będzie ono do Polski docierało, ale nie dzięki zaangażowaniu Parlamentu Europejskiego, ale dzięki realistycznej postawie poszczególnych rządów pastw tworzących UE.

Czy ofensywa dyplomatyczna premiera Morawieckiego przynosi oczekiwany skutek?

Oczywiście. Tak jak wspomniałem, coraz większa grupa krajów deklaruje swoje wsparcie w kryzysie na granicy polsko-białoruskiej. Wspólny głos Polski, Litwy i Łotwy, znajduje coraz bardziej realne wsparcie w krajach członkowskich UE, a dowodem na to mogą być słowa szefa MSW Niemiec Horsta Seehofera, który podkreślał niezwykle skuteczną postawę polskiego rządu i polskich służby.

Zdaniem premiera Węgier Viktora Orbana, Unia Europejska powinna zwracać takim krajom jak Polska czy Węgry, koszty ochrony granic. Czy pan się z tym zgodzi i czy można liczyć na taki zwrot kosztów?

Na nas, jako na państwie zewnętrznym UE, spoczywa odpowiedzialność ochrony granic. O ile państwa południa Europy, takie jak Hiszpania, Włochy czy Grecja, mierzą się z nielegalną migracją, która jest owocem frustracji tych migrantów, którzy próbują się do Europy dostać, o tyle, ten szlak, który próbuje utworzyć Łukaszenka jest elementem wojny hybrydowej. Musimy pamiętać o UE i wsparciu które otrzymujemy, oraz o fakcie naszego członkostwa w NATO. To jest wojna, hybrydowa, ale jednak wojna, wymierzona również w państwa członkowskie NATO. Dobrze, że następuje jakaś refleksja, zmiana retoryki. Pamiętamy przecież, że były próby nazywania tego co się dzieje na granicy ''kryzysem humanitarnym''. My jako państwo członkowskie UE i NATO powinniśmy korzystać z wszystkich instrumentów, które daje nam obecność w tych organizacjach, ale nie jest dana mi łaska wiary, że szerokim strumieniem popłyną do Polski pieniądze na zabezpieczenie granicy. Nie powinniśmy się na nikogo oglądać, tylko dalej robić to co wychodzi nam najlepiej, czyli ochrona polskiej granicy. Nasze służby spisują się znakomicie.

Czytaj też:
"Naraża na nieludzkie i poniżające warunki". Human Rights Watch krytykuje Polskę
Czytaj też:
"W sytuacji kryzysowej mamy przywódczą rolę w regionie". Legutko komentuje ofensywę premiera

Źródło: DoRzeczy.pl
 27
Czytaj także