Gdy mój ojciec był małym chłopcem, dostał na święta wiatrówkę. Był najstarszy i miał młodszych braci. Oni dostali prezenty normalnie – od Świętego Mikołaja, który podłożył paczki dyskretnie – a wiatrówka była jedynym prezentem, który przyniósł ktoś inny, w dodatku na oczach wszystkich zgromadzonych przy stole wigilijnym.
Mój dziadek wręczył memu ojcu wiatrówkę oraz puszkę śrutu i powiedział: „Mikołaj miał dla Ciebie tylko rózgi i sam wiesz czemu. Rózgi wrzuciłem do pieca. Mikołajowi nic nie mów, bo wtedy ja dostanę rózgi. Masz tu wiatrówkę i naucz się strzelać. Przyda ci się lub nie, ale masz umieć strzelać. Zrozumiano? Na początek będziesz zabijał szczury w piwnicy. Tylko nie potłucz słoików z kompotem”.
Młodsi bracia natychmiast znienawidzili mego ojca, bo on BĘDZIE STRZELAŁ, a oni nie. Zaplanowali więc, że potłuką kilka słoików z kompotem, wina spadnie na mego ojca i wiatrówka zostanie skonfiskowana.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
