Minęły prawie dwa lata od oskarżenia przez dziennikarkę Karolinę Rogaską reportera „Gazety Wyborczej” Marcina Kąckiego. Poszło o rzekome – nazwijmy to delikatnie – nieobyczajne zachowania, których miał się dopuścić w jej towarzystwie. Kącki wraca teraz z książką opisującą tamtą sprawę, ale – co znacznie ciekawsze – również swoje środowisko, kolegów z redakcji i stadne reakcje znajomych i nieznajomych. W niniejszym tekście zajmę się właśnie tym wątkiem, gdyż o nieznanych mi szczegółach relacji Kącki – Rogaska pisać nie chcę, to bowiem typowa sytuacja słowo przeciw słowu. Dodajmy tylko, że Kącki oskarżeniom zaprzecza, pisząc nawet, że to kobieta była wobec niego napastliwa, np. siadając mu na kolanach przy jego małoletniej córce.
Zresztą w nowej książce Marcina Kąckiego sprawa oskarżenia ze strony Rogaskiej wcale nie jest najciekawsza. Niezwykle interesujący jest natomiast proces degeneracji mediów wydawanych przez wielkie korporacje, który redaktor „GW” widział od środka i który obrazowo opisuje.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
