Pierwszy rok „depisyzacji”
  • Jan FiedorczukAutor:Jan Fiedorczuk

Pierwszy rok „depisyzacji”

Dodano: 
Jarosław Kaczyński, prezes PiS
Jarosław Kaczyński, prezes PiSŹródło:PAP / Jarosław Kaczyński
Widmo radykalnej „depisyzacji”, która nastąpi w 2024 r., paraliżuje formację Kaczyńskiego i zapewne uniemożliwi jej skorzystanie z atutów, którymi dysponuje. A tych, mimo przegranych wyborów, PiS posiada nadal całkiem sporo.

Truizmem jest stwierdzenie, że w polskim systemie politycznym opozycja niewiele znaczy. Tym razem jednak sytuacja jest niecodzienna, gdyż oto główna partia opozycyjna jest zarazem największym ugrupowaniem w Sejmie i choćby już sam ten fakt sprawia, że dysponująca 191 posłami Zjednoczona Prawica może być dla Donalda Tuska kłopotliwym przeciwnikiem. Może, ale nie musi – gdyż wiele tu będzie zależeć od dyscypliny polityków, ich szczęścia, a także od działań samej koalicji rządzącej. Dzisiaj, owszem, antypisowskie paliwo napędza i cementuje sojusz centrolewu, jednak z każdym mijającym miesiącem, z każdą kolejną aferą i z każdą niedotrzymaną obietnicą wyborczą napięcia w koalicji będą narastać. To z kolei dla izolowanego PiS otwiera pewne pole działania.

Mniejszość blokująca?

Trzon centrolewu współtworzą cztery główne formacje (KO, PSL, Polska 2050, Lewica) otoczone „wolnymi elektronami”. Tożsamościowy galimatias, który przejawia się w ideowej rozpiętości od Romana Giertycha do Barbary Nowackiej i od Ryszarda Petru do Michała Kołodziejczaka, już dzisiaj przekłada się na tarcia w sferze światopoglądowej (aborcja) oraz gospodarczej (obiecana przez PO kwota wolna od podatku na poziomie 60 tys. zł).

Cały artykuł dostępny jest w 1/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także