Ardanowski nie ma wątpliwości, że w związku z kiepskim wynikiem wewnątrz PiS dojdzie do rozliczeń. W rozmowie z RMF FM polityk podkreśla, że Prawo i Sprawiedliwość na wsi mogło uzyskać wyższy wynik.
– Uważam, że na wsi można było uzyskać kilka procent dodatkowych. Może te kilka proc. byłoby na miarę zwycięstwa, a może by szali nie przechyliło. Poparcie dla PiS na wsi jest mniejsze o około 10 procent. niż było cztery lata temu. I to jest istotny ubytek - mówił Ardanowski.
Głównym problemem, twierdzi były minister, okazała się jednak mała frekwencja. – W szczególności to było widać w tych województwach gdzie więcej ludzi mieszka na wsi, czyli Podlasie, Lubelszczyzna, Podkarpacie, Warmia i Mazury. Ludzie nie uwierzyli w narrację PiS-u, o tym, że trzeba dopłacać do wszystkiego, że jedynym pomysłem na polskie rolnictwo są kolejne dotacje praktycznie do wszystkiego - dodał.
Wieś odwróciła się od PiS
Ardanowski podkreśla, że rolnicy czekali, aż PiS złoży pewne propozycje dotyczące sytuacji ekonomicznej, a nie że będzie rozdawać pieniądze.
– Wzmocnienia pozycji rolników w tzw. łańcuchu żywnościowym, czyli to jest kwestia ucywilizowania reguł skupu produktów od rolników, to jest kwestia pewnej dominującej pozycji sieci supermarketów, które powinny być przymuszone do tego, żeby w większym stopniu szanować dostawców. Tego oczekiwano, a nie tylko mówienia o dotacjach. I dlatego wielu rolników od PiS się odwróciło – mówił.
– Bardzo wielu zagłosowało nogami i nie poszło na wybory. To sprawiło, że w tym obszarze wiejskim można było myśleć o kilku dodatkowych procentach, które były istotne – wskazał.
Ardanowski dodaje, że sytuacji nie poprawiła sprawa importu ukraińskiego zboża. Jego zdaniem lista firm, które na tym zarabiały powinna być jawna. – Trzeba było szybko reagować, ale nawet jeśli ta reakcja była za późna, to trzeba się uderzyć w piersi i to naprawić – mówił.
PiS traci władzę
We wtorek PKW podała wyniki wyborów do Sejmu po przeliczeniu 100 proc. głosów. Już wiadomo, że PiS nie będzie dysponowało większością 231 mandatów. KO, TD i Lewica będą miały natomiast 248 reprezentantów w Sejmie, co oznacza, że najprawdopodobniej uformują nowy rząd. Wszystkie trzy formacje deklarują chęć wstąpienia do takiej koalicji.
Rozpoczęły się w związku z tym spekulacje, kto zostanie premierem takiego rządu. Prezydent Duda cały czas może w pierwszej kolejności wskazać kogoś z PiS, co prawdopodobnie wydłuży cały proces do grudnia, jednak we wtorek szef Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk zwrócił się do głowy państwa o umożliwienie jak najszybszego powołania nowego gabinetu.
Czytaj też:
Telus: Ta rzecz nam najbardziej zaszkodziłaCzytaj też:
Wolski: Cmokajmy w pupcię Trzecią Drogę. To jedyna szansa
