Całkiem niedawno sporą część polskiej opinii publicznej oburzyła wiadomość, że w Gliwicach delegacja niemieckich parlamentarzystów spotka się z uczniami tamtejszych szkół w celu upamiętnienia „wypędzonych Niemców”. Oburzenie niektórych komentatorów stanowiło sygnał, że właśnie przekroczona została pewna niebezpieczna granica, bo oto w Polsce Niemcy upamiętnią wraz z polską młodzieżą „krzywdę” wysiedlenia po 1945 r. Nic bardziej mylnego, ta granica, niebezpieczna dla integralności polskiego państwa, została już dawno przekroczona. Niemcy nigdy nie zapomnieli o utraconych na rzecz Polski swoich wschodnich terenach, oficjalnie nazywanych do niedawna w Polsce Ziemiami Odzyskanymi.
Dorobek zespolenia tychże terenów jest od czasów odzyskania przez Polskę niepodległości – cóż za paradoks – zwyczajnie marnotrawiony. Na Ziemiach Odzyskanych od kilkunastu lat trwa przywracanie, a wręcz wynoszenie na piedestał niemieckiej historii, ukazywanie wyższości niemieckiej kultury nad „polskim zacofaniem”. Ujawnianie rzekomych polskich represji na autochtonach. Przykładem może być Śląsk, gdzie „regionaliści” wprost oskarżają państwo polskie o represje na autochtonach po 1945 r.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
